*Elie*
Ukryte drzwi otworzyły się ze skrzypieniem, jakby budynek wypuścił z płuc powietrze. Vexta wyłoniła się zza nich, a za nią...
– Vada – wydyszałam.
Tam była. Blada. Drżąca. Jaskrawy, ostry zarys jej ust wydawał się zupełnie pozbawiony koloru.
Na obu jej nadgarstkach wytatuowano atramentem runy przypominające dwie ciasne bransolety; pociemniały, gdy przekroczyła próg, a potem złuszczyły się n
















