Victoria
Kiedy po skończonej pracy wjeżdżam na podjazd, widzę mojego młodszego brata grającego na trawie w piłkę. Miałam spotkać się z Chloe na treningu, ale teraz rozważam odwołanie go, bo przez cały dzień czułam się potwornie chora.
Zazwyczaj po treningu wyjeżdżamy za miasto, żeby spotkać się z Julianem. Wzdycham, bo bardzo chcę się z nim zobaczyć; nie widziałam go od tygodnia. Dopadł mnie jakiś ostry wirus żołądkowy, przez który od paru dni biegam do toalety, by zwrócić zawartość żołądka.
Kiedy wysiadam z samochodu, Leo podbiega do mnie i obejmuje mnie w pasie. Czochram mu włosy, a on rozplata swoje małe rączki i spogląda na mnie z dołu.
– Chodź się ze mną pobawić, Victorio – marudzi, chwytając mnie za rękę i ciągnąc w stronę trawy.
– Muszę się przygotować na spotkanie z Chloe. I nie czuję się zbyt dobrze.
– Proszę, proszę, tylko dwadzieścia minut – wydyma wargi, a ja przewracam oczami i wzdycham.
– Dobrze. Dwadzieścia minut i to wszystko – mówię, rzucając torebkę na schodek. Zrzucam szpilki i już mam ruszyć za nim, gdy drzwi frontowe otwierają się z hukiem.
– Victoria! – ryczy mój ojciec, aż podskakuję.
Zerkam na niego przez ramię.
– Do mojego gabinetu. Natychmiast! – warczy, po czym rusza z powrotem do domu.
Spoglądam z powrotem na Leo, który trzyma swoją piłkę. Upuszcza ją, a ja marszczę brwi na widok jego rozczarowania.
– Przepraszam, kumplu. Zaraz wracam – mówię, ale to jasne, że mi nie wierzy.
Zazwyczaj, kiedy tata mnie wzywa, utykam u jego boku na pieprzone godziny. Pochylając się, chwytam szpilki i torebkę, po czym wchodzę po schodach na werandę domu watahy. Wślizguję się do środka, zamykając za sobą moskitierę.
Wrzucam klucze do misy na konsoli w przedpokoju, torebkę kładę obok, a buty zostawiam przy drzwiach. Z westchnieniem ruszam na tyły domu, w stronę jego gabinetu, zastanawiając się, ile to potrwa, bo obiecałam spotkać się z Chloe i Julianem. Jest on naszym najlepszym przyjacielem i człowiekiem, co stanowi miłą odmianę od palantów, z którymi na co dzień mam do czynienia w watahach.
Niestety dla mnie jest też gejem, a cholera, to naprawdę niezłe ciacho. Mamy się z nim spotkać w jego sklepie tuż za miastem, a potem iść do kina. Odkąd mój ojciec oświadczył, że nigdy nie przekaże mi watahy, unikałam go za wszelką cenę, z wyjątkiem wspólnych kolacji.
Pchnąwszy ciężkie drzwi, zastaję ojca siedzącego za ogromnym dębowym biurkiem. Ze skrzyżowanymi na piersi ramionami piorunował wzrokiem drzwi, jeszcze zanim weszłam.
Świetnie, co znowu zrobiłam?
– Zamknij drzwi – warczy, co też czynię, a następnie siadam przy jego biurku.
W chwili, gdy siadam, on przesuwa po blacie mój telefon w moją stronę. Chwytam go, czując zalewającą mnie ulgę. Spędziłam cały ranek przed pracą, szukając tego ustrojstwa.
– Gdzie go znalazłeś? – pytam, odblokowując ekran.
– Nieważne. Chcę wiedzieć, dlaczego Alfa Sebastian do ciebie dzwoni – mówi, a krew ścina mi się w żyłach.
Zerkam na niego, ale odwracam wzrok, kiedy na mnie warczy.
– Uciąłem sobie z nim ciekawą pogawędkę. Twierdzi, że jesteś jego przeznaczoną. Czy to prawda?
Przełykam ślinę i otwieram usta, by zaraz je zamknąć, gdy obmywa mnie jego aura.
