*Elie*
Słońce wzeszło złośliwe i mizerne, skrawek światła, który w niczym nie pomagał na chłód w moich kościach.
Obudziłam się w łóżku Kaela, słysząc szurnięcie nogi krzesła i cichy dźwięk rozrywanego papieru.
Przez sekundę nie mogłam rozpoznać sylwetki na skraju pokoju — szerokie ramiona, pochylona głowa, znajoma linia pleców, gdy pochylał się nad biurkiem.
Potem żar na moim gardle zapulsował, wo
















