Zemsta Przeklętego Białego Wilka

Zemsta Przeklętego Białego Wilka

Autor: Katie

Rozdział 2
Autor: Katie
16 mar 2026
Evelyn Właśnie wtedy, gdy myślałam, że ta moc pochłonie mnie całkowicie, wilk we mnie znów zamilkł. „Co tu się, u licha, właśnie wydarzyło?” – wyszeptałam, bardziej do siebie niż do niego. Mężczyzna nie odpowiedział, jego oddech był płytki. Srebro już przedzierało się przez jego system – widziałam czarne żyły rozchodzące się od ran wlotowych. Żaden ludzki szpital nie mógłby tego wyleczyć. Spojrzałam na pełnię księżyca, a potem z powrotem na umierającego wilkołaka. Każdy instynkt podpowiadał mi, bym go zostawiła – zwłaszcza tej nocy ze wszystkich nocy. Coś jednak trzymało mnie w miejscu. Może była to dziwność tego, co właśnie się stało, a może jakieś głupie poczucie odpowiedzialności. „Niech to szlag” – mruknęłam, podejmując decyzję. „Obyś był tego wart”. Spojrzałam na dwóch napastników, których zostawiłam nieprzytomnych na asfalcie, upewniając się, że są całkowicie wyłączeni z gry. Następnie, odkopując na bok ich porzuconą srebrną broń, dociągnęłam go do mojego motocykla. Jego bezwładny ciężar niemal posłał nas na ziemię kilkukrotnie. Jego nieprzytomne ciało osunęło się na moje plecy, gdy uruchomiłam silnik, a ja oplotłam go jednym ramieniem w pasie, by powstrzymać go przed upadkiem. „Laboratorium medyczne Uniwersytetu w Portland” – zdecydowałam. Jako tutejsza studentka medycyny, spędzałam niezliczone noce na prowadzeniu własnych badań, desperacko próbując zrozumieć, dlaczego mój wilk został stłumiony. Było to jedyne miejsce, w którym miałam dostęp do sprzętu i zasobów, których potrzebowałam. Każdy wybój na drodze wywoływał u niego jęk. Kampus był cichy, gdy użyłam mojej karty dostępu, by wejść wejściem służbowym do budynku badawczego, a następnie na wpół niosąc, na wpół ciągnąc go, pokonałam puste korytarze aż do laboratorium. Gdy znaleźliśmy się w środku, zamknęłam drzwi na klucz i włączyłam minimalne oświetlenie. Pod najdalszą ścianą znajdowała się moja tajna skrytka z badaniami medycznymi nad wilkołakami – dzienniki, okazy i niestandardowe narzędzia, które stworzyłam specjalnie do leczenia ran po srebrze. Bycie wyrzutkiem miało swoje zalety – nikt nie kwestionował moich dziwnych godzin pracy czy zainteresowań badawczych. Wrzuciłam go na stół do badań, rozdzierając jego przesiąkniętą krwią koszulę, by odsłonić trzy rany postrzałowe. Ciało wokół każdego punktu wlotowego było poczerniałe, a martwe żyły rozchodziły się na zewnątrz jak pajęczyny. Zatrucie srebrem, zaawansowane stadium. Została mu może godzina, zanim trucizna dotrze do serca. Właśnie gdy przygotowałam narzędzia, jego oczy nagle się otworzyły. Zanim się zorientowałam, jego dłoń zacisnęła się na moim gardle, mocno ściskając. Ten facet w niczym nie przypominał jakiegoś rannego wilka. „Kim jesteś?” – warknął, a jego oczy rozbłysły elektrycznym błękitem. „Dlaczego mnie tu przyniosłaś?” Mimo ucisku na tchawicę, utrzymałam opanowany wyraz twarzy. „Nie chcesz umierać? To mnie puść. Srebrne kule cię zabijają, a ja jestem jedyną osobą, która może je wyciągnąć”. Jego uścisk się zacisnął. „Dlaczego miałbym ufać tobie, wilkowi, który prawie nie ma zapachu?” Zniewaga zabolała, a do mnie dotarło, że mój wilk znów zamilkł na dobre, tak samo jak zawsze przez ostatnie trzy lata. Ale nie dałam tego po sobie poznać. „Gdybym chciała twojej śmierci, zostawiłabym cię na tamtej drodze. A teraz puść, żebym mogła uratować ci życie, albo nie – twój