Uciszyć Kallisto: Przeznaczony żal Alfy

Uciszyć Kallisto: Przeznaczony żal Alfy

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 3
Autor: Aeliana Moreau
14 cze 2026
*Elie* Stałam w kolejce przed sekretariatem Akademii Cerulean Zenith, jedną ręką ściskając pasek torby, a drugą wygładzając zagniecenie na koszuli. Atmosfera była naelektryzowana — studenci rozmawiali podekscytowani, pracownicy biegali w tę i z powrotem, a w powietrzu unosił się ten niepowtarzalny szum życia, którego nie czułam od lat. To była moja szansa na nowy początek. Tydzień mieszkania w domu Kaela był piekłem. Nawet rano po ślubie nie raczył zauważyć mojej obecności. Nie zaproponował mi łóżka, ledwo się odzywał i nie chciał tknąć jedzenia, które dla niego przygotowałam. To było jak życie z duchem. Ale teraz, stojąc tutaj, otoczona przez obcych ludzi i nowe możliwości, odważyłam się mieć nadzieję, że uda mi się zbudować własne życie. — Następny! — zawołała kobieta za ladą, wyrywając mnie z myśli. Podeszłam bliżej i podałam swoje nazwisko. Wręczyła mi dużą kopertę. — Oto twój plan zajęć, przydział do akademika i klucze. Witamy w Akademii Cerulean Zenith, panno Vane. Jesteś w grupach dla rang Alfa i Beta, więc bądź na to przygotowana. Uśmiechnęłam się szeroko. — Dziękuję. Wychodząc z biura, pozwoliłam sobie na oddech, pierwszy raz od wielu dni. Dam radę. Mogę mieszkać tutaj, w akademii, daleko od przytłaczającej ciszy domu Kaela i duszących oczekiwań ojca. Większość studentów wracała na weekendy do domów, ale nie ja. Już zdecydowałam — zostaję tutaj. Bez trudu znalazłam swój pokój i włożyłam klucz do zamka. Drzwi skrzypnęły, a powitał mnie znajomy głos. — Nie wierzę! Elowen-cholerna-Vane!! — Vada! — pisnęłam, upuszczając torbę i wpadając w jej ramiona. Vada Vonn była moją najlepszą przyjaciółką, odkąd byłyśmy szczeniętami, choć nie widywałyśmy się często. Ona pochodziła z Watahy Jadeitu — watahy Kaela, ja natomiast z Watahy Borealnej, a przy restrykcjach mojego ojca spotkania były niemal niemożliwe. Choć nasze watahy sąsiadowały ze sobą, prawie jej nie widywałam. Zobaczenie jej teraz, z długimi czarnymi włosami opadającymi na plecy, odważnymi okularami na nosie i jej firmowym, pewnym siebie uśmiechem, było jak balsam dla mojej duszy. — Spójrz na siebie! — powiedziała, trzymając mnie na wyciągnięcie ręki. — Wyglądasz niesamowicie! I o mój Boże, jesteśmy współlokatorkami! Ten rok będzie epicki! Roześmiałam się, a jej zaraźliwa energia podniosła mnie na duchu. — Nie mogę w to uwierzyć. Naprawdę spędzimy razem cały rok! Vada chwyciła mnie za ręce i zaczęła skakać. — Będziemy się świetnie bawić! Imprezy, wymykanie się do miasta, łamanie godziny policyjnej, randki z przystojniakami... — Nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość — powiedziałam ze śmiechem. — Muszę być grzeczna. Pamiętaj, że jestem mężatką. Jej entuzjazm nieco przygasł, gdy jej wzrok padł na pierścionek na moim palcu. — Racja. Słyszałam o tym. Prychnęła i skrzyżowała ramiona. — Słuchaj, bez urazy, ale krążą plotki, że Kael jest załamany tym małżeństwem. Wciąż ma obsesję na punkcie twojej siostry. Wzdrygnęłam się na jej bezpośredniość, ale udało mi się wzruszyć ramionami. — W porządku. Ja też nie do końca to wybrałam. Vada przewróciła oczami. — Cóż, to oczywiste. Poza tym widziałam go wcześniej z Vesperą, wyglądali na bardzo zażyłych. Zamarłam. — Z Vesperą? — Tak, z Vesperą. Córką naszego Bety. Myślałam, że ją znasz? Skinęłam powoli głową. Vespera była najlepszą przyjaciółką Selene. I o ile Selene była dla mnie okrutna, Vespera zawsze okazywała mi życzliwość. Była jedyną osobą w ich paczce, która traktowała mnie tak, jakbym coś znaczyła. Vada machnęła lekceważąco ręką. — Nieważne. Nie myślmy o nich. Ten rok należy do nas! Zmusiłam się do uśmiechu i zaczęłam się rozpakowywać. Ale kiedy wyciągałam sweter, nagle poczułam, jak żołądek mi podchodzi do gardła. — O nie — wymamrotałam. — Co się stało? — zapytała Vada, zaglądając mi przez ramię. — Zapomniałam lekarstwa. Jej twarz spoważniała. — Jakiego lekarstwa? Jesteś chora? Szybko pokręciłam głową. — Nie, to nic takiego. Nie martw się. Nie wyglądała na przekonaną, ale odpuściła. Postanowiłyśmy pójść do stołówki na lunch, rozmawiając po drodze o zajęciach i planach. Vada była w swoim typowym, pyskatym stylu, przyciągając uwagę odważnym ubiorem i głośną osobowością. Ja kontentowałam się słuchaniem, pozwalając jej energii odwrócić moją uwagę od własnych myśli. Ale kiedy weszłyśmy do stołówki, serce mi zamarło. Kael tam był. Siedział przy stoliku