Wierzgam pod nim, co tylko sprawia, że chichocze w moje usta. Poddając się, gryzę go w wargę na tyle mocno, że leci krew. Syczy, odrywając się gwałtownie, a ja siadam, zrzucając go z siebie. Złażę z łóżka i zaczynam szukać ubrań, chwytam je, naciągam sukienkę przez głowę i wsuwam stopy w szpilki.
– Dokąd idziesz? – warczy, a ja zerkam na niego, by zobaczyć, jak patrzy na swój kciuk — ten sam, którym przed chwilą przetarł usta. Jego kciuk jest umazany krwią, a jej odrobina spływa mu po brodzie.
– Do domu! – mówię mu.
– Chcesz już powiedzieć swojemu ojcu? – pyta kpiącym głosem, co sprawia, że spoglądam w jego stronę.
Myślę, że musiałam sobie wyobrazić ten ton, gdy przeczesuje palcami włosy, wyglądając jak jakiś grecki bóg doskonałości. Obserwuję, jak wstaje, a jego srebrne oczy śledzą moje ruchy w pokoju, podczas gdy ja szukam swojej kopertówki. Znajdując ją, zdejmuję ją ze stolika nocnego.
– Victoria! – woła Sebastian, gdy w pośpiechu sięgam do klamki, by się stamtąd wyrwać.
– Wyjdziesz, a mój wilk cię wytropi, Victorio – mówi, podając mi mój telefon, którego zapomniałam zabrać.
Biorę go, odwracając się do niego przodem i wytykając go palcem. Moja wilczyca wyje w mojej głowie, wiedząc, co zamierzam zrobić, ale ignoruję ją, wiedząc, że nie wyniknie nic dobrego z bycia przeznaczoną temu mężczyźnie.
– Nie, nie wytropi, ponieważ ja, Victoria Vance, odrzucam ciebie, Alfo Sebastianie Thorne ze stada Obsydianu – warczę na niego.
Warczy wściekle, chwytając mnie za nadgarstek i szarpiąc w swoją stronę. – Właśnie popełniłaś wielki błąd – rzuca z furią, a jego oczy błyskają, gdy czuję, jak pęto wiążące mnie z nim się rozpuszcza.
– Jedyny błąd, jaki popełniłam, to zeszła noc – odwarkuję.
Śmieje się i kręci głową. – Przyjdziesz do mnie na czworakach. Ja o to zadbam, Victorio. Ponieważ ja odrzucam twoje odrzucenie – warczy, po czym odpycha mnie do tyłu.
– Nie możesz odrzucić mojego odrzucenia! Czułam, jak więź zostaje zerwana – warczę, podczas gdy krzyki mojej wilczycy za jej przeznaczonym odbijają się echem w mojej głowie.
– Zerwana dla ciebie, nie dla mnie. Nie chcesz tego zaakceptować, ale to zrobisz. Zaakceptujesz mnie, Victorio, jeśli wiesz, co dla ciebie dobre. – Jego oczy błyskają czernią, a jego wilk występuje naprzód; jego kły wysuwają się spomiędzy rozchylonych warg, gdy przyciska mnie do drzwi, więżąc w ramionach.
– Wrócisz do mnie, moja mała przeznaczona – warczy jego wilk, a jego głos jest ostrzejszy i chłodniejszy niż głos Sebastiana. Zastanawiałam się, jak jego wilk miał na imię, ale odmówiłam mu satysfakcji, by zapytać. Zamiast tego, kiedy mówi ponad mną, piorunuję go wzrokiem, mając zamiar kazać mu spierdalać.
– Nie zmuszaj mnie, bym cię tropił. Wróć, a może ci wybaczę. Zmusisz mnie do pościgu, a ja zadbam o to, byś już nigdy więcej mi nie uciekła – warczy, po czym odpycha się od drzwi.
Przełykam ślinę, sięgając do klamki.
– Masz dwa tygodnie. Po tym czasie po ciebie przyjdę – mówi mi jego wilk.
