Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta

Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta

Autor: iiiiiiris

Znajomy zapach
Autor: iiiiiiris
11 sie 2026
Uśmieszek Camilli się poszerzył, wykrzywiając jej rysy w maskę czystej, nieskrępowanej kpiny. Stała wyprostowana na środku lobby Lumina Jewelry, praktycznie wibrując z pewności, że Vivienne brakuje zarówno odwagi, jak i środków, by przedstawić ekskluzywny pamiątkowy medal królewski z Dravenii. Wszyscy w ich elitarnym kręgu wiedzieli, że Gideon był osobiście przyjmowany przez rodzinę królewską Dravenii. Zaliczał draveńską księżniczkę do grona swoich osobistych przyjaciół. Wiedział dokładnie, jak wygląda autentyczny artefakt. – I co? – rzuciła wyzwanie Camilla, a jej głos zadźwięczał tak, by każdy widz ją usłyszał. – Czy to znaczy, że nie masz odwagi tego zrobić? Spójrz na nią, Gideon. Jest kłamczuchą. Wie, że rozpoznałbyś prawdziwy medal, i właśnie dlatego nie śmie go wyciągnąć. Vivienne cicho prychnęła. – Dlaczego miałabym pokazać ci tak cenny przedmiot? Sugestia zawisła ciężko w cichym powietrzu: Camilla była niegodna, by chociaż na niego spojrzeć. Zanim Camilla zdążyła wykrzyczeć swoje oburzenie, Gideon wystąpił naprzód. Temperatura w lobby zdawała się gwałtownie spadać. Jego postawa pozostała lodowata, gdy zmniejszył dystans między sobą a Vivienne. – Wypłacenie stu pięćdziesięciu milionów dolarów to był mój pomysł – oświadczył Gideon; jego głos był niskim, władczym pomrukiem. – Zatrudnienie Vedy jako naszej projektantki to również był mój pomysł. Puszczę w niepamięć dzisiejszą chaotyczną sytuację, jeśli będziesz w stanie bezdyskusyjnie udowodnić, że rzeczywiście jesteś Vedą. Zrobił kolejny celowy krok, pochylając się nieznacznie, by postawić mrożące krew w żyłach ultimatum. – Ale jeśli ci się to nie uda... nie przeżyjesz w Crownhaven kolejnego dnia. Gdy się zbliżył, powietrze między nimi drastycznie się zmieniło. Wyraźny, odurzający zapach uderzył Vivienne jak fizyczny cios w klatkę piersiową. Bogate, piżmowe nuty specyficznej wody kolońskiej Gucci owinęły się wokół jej zmysłów, przebijając się przez sterylne powietrze lobby. Tchuzaprało jej w piersiach. Gwarne otoczenie rozmyło się w tle, gdy jej umysł przeniósł się gwałtownie sześć lat wstecz. Dusząca ciemność tamtego pokoju hotelowego. Palące gorąco bezimiennego mężczyzny przygważdżającego ją do materaca. Ból, zmieszanie i ten dokładny, niezapomniany zapach utrzymujący się na jego skórze. Dlaczego Gideon Rothwell nosił dokładnie tę samą wodę kolońską, co mężczyzna, który zrujnował jej życie? Mimo głębokiego wewnętrznego szoku paraliżującego jej pierś, Vivienne nie pozwoliła, by w jej zbroi pojawiła się choćby jedna rysa. Uniosła podbródek, maskując swoją traumę olśniewającym, beztroskim uśmiechem, który odbijał górne światła. Śmiało spojrzała w kalkulujące, drapieżne oczy Gideona. – Jest pan tego pewien, proszę pana? – zapytała, odwracając sytuację wyzywającym przekrzywieniem głowy. Gideon zmrużył oczy. Wpatrywał się w nią w milczeniu, badając buntowniczą iskrę płonącą w jej oczach. Niezrażona jego niewypowiedzianymi groźbami, Vivienne wykorzystała swoją przewagę. – Proszę mi powiedzieć, co zamierza pan zrobić z tym potężnym policzkiem, który przed chwilą otrzymałam od panny Kensington, jeśli z powodzeniem udowodnię swoją tożsamość? Triumfujący wyraz twarzy Camilli natychmiast się zachwiał. Posłała Gideonowi ostrożne, nerwowe spojrzenie. Chociaż obnosiła się jako jego kochanka, on przez ostatnie sześć lat nie położył na niej ani jednego palca. Polegała wyłącznie na swoim bezbłędnym planie i dowodach rezerwacji hotelowej na swoje nazwisko z tej fatalnej nocy, by utrzymać swoją pozycję. Jeśli przysporzyłaby zbyt wielu kłopotów, on mógłby zacząć zadawać pytania, na które nie umiałaby odpowiedzieć. – Gideon... – mruknęła Camilla, starając się zabrzmieć krucho i jak ofiara. – Zmuszę ją do przeproszenia cię – odpowiedział Gideon z całkowitą obojętnością; jego uwaga nigdy nie opuściła Vivienne. Vivienne natychmiast