z Vesperą, oboje byli nachyleni ku sobie podczas rozmowy. Zaparło mi dech, a w żołądku poczułam ucisk. Vada trąciła mnie łokciem. — Widzisz? Bardzo zażyle. Zmusiłam się do wzięcia głębokiego oddechu. Nie spodziewałam się go tutaj zobaczyć. Jakoś wmówiłam sobie, że jego obowiązki jako przyszłego alfy zatrzymają go z dala od uczelni. Ale przecież wciąż był studentem. Oczywiście, że musiał tu być. Spojrzałam ponownie, powtarzając sobie, że to nie jest to, na co wygląda. Vespera nie była taką osobą. Była miła, lojalna. Była najlepszą przyjaciółką Selene. Z pewnością po prostu nawzajem się pocieszali. Nie żeby mnie to obchodziło. Vada musiała wyczuć mój dyskomfort, bo jej ton złagodniał. — Hej. Tak się wkręciłam w to wszystko, że nawet nie zapytałam — jak się czujesz? Tak naprawdę? Wiem, że Selene była wrzodem na tyłku, ale wciąż była twoją siostrą. Wszystko w porządku? Zawahałam się, po czym skinęłam głową. — To boli, ale daję radę. Po prostu... chcę oczyścić swoje imię. Wszyscy, a zwłaszcza Kael, myślą, że to ja ją zabiłam. Oczy Vady rozszerzyły się. — Co? Dlaczego? Westchnęłam. — To ja znalazłam jej ciało. Wilk z patrolu zobaczył mnie stojącą nad nią i teraz wszyscy zakładają najgorsze. Nawet nie wiem, dlaczego poszłam tej nocy w tę część lasu, ale cieszę się, że niczego nie dotknęłam. Nie było na mnie krwi ani żadnych dowodów, że mam z tym coś wspólnego. Mimo to, te plotki... — To straszne — powiedziała Vada głosem pełnym współczucia. — Nie zasługujesz na to. Wzruszyłam ramionami. — W porządku. Dowiem się, co naprawdę się stało. Selene i ja nie dogadywałyśmy się, ale ona zasługuje na sprawiedliwość. Vada nagle uśmiechnęła się szeroko. — Epicko! Pierwszy punkt na liście naszego pierwszego roku — rozwiązać zagadkę morderstwa! Przewróciłam oczami, ale jej entuzjazm był zaraźliwy. Gdy stałyśmy w kolejce, nagle poczułam słabość. W głowie mi zawirowało, a w gardle zaschło. Chwyciłam się lady, żeby nie upaść. — Wszystko okej? — zapytała Vada, a jej ton zmienił się na pełen troski. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, w powietrzu rozbrzmiał nowy głos. — No proszę, czyż to nie pani Thorne? Miło poznać panią w stanie, który wskazuje na trzeźwość. — Spojrzałam w górę i zobaczyłam przystojnego, czarującego mężczyznę uśmiechającego się do mnie. Wyciągnął rękę. — Jestem Jaxon, za kilka miesięcy przyszły Beta Watahy Jadeitu. Mrugnęłam. — Oh. Jesteś bratem Vespery. — I najlepszym przyjacielem Kaela — dodał, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. Nagle go rozpoznałam. To był człowiek, który pomógł mi w dniu ślubu, zanosząc mnie na kanapę. Zarumieniłam się, przedstawiając się. — Miło mi cię oficjalnie poznać — powiedziałam. — Mnie również. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, daj znać — powiedział, mrugając do mnie, po czym odszedł. Vada uniosła brew. — No, to było interesujące. Zerknęłam na Kaela i przyłapałam go na wpatrywaniu się we mnie z grymasem złości. Wzruszyłam ramionami. — Był po prostu miły. — Miły na tyle, żeby zaciągnąć cię do łóżka — zażartowała, sprawiając, że aż sapnęłam z wrażenia. — Vada, nie! — Jednak roześmiałam się. — Ja nawet jeszcze nie... Jej oczy się rozszerzyły. — Nie mów mi, że ten ciacho-alfa jeszcze nie dopełnił z tobą więzi! — krzyknęła, a ja natychmiast zakryłam jej usta dłońmi. — Zamknij się! Widziałam pytania kłębiące się w jej oczach, ale słabość uderzyła mnie ponownie, tym razem mocniej. Nogi mi zadrżały i potknęłam się. Vada złapała mnie za ramię, prowadząc do pobliskiego stolika. — Odsuńcie się! — warknęła na siedzących tam studentów. — Ona musi usiąść. W ciągu kilku sekund Kael był przy mnie. Nie wiedziałam dlaczego ani jak znalazł się tu tak szybko. Ale wydało mi się to dziwne. Przez cały tydzień na mnie nie patrzył, a teraz nagle go to obchodzi? — Co z nią nie tak? — zażądał odpowiedzi. Vada spojrzała na niego z marsową miną. — Nie wiem. Wspominała coś wcześniej o lekarstwie. Kael chwycił mnie za nadgarstek, a jego dotyk był pewny i gorący na mojej skórze. W momencie, gdy nawiązał kontakt, coś we mnie się zmieniło. Obecność, którą ledwo znałam, poruszyła się, wyjąc z rozpoznaniem. Moja klatka piersiowa mrowiła, a ciało reagowało na coś starożytnego i pierwotnego. Sapnęłam, zdając sobie sprawę, co to jest. Ostatnia myśl, jaka przemknęła mi przez głowę, zanim ogarnęła mnie ciemność, była jasna i niezaprzeczalna. Kael. Towarzysz.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Uciszyć Kallisto: Przeznaczony żal Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka