Evelyn
Przeszłam przez frontowe drzwi rezydencji rodziny Grayów, już żałując decyzji o powrocie. Dom wydawał się zimniejszy, niż go zapamiętałam, mniej przypominał dom, a bardziej pięknie urządzone więzienie.
Victoria i Kate czekały w salonie, najwyraźniej urządzając na mnie zasadzkę. Na twarzy Victorii malował się ten dobrze znany wyraz wiecznego rozczarowania.
– Wracasz do domu o tej porze? Co tam wyprawiałaś? – zażądała odpowiedzi Victoria, nie kłopocząc się nawet powitaniem.
Kate uśmiechnęła się słodko, udając troskę. – Siostrzyczko, to niebezpieczne przebywać na zewnątrz tak późno. Znasz zasady rodziny...
Spojrzałam na idealnie opanowaną twarz Kate i nie mogłam powstrzymać prychnięcia. – Kate, twoje zdolności aktorskie z dnia na dzień są coraz lepsze. Hollywood wiele traci.
Nie czekając na ciąg dalszy ich kazań, ruszyłam na górę, ale zdążyłam jeszcze usłyszeć, jak Victoria narzeka w salonie: – Spójrzcie na nią! Przez nią rodzina Grayów jest pośmiewiskiem w całej społeczności wilkołaków!
Głos Kate był ostrzejszy, celowo na tyle głośny, bym mogła go usłyszeć. – Ostatnim razem o mało nie doprowadziła do katastrofy... no wiesz, tamten incydent...
Mocniej zacisnęłam dłoń na poręczy schodów, nie pozwalając, by ich słowa na mnie wpłynęły.
Kiedy głód w końcu zagnał mnie na dół, zastałam kuchnię nieskazitelnie czystą – aż zbyt czystą. Nie zostawiono dla mnie ani jednego talerza z jedzeniem. Lodówka świeciła pustkami, nie ostały się nawet resztki.
Victoria opierała się o futrynę drzwi, przyglądając mi się chłodno. – My już zjadłyśmy. Wracając do domu o tej porze, musisz radzić sobie sama.
Kate przeszła obok, udając współczucie. – Chcesz, żebym ci coś ugotowała? – Jej oczy zdradzały kpinę.
– Nie kłopocz się – odpowiedziałam spokojnie, choć poczułam ukłucie żalu. – Przywykłam do dbania o siebie.
Chwyciłam jabłko z misy z owocami – jedynego jedzenia, którego nie mogły ukryć – i wgryzłam się w nie z ostentacyjną nonszalancją. Nie zamierzałam dawać im satysfakcji z oglądania mnie w desperacji.
Z powrotem w swoim pokoju otworzyłam mojego zmodyfikowanego laptopa – pozornie zwyczajną maszynę, naszpikowaną wielowarstwowymi systemami szyfrującymi, które sama stworzyłam.
Konfigurując liczne protokoły bezpieczeństwa, wkroczyłam w cyfrowy świat, w którym byłam znana jako Aurora. Otrzymałam od Aidena ostrzeżenie o potencjalnym ataku na systemy Korporacji Hall. W ciągu kilku minut od infiltracji ich sieci potwierdziłam swoje przypuszczenia – jakaś antywilkołacza organizacja próbowała wykraść dane z nowego projektu medycznego Hallów.
– Typowe – mruknęłam, a moje palce zatańczyły po klawiaturze. – Nienawiść niektórych ludzi nigdy nie ustaje.
Działając z chirurgiczną precyzją, przechwyciłam atak i zablokowałam dane wroga. Ci antywilkołaczy fanatycy nie mieli pojęcia, z kim zadarli – Aurora nigdy nie zawodzi. Wysławszy informacje wywiadowcze Aidenowi, miałam właśnie zatrzeć swoje cyfrowe ślady, gdy drzwi mojej sypialni nagle otworzyły się z trzaskiem.
Z walącym sercem zatrzasnęłam laptopa, ale zdążyłam jeszcze dostrzec na ekranie migające powiadomienie o próbie namierzenia.
Kate stała w progu, nawet nie racząc zapukać. – Co ty tu robisz w takiej tajemnicy? – Jej oczy zwęziły się podejrzliwie.
– Słyszałaś kiedyś o pukaniu? – warknęłam, wsuwając laptopa pod poduszkę. – Czego chcesz?
Kate weszła do mojego pokoju bez zaproszenia, rozglądając się dookoła oceniającym wzrokiem. – Matka przysłała mnie, bym ci przekazała, że masz jutro uczestniczyć w spotkaniu rodzinnym. Chociaż nie rozumiem, dlaczego miałabyś być włączana w rodzinne decyzje, skoro nie było cię przez trzy lata.
Gdy w końcu wyszła, ponownie otworzyłam laptopa i zobaczyłam to, czego się obawiałam – ktoś z Korporacji Hall próbował prześledzić sygnał Aurory z powrotem do jego źródła.
– Szlag by to – szepnęłam, a moje palce frunęły po klawiaturze, gdy wzmacniałam moje cyfrowe tarcze i wymazywałam wszelkie dowody moich działań.