przestała przeszukiwać swoją torebkę. Jej dłonie znieruchomiały, a w jej oczach błysnął niebezpieczny bunt. Spojrzała na górującego nad nią miliardera, jakby właśnie opowiedział okropny żart. – Właśnie zostałam fizycznie napadnięta, a pańskim rozwiązaniem są zaledwie przeprosiny? – Vivienne wskazała na rażący absurd jego warunków. Kpiła z ich wypaczonego poczucia sprawiedliwości. – Wszyscy urodziliśmy się i wychowaliśmy w cywilizowanym społeczeństwie, które popiera naukę odwzajemniania podarunków. Nie uważa pan, że powinnam mieć prawo do wymierzenia jej policzka w zamian, aby poczuć się prawdziwie pojednaną? Wśród gapiów zapadła cisza jak makiem zasiał. Nikt nie śmiał oddychać. Wymieniali zdezorientowane spojrzenia. Czy ta kobieta pragnęła śmierci? Kto ośmielał się negocjować w ten sposób warunki z Gideonem Rothwellem? Gideon zesztywniał. Nie był przyzwyczajony, by ktokolwiek okazywał mu tak rażące nieposłuszeństwo. A co dopiero kobieta. Jego szczęka się zacisnęła, a głos zniżył się o niebezpieczną oktawę. – Nie kuś losu. – W takim razie powinieneś znaleźć sobie innego projektanta – odparła chłodno Vivienne, na której jego mroczna aura nie zrobiła najmniejszego wrażenia. Sięgnęła do swojej markowej torby i szybkim ruchem wyciągnęła ciężki, lśniący przedmiot. Bez wahania błysnęła oryginalnym, migoczącym pamiątkowym medalem draveńskiej rodziny królewskiej prosto przed jego twarzą. Misterny herb złapał światło, w ułamku sekundy weryfikując jego autentyczność. – Skoro widziałeś już wcześniej pamiątkowy medal królewski, przyjrzyj mu się uważnie. Nie jestem kimś, kto puszcza płazem takie rzeczy z taką łatwością. Zanim Gideon zdążył w pełni zarejestrować misterne szczegóły bezcennej odznaki, Vivienne schowała medal. Odwróciła się na pięcie i wyszła z budynku. Ostry stukot jej obcasów niósł się echem po marmurowej podłodze, gdy odeszła, nie oglądając się ani razu za siebie, a jej postawa promieniowała czystą, nieskażoną pewnością siebie. W lobby zapanował przyciszony chaos. Camilla stała wrośnięta w ziemię, upokorzona i pogrążona w oślepiającej panice. Jej umysł pędził od przerażających refleksji. Veda była projektantką, którą Gideon podkupił z Glitzary. Sam zaoferował to astronomiczne honorarium. A Vedą była Vivienne. – Gideon, ja... – Camilla podążyła do przodu, wyciągając drżące dłonie, by uczepić się jego ramienia. Rozpaczliwie musiała ratować sytuację. Nawet na nią nie spojrzał. Zimno i szorstko strzepnął jej dłonie z rękawa garnituru. – Sama poradź sobie z tym bałaganem – rozkazał, zostawiając ją, by w pojedynkę zajęła się upokarzającymi następstwami w lobby. Energicznie wyszedł z budynku. Ochroniarz w eleganckim, czarnym garniturze natychmiast otworzył drzwi luksusowego Rolls-Royce'a zaparkowanego przy krawężniku. Gideon wślizgnął się na przestronne tylne siedzenie, a w jego umyśle kłębiła się silna mieszanka intrygi i irytacji. Arogancki uśmiech tej kobiety i jej nieustraszone żądania odbijały się echem w jego głowie. Pochylił się do przodu i zwrócił do swojego asystenta na fotelu pasażera. – Chcę pełnego, wyczerpującego sprawdzenia przeszłości projektantki Vedy. Chcę mieć to na swoim biurku w ciągu dwóch dni. Wiele mil stąd, za strzeżonymi bramami Willi Oceanfront, warzył się inny rodzaj spisku. Trzy genialne brzdące — Maddox, Jaxon i Chloe — kuliły się wokół świecącego monitora komputera. Aktywnie spiskowali przeciwko kobiecie, która ośmieliła się podnieść rękę na ich matkę. – Wygląda tak paskudnie – skomentowała Chloe, mocno przytulając do piersi ulubioną pluszową lalkę, gdy piorunowała wzrokiem ekran wyświetlający media społecznościowe Camilli Kensington. Maddox, najstarszy i najbardziej niezawodny, skierował swój poważny wzrok na młodsze rodzeństwo. – Ta kobieta skrzywdziła mamusię. Nie możemy odpuścić. Musimy wymyślić sposób, żeby się z nią rozprawić tak, by mamusia się nie dowiedziała. Chloe oparła podbródek na swojej małej dłoni. – Ale co my właściwie z nią zrobimy? Maddox przez chwilę łamał sobie głowę, po czym pstryknął