Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta

Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta

Autor: iiiiiiris

Prawdziwa Weda
Autor: iiiiiiris
10 sie 2026
Policzek Vivienne wciąż piekł po zaciekłym ciosie, ale gdy powoli odwróciła się, by stawić czoła źródłu tego władczego barytonu, ból uleciał. Zaniemówiła. Mężczyzna wkraczający do lobby posiadał aurę miażdżącej dominacji, ale to jego wykwintne rysy twarzy zaparły jej dech w piersiach. Miał bladą skórę, ostro zarysowaną linię szczęki i głębokie, bursztynowe oczy, które skrywały niezgłębioną otchłań chłodu. Jego usta tworzyły wąską, bezlitosną linię. To nie tylko jego niezaprzeczalny magnetyzm sprawił, że serce Vivienne waliło o żebra. To było zaskakujące, niezaprzeczalne odbicie, które się w nią wpatrywało. *Jaxon. Maddox.* Ten nieznajomy był doskonałym lustrzanym odbiciem jej trojaczków. Nawet te przenikliwe bursztynowe oczy były dokładnym, niesamowitym dopasowaniem. Kiedy zaczęła rodzić w Dravenii, jej dwaj pierwsi chłopcy w ogóle nie odziedziczyli jej urody. Jej najmłodsza córka wdała się w nią nieznacznie, ale miała atramentowoczarne włosy — dokładnie w tym samym kruczoczarnym odcieniu, co mężczyzna stojący tuż przed nią. Oczy Vivienne pociemniały. Wewnętrzna lawina pytań zalała jej umysł, uderzając w nią chaotyczną falą. Kim był ten mężczyzna? Dlaczego wyglądał dokładnie tak jak jej dzieci? I jaka dokładnie łączyła go relacja z Camillą, że biegła do niego jak skomlący pies? Jednocześnie Gideon Rothwell zatrzymał się w miejscu. Jego gęste brwi ściągnęły się, gdy uważnie badał twarz Vivienne. Pod jego ostrym, kalkulującym spojrzeniem, ogarnęło go dziwne, niewytłumaczalne poczucie znajomości. Nie potrafił określić jego źródła, ale coś w buncie w jej postawie pociągnęło za ukryte wspomnienie. Wychwytując jego uważne przyglądanie się przyrodniej siostrze, Camilla zgrzytnęła zębami. Ukłucie paniki przebiło jej pierś. Przerażona, że Gideon może w jakiś sposób rozpoznać Vivienne i połączyć fakty z tą pamiętną nocą w śniegu sześć lat temu, poruszyła się gorączkowo. Rzuciła cały swój ciężar na ramię Gideona, czepiając się go jak rozpaczliwej deski ratunku. Przyjmując żałosną i kruchą pozę, odchyliła głowę do góry. – Gideon, proszę – błagała, a jej głos drżał z wyprodukowanej rozpaczy. – Wiem, że nie powinnam była działać tak impulsywnie. Przepraszam. Ale mój ojciec włożył całe swoje serce w Lumina Jewelry. Uderzyłam ją tylko z rozpaczliwego pragnienia obrony jego firmy przed jej nikczemnymi klątwami. Bursztynowe oczy Gideona stały się zimne jak lód. Zignorował marne wymówki Camilli. Strząsając jej uścisk, ruszył naprzód, zmniejszając odległość między sobą a Vivienne. Przytłaczający ciężar jego obecności naparł na nią, stanowiąc dla niej bezpośrednie wyzwanie. – Lumina Jewelry zbankrutuje, tak? – zapytał Gideon, a jego głos był niskim, niebezpiecznym pomrukiem. – Co daje ci prawo do wygłaszania takich twierdzeń? Vivienne wewnętrznie zakpiła z fałszywej narracji Camilli. Jej ojciec wkładający serce w firmę? Błagam. Richard Kensington jedynie wygrzewał się w cieniu drzewa posadzonego przez kogoś innego. Camilla była mistrzynią w przędzeniu własnej, pokręconej rzeczywistości. Odmawiając zastraszenia przez jego duszącą aurę, Vivienne odważnie spojrzała mu w oczy. Uniosła podbródek. – A co, jeśli tak powiedziałam? Kilku pracowników głośno wciągnęło powietrze. Cała sala wydała z siebie ostry wdech na samą jej zuchwałość. Czy ta kobieta pragnęła śmierci, odzywając się w ten sposób do Gideona Rothwella? Zamiast się kulić, Vivienne skrzyżowała ramiona. Wyzywający