*Kael*
Widmowa nić szarpnęła w samym środku mojej piersi; czułem, że jest napięta mocniej niż przy wejściu. To nie była więź. Nie ten znajomy, miarowy żar, który znałem. To było coś bardziej surowego i cieńszego, niczym drut przeciągany przez ciało. Każdy krok sprawiał, że ta nić drżała.
– Uroczo – rzuciła pod nosem Vada, gdy gdzieś przed nami zaczęła kapać woda. – Doprawdy, najwspanialsze dziury
















