*Elie*
Obudziłam się z brudem pod paznokciami.
Najlżejszy szmer ptasiego śpiewu docierał zza ścian chaty, a wczesne słońce przecinało drewniane deski podłogi bladymi smugami. Kael już wstał, to dało się wyczuć. Powietrze wciąż nosiło ciepło jego ciała obok mojego, ciche echo jego obecności przypominało ciepło pozostawione w kocu po tym, jak był nim owinięty zbyt długo.
Ale ja nie mogłam już pozost
















