– Co tam, mordo – powiedział Dominic, wchodząc do mojego gabinetu bez pukania.
Prawie odpłynąłem w drzemkę, ale kiedy wszedł, od razu się rozbudziłem, gotowy wyjść i upić się z nim.
– Wyglądasz na zestresowanego, stary – powiedział, mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów.
– Pilnuj swoich spraw – odparłem.
– Jak tam życie małżeńskie? – zapytał, mierzwiąc mi włosy i szybko odskakując.
Odpychając jego
















