*Elie*
Minęła godzina. Potem kolejna.
To już stawało się męczące. Było grubo po północy, sądząc po położeniu księżyca, i stało się aż nazbyt jasne, że nie zdążymy wrócić na czas. Nawet gdyby Kael przemienił się w wilka i kazał mi na sobie jechać — co wielokrotnie proponował — i tak byśmy nie zdążyli.
Zginę tutaj.
Oddech uwiązł mi w gardle, gdy ta świadomość do mnie dotarła. Moje ciało już słabło.
















