*Elie*
Samochód podskoczył gwałtownie, a moja głowa uderzyła o metalową ścianę. Łańcuchy zadzwoniły wystarczająco głośno, by zagłuszyć przekleństwo kierowcy, ale nie obchodziło mnie to. Dźwięk w mojej piersi był głośniejszy. Widmowa nić płonęła tak żywym ogniem, jakby ktoś przeciągał drut przez moje żebra.
Kael.
Jego obraz trwał pod moimi powiekami — na wpół cień, na wpół wilk, stojący na granicy
