wybór”. „Myślisz, że nie czuję na tobie smrodu oszustwa?” Jego głos był chrapliwy z bólu, ale uścisk pozostał silny. „Co ukrywasz?” „W tej chwili? Moją irytację”. Spojrzałam mu w oczy bez mrugnięcia okiem. „Krwawisz w całym moim laboratorium, a wolałabym nie musieć tłumaczyć się rano z martwego wilkołaka przed ochroną kampusu”. Coś w moim tonie musiało go przekonać. Puścił moje gardło, osuwając się z powrotem na stół z bolesnym stęknięciem. „To będzie boleć” – ostrzegłam, biorąc do ręki moje specjalistyczne kleszcze. „Bardzo”. Przez następną godzinę pracowałam w skupionym milczeniu, czerpiąc ze wspomnień z dzieciństwa, kiedy to obserwowałam medyczną pracę mojej babci – w czasach, gdy wciąż byłam częścią watahy Moonheal, ucząc się wszystkiego u jej boku. Ostrożnie wydobyłam trzy głęboko osadzone srebrne kule. Mężczyzna nie wydał z siebie ani dźwięku, choć pot perlił się na jego czole, a szczękę miał zaciśniętą tak mocno, że mogłyby popękać mu zęby. Musiałam podziwiać jego samokontrolę – większość wilkołaków wyłaby z bólu. Srebro wniknęło głęboko w tkankę mięśniową, niebezpiecznie blisko ważnych organów. Moje dłonie poruszały się z wyuczoną precyzją, oddzielając zatrutą tkankę od zdrowej, wyciągając każdy śmiercionośny fragment. „Ostatnia” – mruknęłam, grzebiąc głębiej w poszukiwaniu trzeciej kuli, która utknęła niebezpiecznie blisko jego serca. Gdy w końcu ją wyciągnęłam, zemdlał z bólu. Oczyściłam i opatrzyłam jego rany, a następnie sprawdziłam parametry życiowe. Jego puls był teraz silniejszy, a czarne żyły już zaczynały blaknąć. Przeżyje, chociaż przez kilka dni będzie słaby. Gdy był nieprzytomny, postanowiłam znaleźć jego telefon i zadzwonić do kogoś, by go stąd zabrał. Przeszukując kieszenie jego kurtki, znalazłam drogi smartfon i przewinęłam do ostatnich połączeń. Wybrałam najczęściej wybierany numer. Jakiś mężczyzna odebrał natychmiast. „Szefie, gdzie jesteś? Szukamy cię od godzin!” „Twój szef został postrzelony w Portland” – powiedziałam spokojnie. „Jego stan jest teraz stabilny, ale jest nieprzytomny. Znajduje się w medycznym laboratorium badawczym Uniwersytetu w Portland”. „Co? Kto mówi?” – zażądał głos. Rozłączyłam się bez odpowiedzi i kontynuowałam przeszukiwanie jego kieszeni. Gdy wsuwałam telefon z powrotem, wypadł portfel, a z nim wizytówka z wytłoczonym na złoto napisem: DEVON HALL CEO, HALL ENTERPRISES ALFA WATAHY BLOODFANG Zamigłam, a wizytówka nagle ciążyła mi w palcach. Devon Hall, syn Króla Alfów, który władał wszystkimi zachodnimi watahami. Wspomnienie mojego wygnania uderzyło mnie niczym fizyczny cios – stałam przed Radą Watahy, słuchałam zapłakanych oskarżeń mojej siostry Kate, że straciłam kontrolę i zaatakowałam człowieka, widziałam zimne oczy mojej matki, gdy się mnie wyrzekała, i Devona Halla, przyglądającego się beznamiętnie, gdy pozbawiali mnie ochrony Watahy i praw do terytorium. Zapatrzyłam się w jego nieprzytomną postać, a wściekłość i gorycz podeszły mi do gardła niczym żółć. Ze wszystkich wilkołaków, których mogłam uratować tej nocy, to musiał być on. W oddali usłyszałam zbliżające się silniki samochodów. Jego ludzie nadciągali. Szybko zebrałam moje notatki z badań i narzędzia, zacierając wszelkie ślady obecności materiałów związanych z wilkołakami. Zanim wyszłam, spojrzałam na niego po raz ostatni. Dlaczego to właśnie on obudził mojego wilka?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Zemsta Przeklętego Białego Wilka | Czytaj powieści online na beletrystyka