palcami. – Czy chrzestna nie mówiła nam, że ta kobieta ma bogatego sponsora? Potężnego poplecznika? Zacznijmy od tej szychy, która za nią stoi! – Jak on się znowu nazywał? – Chloe spojrzała w górę, stukając się z namysłem w podbródek. – Gideon Rothwell – podpowiedział Jaxon, a jego małe palce przelatywały po spersonalizowanej klawiaturze mechanicznej. W ciągu kilku sekund wyświetlił profil korporacyjny Obsidian Group. Strona internetowa załadowała się, wyświetlając portret miliardera-dyrektora w wysokiej rozdzielczości. Trojaczki zamarły w miejscu. Przestały oddychać, a ich szeroko otwarte oczy przykleiły się do monitora, podczas gdy do nich docierało olśnienie. Potężny mężczyzna, spoglądający na nich z ekranu, miał dokładnie takie same rysy twarzy jak oni. Kształt oczu, linia szczęki, chłodna, ale uderzająca aura. – Ten mężczyzna... – mruknął Jaxon, przerywając ciszę. – Dlaczego on wygląda tak bardzo jak my? Maddox wpatrywał się w zdjęcie, a jego bystry umysł łączył fakty. Mamusia nigdy nie mówiła o ich ojcu. Zawsze unikała tego tematu. Czy ten szalenie potężny miliarder naprawdę mógłby być człowiekiem, który dał im życie? Cień chytrości przemknął przez oczy Jaxona. – Jeśli to rzeczywiście nasz tatuś, to zniszczenie tej paskudnej kobiety będzie bułką z masłem. – Ale jak możemy się do niego zbliżyć? – zapytał Maddox, zawsze praktycznie myślący. Oczy Chloe rozbłysły psotami. Poklepała się z przekonaniem po piersi. – Zostawcie to mnie, bracia. Widziałam, że marka odzieży dziecięcej należąca do Obsidian Group poszukuje obecnie twarzy do reklam. Zgłosimy się na casting na dziecięcych modeli! Zdobędę dla nas te stanowiska. To plan bez skazy! – Słoneczka, wróciłam! Głos Vivienne rozniósł się echem z przedpokoju. Dzieci wydały z siebie okrzyk zdziwienia i rzuciły się, by zamknąć okna przeglądarki, kończąc swoją tajną operację w rekordowym czasie. Wyskoczyły z pokoju, a ich twarze ułożyły się w obrazy absolutnej niewinności. – Mamusiu! Wasza Królewska Mość! – rzuciły się na jej nogi w radosnym powitaniu. Vivienne złapała je, kucając, by objąć je ciepłym uściskiem. – Czy wy troje sprawiliście dzisiaj cioci chrzestnej jakieś kłopoty? Jaxon przechylił głowę, udając nieświadomego. – Mamusiu, myślisz, że dręczylibyśmy ciocię? – Zgadza się – wtrąciła Chloe, gorliwie kiwając głową. – Ciocia nawet obiecała, że później przyniesie nam ciastka! Vivienne uśmiechnęła się, choć uśmiech ten nie do końca dotarł do jej oczu. Znała swoje dzieci lepiej niż ktokolwiek inny. Jaxon był mistrzem intrygi, Maddox był zagorzale opiekuńczy, a Chloe królową niekonwencjonalnych, dziwacznych pomysłów. Z pewnością coś knuli, ale ona miała na głowie większe problemy, o które musiała się martwić. Maddox, zawsze spostrzegawczy, natychmiast zauważył subtelny, utrzymujący się niepokój w postawie matki. Jej dłonie były lekko napięte. – Mamusiu, wyglądasz na zdenerwowaną. Czy ktoś się nad tobą znęcał? Vivienne lekko zesztywniała. Próbowała stłumić wyzwalacz traumy, ale jej umysł wciąż koncentrował się na Gideonie Rothwellu. Jego uderzające podobieństwo twarzy. Ten nawiedzający zapach wody kolońskiej Gucci. To wszystko było zbyt dużym zbiegiem okoliczności. – Nikt się nade mną nie znęcał, kochanie – skłamała gładko Vivienne, delikatnie zbywając jego obawy i wstając. Wymusiła z myślą o nich promienny uśmiech. – Dorośli po prostu czasami mają stresujące dni. Pójdę zrobić wam coś do jedzenia. Odwróciła się w stronę kuchni, zdesperowana, by zrzucić z siebie natrętne myśli. Zanim zdążyła zrobić krok, jej telefon komórkowy nagle zadzwonił, przerywając domowy spokój. Wyciągnęła urządzenie z kieszeni i zerknęła na ekran. Rozpoznając nieznany numer, wykrzywiła usta w ostrym, porozumiewawczym uśmiechu. Była to dokładnie ta osoba, od której spodziewała się telefonu po tym katastrofalnym spotkaniu w lobby. Camilla Kensington.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Znajomy zapach – Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta | Czytaj powieści online na beletrystyka