uśmieszek pojawił się na jej wargach. – A w ogóle, w jaki sposób moja opinia cię dotyczy? Stajesz w jej obronie tylko dlatego, że jesteś jej mężczyzną? W duchu uśmiechnęła się z pogardą. Cóż za idealna para hipokrytów. Żaden mężczyzna, który potrafiłby zakochać się w kimś tak jadowitym i manipulacyjnym jak Camilla, nie mógł sam być przyzwoitą osobą. Prawdopodobnie był tylko kolejnym aroganckim głupcem zaślepionym ładną buzią. – Czy ty wiesz, o czym mówisz? – ostrzegł Gideon. Jego ton zniżył się do śmiertelnego chłodu, zamrażając powietrze między nimi. Vivienne uniosła delikatnie łuk brwiowy. Z jej głosu kapał gęsty sarkazm, gdy wytrzymywała jego spojrzenie. – Och, wiem dokładnie, o czym mówię. Uważam za zabawne, że ta firma mnie podkupiła, tylko po to, by celowo robić mi trudności w sekundzie, gdy przekraczam jej progi. Gościnność tutaj jest wprost fantastyczna. Camilla cofnęła się, a w jej postawie widoczne zamieszanie walczyło z paniką. – Podkupiła cię? Jakie bzdury ty opowiadasz? Kiedy Lumina w ogóle się do ciebie zgłosiła? Czy ta suka oszalała? Vivienne przeniosła uwagę z Camilli i zwróciła się bezpośrednio do Gideona, a jej głos dźwięczał czysto w cichym lobby. – Twoja pamięć wydaje się nieco mglista. Czyż zaledwie w zeszłym miesiącu z własnej woli nie zaoferowałeś stu pięćdziesięciu milionów dolarów, żeby podkupić mnie z Glitzary? Wyjaśnijmy to sobie. Jeśli Lumina Jewelry nie ma zamiaru mnie szanować, możesz zapomnieć o naszej współpracy. Ta deklaracja spadła jak bomba. Lobby zamarło w osłupieniu. Arogancka kobieta stojąca przed nimi była nie kim innym jak cieszącą się międzynarodową sławą projektantką biżuterii, Vedą! Camilla wciągnęła gwałtownie powietrze, wyglądając na wstrząśniętą. – To niemożliwe! Jak ty mogłabyś być Vedą? Zanim Camilla zdążyła rzucić kolejną obelgę, Gideon posłał jej miażdżące, lodowate spojrzenie. Sama dominacja w jego wzroku zmusiła Camillę do natychmiastowego przełknięcia reszty słów, a jej policzki oblały się głębokim, upokorzonym szkarłatem. Ignorując wpadającą w panikę przyrodnią siostrę, Vivienne szybko rozwikłała sytuację. Gideon musiał być tym bogatym sponsorem, który potajemnie opłacił ten wygórowany rachunek. Richard z pewnością nie mógł sobie pozwolić na taką cenę, Camilla również nie. Gideon w dalszym ciągu wpatrywał się w Vivienne, nie potrafiąc pozbyć się tego uporczywego, natrętnego uczucia, że ich drogi już się wcześniej skrzyżowały. Dostrzegając ponownie to intensywne spojrzenie, Camilla pospieszyła do jego boku w szalonej próbie zerwania jakiejkolwiek potencjalnej więzi między nimi. – Gideon, ona na pewno kłamie! – zadeklarowała gorączkowo Camilla, ponownie chwytając go za rękaw. – Mieszkałam z nią przez lata! Znam ją! Nie ma mowy, by posiadała talent, by być światowej klasy projektantką. Jest oszustką! Zdesperowana, by zdemaskować przyrodnią siostrę i ocalić własną dumę, Camilla zwróciła się do zgromadzonych, rzucając publiczne wyzwanie. – Jeśli naprawdę twierdzisz, że jesteś Vedą, to pokaż nam dowód! – zażądała Camilla piskliwym, oskarżycielskim głosem. – Wszyscy wiedzą, że panna Veda otrzymała ekskluzywną, pamiątkową odznakę od rodziny królewskiej Dravenii. To nie jest coś, co zwykły człowiek może podrobić. W oczach Camilli błysnęło samozadowolenie. Była pewna, że Vivienne blefuje. Brak odznaki zdemaskowałby ją jako żałosną imitatorkę, gwarantując, że Gideon Rothwell na stałe zakaże jej wstępu do kraju.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Prawdziwa Weda – Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta | Czytaj powieści online na beletrystyka