Byłam nieostrożna. Działanie jako Aurora z rezydencji rodziny Grayów było zbyt ryzykowne. Gdyby ktokolwiek odkrył moją hakerską tożsamość, podczas gdy tu mieszkałam, naraziłoby to na niebezpieczeństwo nie tylko mnie, ale i Dziadka.
Szybko podjęłam decyzję. Aby odzyskać to, co prawnie do mnie należało w tej rodzinie, musiałam działać z bezpiecznego miejsca, gdzie nikt nie mógłby monitorować moich aktywności ani odkryć mojej tajnej tożsamości.
Prędko spakowałam walizkę, upychając najniezbędniejsze rzeczy i mój sprzęt hakerski. Potrzebowałam miejsca, w którym mogłabym pracować bez strachu przed zdemaskowaniem, miejsca, gdzie mogłabym planować kolejne kroki bez nieustannego nadzoru.
Gdy schodziłam na dół, Victoria zagrodziła mi drogę. – A ty dokąd się wybierasz?
– Potrzebuję własnej przestrzeni – odpowiedziałam równym tonem. – Nie martwcie się, nie zrzekam się roszczeń do tego, co mi się prawnie należy.
Kate uśmiechnęła się złośliwie w kącie. – Wreszcie sobie idzie.
Posłałam jej zimne spojrzenie, po czym wyszłam.
Devon
– Panie Hall! – Szef ochrony, Mark, wpadł do mojego biura z wypisaną na twarzy paniką. – Nasze główne systemy są pod zmasowanym atakiem!
Odłożyłem dokumenty i ruszyłem za nim szybkim krokiem do centrum bezpieczeństwa. Na ogromnym ekranie w szybkim tempie migały strumienie danych, pokazując, że załamanie systemu osiągnęło już 85 procent.
– Zapora sieciowa została przełamana na trzech poziomach. Za kilka minut nasze kluczowe dane zostaną ujawnione! – powiedział rozpaczliwie Mark.
Zachowałem opanowanie. – Aktywuj wszystkie rezerwowe systemy obronne. Powiadom zespół do spraw bezpieczeństwa.
Mark pokręcił głową. – Nie ma czasu. Napastnicy to co najmniej tuzin pracujących jednocześnie topowych hakerów. Nasz zespół sobie nie poradzi!
Te dane zawierały nasze najważniejsze badania – technologię medyczną, która mogłaby zapobiec krzywdzeniu wilkołaków przez srebro. Gdyby wpadły w ręce antywilkołaczych organizacji, konsekwencje byłyby niewyobrażalne.
Gdy system był już na skraju załamania, wszystkie ekrany nagle zamigotały, a na głównym wyświetlaczu pojawił się wzór zorzy polarnej.
– To Aurora! – krzyknął z zaskoczeniem Mark. – Kluczowy członek Moonlight! Haker, z którym się kontaktowałeś, naprawdę się pojawił!
Wszystkie strumienie danych nagle zmieniły kierunek. Ataki intruzów były odpierane jeden po drugim. Zapora sieciowa odbudowała się w zadziwiającym tempie, a nasze kluczowe dane zostały doskonale zabezpieczone.
– To... to niemożliwe – powiedział z niedowierzaniem Mark. – Aurora w pojedynkę pokonała całą grupę hakerów. To tak, jakby na własne oczy zobaczyć ożywający mit!
Wpatrywałem się w migoczący na ekranie symbol zorzy polarnej, czując narastającą we mnie palącą ciekawość. Kim był ten legendarny haker?
– Chcę poznać prawdziwą tożsamość i lokalizację Aurory – rozkazałem. – Namierzcie w pełni ten sygnał.
Mark szybko zameldował: – Możemy prześledzić sygnał tylko do ogólnego obszaru... Aurora jest tu, w Seattle!
Moje spojrzenie stwardniało. – Skontaktujcie się z Moonlight. Chcę spotkać się z Aurorą osobiście. To dotyczy bezpieczeństwa całej naszej społeczności wilkołaków.
Po spotkaniu Starszy Richard został, by porozmawiać ze mną na osobności.
– Devon – powiedział bez ogródek. – Masz już trzydzieści pięć lat. Jako Alfa watahy z Seattle potrzebujesz partnerki.
Pozostałem spokojny. – Mam teraz do załatwienia ważniejsze sprawy.
Richard zmarszczył brwi. – Alfa bez partnerki jest niestabilny. Rada zaczęła już rozważać inne osoby na twoje miejsce.
W moich oczach błysnęło ostre światło. – Każdy, kto rzuci wyzwanie mojej pozycji, powinien być przygotowany na to, by zapłacić za to cenę.
Richard westchnął i wyszedł, kręcąc głową. Odwróciłem się, by spojrzeć przez okno na nocną panoramę Seattle. Z jakiegoś powodu moje myśli nie krążyły wokół wielu wilkołaczych kobiet, które o mnie zabiegały, ale wokół tej tajemniczej dziewczyny – Evelyn Gray.
Te srebrzystoszare oczy, ta rzadka linia krwi białego wilka i jej wyjątkowe umiejętności medyczne... dlaczego nie potrafiłem wymazać jej z pamięci?
















