Evelyn
Z zrezygnowanym westchnieniem wsunęłam klucz do zamka i pchnęłam drzwi, ukazując mój skromny tymczasowy dom. Mały pokój mieścił jedynie pojedyncze łóżko z wyblakłą kołdrą, rozklekotane biurko i krzesło, które wyglądało, jakby miało się zapaść pod jakimkolwiek większym ciężarem. Drzwi do łazienki, widoczne na przeciwległej ścianie, były lekko uchylone, odsłaniając wyszczerbione kafelki i zasłonę prysznicową, która pamiętała lepsze czasy.
Devon wszedł do środka, nie czekając na zaproszenie, a jego wysoka sylwetka sprawiła, że pokój wydał się jeszcze mniejszy niż w rzeczywistości. Zmrużył oczy, taksując wzrokiem moje warunki mieszkaniowe, odnotowując plamy zacieku na suficie i pojedyncze okno z lichym zamkiem.
— Tutaj się zatrzymałaś? — Jego ton był neutralny, ale wyczuwałam kryjące się pod nim osądzanie.
— To tymczasowe — odpowiedziałam defensywnie, opierając się o futrynę drzwi, zamiast wejść w pełni do środka. Utrzymanie pewnego dystansu między nami wydawało mi się konieczne. — Mówiłam panu, szukam czegoś na stałe.
Devon podszedł do okna i sprawdził je, pociągając w górę. Otworzyło się prawie bez oporu. — Ten zamek jest bezużyteczny — mruknął bardziej do siebie niż do mnie. — Każdy mógłby tu wejść przy minimalnym wysiłku.
Skrzyżowałam ramiona. — Jak dotąd dawałam sobie radę.
Odwrócił się w moją stronę, a jego twarz spochmurniała z powagi. — To miejsce nie jest bezpieczne dla kogoś takiego jak ty.
— Kogoś takiego jak ja? — rzuciłam wyzwanie, unosząc brew.
— Samotnego wilka mającego wrogów — uściślił. — Ci mężczyźni, którzy zaatakowali mnie tamtej nocy w Portland, mieli przy sobie srebrne kule. To łowcy, Evelyn. I jeśli wyśledzili mnie aż do Seattle, mogą wyśledzić również ciebie.
Miałam ochotę się kłócić, ale jego logika była bezbłędna. Srebrne kule oznaczały łowców, a oni rzadko odpuszczali, dopóki nie wyeliminowali swojego celu. Mimo to, nie zamierzałam przyznać mu racji.
Devon kontynuował inspekcję, sprawdzając lichy łańcuch w drzwiach i okno w łazience, które również otwierało się o wiele za łatwo. Kiedy wrócił do głównego pokoju, wydawał się mieć już podjętą decyzję.
— Spakuj swoje rzeczy — powiedział tonem, który nie znosił sprzeciwu. — Mam dla ciebie bezpieczniejsze miejsce.
Twardo obstawałam przy swoim. — Doceniam pańską troskę, panie Hall, ale potrafię o siebie zadbać.
W jego oczach błysnęła nuta mocy alfy, niewystarczająca, by zmusić mnie do posłuszeństwa, ale wystarczająca, by jasno dać do zrozumienia jego frustrację. — Tu nie chodzi o twoją niezależność. Chodzi o czysto praktyczne bezpieczeństwo. Ten pokój motelowy równie dobrze mógłby mieć na drzwiach znak powitalny dla łowców.
Wpatrywaliśmy się w siebie przez pełną napięcia chwilę. Część mnie chciała odmówić dla zasady – w końcu przetrwałam na własną rękę trzy lata. Ale inna, ta racjonalna część, wiedziała, że miał rację. Zabezpieczenia tego pokoju były śmiesznie słabe.
— Jeśli cokolwiek się wydarzy — dodał Devon, a jego głos nieco złagodniał — tutaj nie będziesz w stanie się obronić. A ja wciąż zawdzięczam ci życie, pamiętasz?
Ten ostatni komentarz przeważył szalę. Nie dlatego, że chciałam, by spłacał jakikolwiek dług, ale dlatego, że przypomniał mi, iż moje bezpieczeństwo ma teraz wpływ na innych. Gdyby łowcy przyszli po mnie tutaj, niewinni ludzie w motelu mogliby znaleźć się w krzyżowym ogniu.
