*Elie*
Stara chata łowców pachniała kurzem, sosną i czymś lekko metalicznym – jakby sam czas rdzewiał w tych ścianach. Ogień trzaskał w kamiennym palenisku, rzucając cienie na popękane deski podłogi, a pojedyncze okno, zmatowiałe od oddechu i wieku, wpuszczało przez drzewa wąskie pasma srebrnego światła księżyca.
Siedziałam na brzegu skrzypiącego łóżka, owinięta w postrzępiony wełniany koc, który
