– Proś o przebaczenie, Victorio. Błagam cię, nie rób tego – skamle moja wilczyca, ale ją ignoruję.
Z parsknięciem odwracam się, otwierając drzwi i zatrzaskując je za sobą. Pieprzone Alfy!
Łapię taksówkę do domu, po czym próbuję przekraść się do środka jak złodziej w nocy. Jednak nic nie ujdzie uwadze mojego ojca, i w chwili, gdy przekraczam próg holu, dostrzegam go siedzącego w fotelu w salonie i wpatrującego się we mnie gniewnie.
– Gdzie byłaś? – żąda odpowiedzi, a ja wzdrygam się na szorstki dźwięk jego głosu, który zgrzyta w mojej głowie.
– Na mieście! – odpowiadam, rozmasowując skronie i mając zamiar odejść, gdy on podnosi się z krzesła. Wciągam gwałtownie powietrze, próbując przyspieszyć kroku, ale nie jestem wystarczająco szybka. Jego ogromna dłoń chwyta mnie za ramię, obracając mnie przodem do siebie.
– Pytałem, gdzie byłaś? – warczy, po czym mnie obwąchuje. – Czyj to zapach? – Jego uścisk na moim ramieniu się zacieśnia.
– Nikogo. Wyszłyśmy z Chloe – mówię mu.
– Dlaczego czuję na tobie męski zapach? Z kim spędziłaś noc? – warczy gwałtownie, a ja przełykam ślinę, myśląc o pierwszym imieniu, jakie przychodzi mi do głowy.
– U Juliana. Poszliśmy do klubu – kłamię.
Obwąchuje mnie ponownie, niemal wsadzając nos w moje włosy, a ja modlę się do Bogini Księżyca, żeby nie rozpoznał zapachu Alfy Sebastiana.
– To nie jest ludzki zapach – odpowiada ostro.
Julian jest człowiekiem — mój ojciec o tym wie — i gejem. Pomimo swojego obrzydzenia do ludzi, Julian jest jedynym mężczyzną, z którym ojciec pozwala mi przebywać, ponieważ jest bezpieczny i nie stanowi zagrożenia. Każdego chłopaka czy mężczyznę, który się do mnie zbliży, tata w końcu odstrasza.
– Kłamiesz. Znam zapach Juliana. Z kim byłaś? – warczy, a jego pazury wysuwają się i wbijają w moje ramię.
Syczę i próbuję wyrwać ramię z jego uścisku.
– To pewnie ktoś z klubu. Wcześniej miałam na sobie bluzę Chloe – mówię mu, wiedząc, że postawiona pod ścianą, skłamie za mnie, tak jak robiła to w przeszłości.
Puszcza mnie, przyglądając mi się podejrzliwie. – Nie omija się spotkań stada. Jesteś córką Alfy.
– Która jednak nigdy nie będzie Alfą – odparowuję. – Wobec tego, pieprzyć twoje spotkania. Weź ze sobą Leo. Najwyraźniej bycie najstarszą i prawowitą dziedziczką nic nie znaczy. To jego wybrałeś na moje miejsce. Zmuś go, żeby uczestniczył i odwalał za ciebie twoją robotę!
Nie żebym tego chciała dla Leo, ale mam kaca, jestem wściekła, a moja wilczyca nie przestała wyć od czasu odrzucenia Sebastiana.
Tata unosi rękę, jakby chciał mnie uderzyć, ale moje spojrzenie twardnieje, gdy mama wychodzi w szlafroku i kapciach, z jasnymi włosami w nieładzie.
– Wszystko w porządku? – pyta.
Tata spogląda na nią. Jego oczy łagodnieją, a ramiona lekko opadają. – Wszystko w porządku, kochanie – mówi, podchodząc do niej.
Mama patrzy na mnie z niepokojem, a tata posyła mi mordercze spojrzenie. Patrzę, jak odchodzą, po czym udaję się do swojego pokoju.
