— Dobrze — ustąpiłam z westchnieniem. — Co ma pan na myśli?
---
Apartamenty Moon Bay były absolutnie oszałamiające. Położony w najbardziej ekskluzywnej dzielnicy w centrum Seattle, lśniący wieżowiec górował nad okolicznymi budynkami, a jego szklana fasada odbijała zachmurzone niebo. Ubrany w mundur portier przywitał Devona po imieniu, gdy weszliśmy do wyłożonego marmurem holu.
— Dobry wieczór, panie Hall — powiedział mężczyzna z szacunkiem.
Devon skinął głową na powitanie, prowadząc mnie w stronę prywatnych wind. W moich prostych dżinsach i swetrze nie mogłam pozbyć się poczucia, że zupełnie tu nie pasuję, zwłaszcza u boku Devona w jego perfekcyjnie skrojonym garniturze.
— Większość mieszkańców budynku to bogaci ludzie — wyjaśnił Devon, gdy winda gładko pnęła się w górę. — Ale system bezpieczeństwa został zaprojektowany specjalnie z myślą o naszym gatunku.
Winda otworzyła się bezpośrednio do przestronnego apartamentu na 30. piętrze. Wnętrze było nowoczesne i minimalistyczne, z oknami sięgającymi od podłogi do sufitu, z których roztaczał się zapierający dech w piersiach widok na panoramę Seattle i zatokę Elliott w oddali. Meble wyglądały na drogie, ale wygodne – duża narożna kanapa, szklany stolik kawowy i sprzęt RTV dominowały w części dziennej.
— To jedno z kilku mieszkań, które trzymam w tym budynku — powiedział Devon, uważnie obserwując moją reakcję. — W tej chwili stoi puste, więc jest idealne dla kogoś, kto potrzebuje bezpieczeństwa i prywatności.
Przeszłam się powoli po mieszkaniu, chłonąc to wszystko. Kuchnia była ultranowoczesna, z lśniącymi sprzętami ze stali nierdzewnej. Korytarz prawdopodobnie prowadził do sypialni i łazienek. Wszystko było nieskazitelnie czyste, jakby serwis sprzątający właśnie skończył pracę.
— Okna i drzwi są wzmocnione — kontynuował Devon, wskazując na niemal niewidoczne łączenia. — Wytrzymają znaczną siłę uderzenia i są wyłożone specjalnym materiałem, który pomaga blokować przenikanie cząsteczek srebra.
Przejechałam palcami po ramie okiennej, zauważając niezwykłą gęstość szkła. — Bogaci ludzie naprawdę żyją w innym świecie — mruknęłam. — Nawet wasze drzwi i okna potrafią odeprzeć srebrną broń.
— Nie chodzi o bogactwo — odparł Devon, chociaż oboje wiedzieliśmy, że to tylko część prawdy. — Chodzi o konieczność. Nasz gatunek potrzebuje takich zabezpieczeń.
Odwróciłam się do niego, wciąż zmagając się z próbą zrozumienia jego motywów. — Dlaczego to robisz? Dlaczego mi pomagasz?
Zanim zdążył odpowiedzieć, zadzwonił jego telefon. Wyciągnął go z kieszeni, spojrzał na ekran i zmarszczył brwi. — Muszę to odebrać. — Odszedł kawałek, mówiąc cichym, ponaglającym tonem.
Kiedy wrócił, na jego twarzy malowało się napięcie. — Muszę iść. W firmie jest nagły wypadek. — Sięgnął do kieszeni i wyciągnął wizytówkę. — Jutro rano przywiozę ci klucze i podstawowe zapasy. Zamknij za mną drzwi.
I po prostu tak zniknął, zostawiając mnie samą w luksusowym apartamencie. Stałam na środku salonu, czując jednocześnie wdzięczność i podejrzliwość.
Podeszłam do okien, patrząc na światła miasta, które zaczynały migotać wraz z zapadającym zmierzchem. Widok był spektakularny, ale jedyne, o czym mogłam myśleć, to jak dokonać zemsty...
