– Nie okłamuj mnie. Czy on jest twoim przeznaczonym? – żąda odpowiedzi, a ja zaciskam zęby, posyłając mu mordercze spojrzenie.
– Tak, jest nim.
Mój ojciec cofa swoją aurę i chce coś powiedzieć, ale unoszę dłoń.
– Prawdopodobnie dzwonił, ponieważ go odrzuciłam. Nie sądzę, żeby był z tego powodu zachwycony – mówię mu, a mój ojciec z sykiem wypuszcza powietrze.
– Dzięki Bogu, że masz trochę oleju w głowie – mówi z wyraźną ulgą, podczas gdy ja tylko się na niego gapię.
– Dobrze, skoro już się tym zajęłaś, ja nie muszę tego robić – stwierdza.
Kiwam głową i już podnoszę się z krzesła, kiedy znów się odzywa, zmuszając mnie do zatrzymania.
– A tak w ogóle, to gdzie go poznałaś? Nigdy nie zabrałem cię na żadną z jego uroczystości.
– W noc spotkania watahy – odpowiadam, wiedząc, że już wpadłam.
– To przez niego się nie zjawiłaś. Myślałem, że byłaś z Chloe? – rzuca ostro, a ja kręcę głową.
– Nie, byłam na ciebie wściekła, więc wyszłam z Chloe i zobaczyłam go w klubie, do którego poszłyśmy.
Mój ojciec warczy, a jego oczy jarzą się fluorescencyjnym blaskiem. Zaciska usta w wąską linię i odwraca wzrok.
– Kobiety nie zostają Alfami – mówi.
– Moja krew mówi co innego – rzucam, po czym wściekle ruszam w stronę drzwi.
– Masz zakaz opuszczania terytorium watahy. Jesteś uziemiona, dopóki nie powiem inaczej. Nie mogę uwierzyć, że ominęłaś ważne spotkanie dla tego kutasa – mówi, a ja zatrzymuję się i wybucham śmiechem.
– Mam dwadzieścia lat. Nie możesz mnie uziemić. Nie jestem nieposłusznym dzieckiem, ojcze.
– Właśnie to zrobiłem. Nie pozwolę, żebyś szlajała się po mieście jak jakaś dziwka, psując wizerunek naszej watahy, zwłaszcza z kimś takim jak on – warczy tata.
Czy on nie słyszał ani słowa z tego, co powiedziałam? Kurwa, odrzuciłam go, a moja wilczyca z tego powodu karze mnie milczeniem już od tygodni. Nie pozwala mi się nawet przemienić! Odrzuciłam mojego przeznaczonego dla niego, a on śmie nazywać mnie dziwką!
– Wow, naprawdę, tato? Dziwką? Zrobiłam wszystko, o co mnie prosiłeś. Wszystko! – krzyczę na niego z furią.
– Uważaj, jakim tonem do mnie mówisz. Nie będę tego tolerował – warczy.
– A ja nie będę tolerować, że traktujesz mnie jak pieprzone dziecko!
– Wiesz, gdzie są drzwi. Jeśli chcesz odejść, to idź. Ale jeśli zostajesz pod moim dachem, to na moich zasadach. A teraz zejdź mi z oczu – prycha z pogardą.
Łzy pieką mnie pod powiekami. Powstrzymuję się przed pogorszeniem sytuacji, zaciskając usta i wychodząc.
Z tym człowiekiem do niczego nie dojdę, a ja mam już dość prób, więc po prostu wychodzę, zamykając za sobą drzwi.
Docieram do połowy korytarza, gdy mój krok zamienia się w bieg. Pędzę w stronę łazienki, czując, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Padam na kolana i wymiotuję. Może ten areszt domowy wcale nie będzie taki zły. Podnoszę się na nogi i płuczę usta.
Zerkam na swoje blade odbicie w lustrze. Wyglądam jak gówno. Włosy przylgnęły mi do głowy, a cała jestem spocona. Z jęknięciem zdejmuję z siebie ubrania. Muszę się umyć. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, to dać tacie kolejny powód do złości.
















