*Elie*
Balgore nie tyle szedł w naszą stronę, co płynął, jakby jego buty nigdy nie dotykały kamienia. Klucz w jego dłoni kołysał się leniwie, a każde wahnięcie ukazywało błysk ciemnego od popiołu metalu.
– Idealne wyczucie czasu – powiedział, jakbyśmy umówili się na to spotkanie. Jego głos był pełen powierzchownej uprzejmości, niczym tafla jeziora, w którym można utonąć bez jednego plusku.
Nie odp
















