*Elie*
Budziłam się powoli, niczym wynurzając się z głębin snu, którego nie chciałam kończyć. Otulało mnie ciepło, inny rodzaj ciepła niż gorączkowy żar, który trawił moją skórę przez ostatnie dni. To nie był ogień, entropia ani gwałtowne przyciąganie czegoś, nad czym nie panowałam. To był on. Kael.
Pościel również pachniała nim – cedrem, dymem i najlżejszym śladem ziemi nasiąkniętej deszczem. Prz
















