Zemsta Przeklętego Białego Wilka

Zemsta Przeklętego Białego Wilka

Autor: Katie

Rozdział 11
Autor: Katie
16 mar 2026
Evelyn Następnego ranka obudziłam się w najwygodniejszym łóżku, w jakim kiedykolwiek spałam. Przez moment nie pamiętałam, gdzie jestem, ale potem wydarzenia z poprzedniego wieczoru wróciły do mnie szeroką falą. Inspekcja mojego pokoju w motelu przez Devona, jego naleganie na przeprowadzkę, ten niesamowity apartament. Przeciągnęłam się leniwie, czując miękkość pościeli na skórze, i pozwoliłam sobie na krótką chwilę spokoju, zanim ciężar rzeczywistości znów na mnie spadł. Moja głowa pękała od pytań — dlaczego Devon tak bardzo się zaangażował? Co to dla mnie oznaczało? Ale póki co, po prostu chłonęłam cichy spokój poranka, delektując się nim niczym rzadkim darem. Po całym przedpołudniu oczekiwania bez jakiegokolwiek znaku życia od Devona, rosnący głód w końcu wygonił mnie z mieszkania. Portier znał moje imię i zaoferował pomoc, ale odmówiłam, czując się nieswojo z powodu takiego wyjątkowego traktowania. Ekskluzywny sklep spożywczy na poziomie ulicy był równie luksusowy, co wszystko inne w tej okolicy. Wybierałam właśnie najpotrzebniejsze rzeczy, gdy znajomy i niemile widziany głos przeciął cichą atmosferę. — Proszę, proszę. Zobaczcie, kto to. Odwróciłam się i zobaczyłam stojącą tam Jessicę, która trzymała pod ramię Briana Millera. Zmrużyła oczy, rejestrując moją obecność. — Czy to nie jest ta nowa dziewczyna ze szkoły? — zapytał Brian, a w jego oczach zapaliło się zainteresowanie. — Mieszkasz gdzieś tutaj? Uścisk Jessiki na jego ramieniu zauważalnie stężał. — Dlaczego ciągle pojawiasz się wszędzie tam, gdzie my? Śledzisz teraz mojego chłopaka? Przewróciłam oczami, kontynuując zakupy. — Masz naprawdę wątpliwy gust, skoro lecisz na takiego typa — powiedziałam, spoglądając wymownie na Briana. Jej twarz poczerwieniała z gniewu. — Myślisz, że jesteś taka wyjątkowa, bo masz wsparcie Lily Pike? Brian uśmiechnął się z wyższością, celowo przysuwając się do mnie. — Nie słuchaj jej. Co powiesz na to, żebyśmy poszli kiedyś na drinka? W którym apartamencie mieszkasz? Jessica zatarasowała mi drogę. — Nigdzie nie pójdziesz, dopóki z tobą nie skończę. Czułam, że moja cierpliwość powoli się kończy. — Z drogi — powiedziałam cicho, a w moim głosie zabrzmiała nuta ostrzeżenia. Zamiast tego nagle wyciągnęła rękę, chwytając mnie za ramię. — Myślisz, że jesteś dla nas za dobra? Pretensjonalna suko! Wtedy zauważyłam srebrną bransoletkę na jej nadgarstku. Odskoczyłam instynktownie, ale nie na tyle szybko, by metal nie otarł się o moją skórę. Początkowy kontakt przypominał łagodne oparzenie; syknęłam z bólu. Oczy Jessiki rozszerzyły się ze zdziwienia na moją reakcję, ale jej wyraz twarzy szybko zmienił się w złośliwy. Odepchnęłam ją i ruszyłam przed siebie. — Trzymaj się ode mnie z daleka, ty psychopatko! Zanim dotarłam na chodnik, miejsce, w którym srebro mnie dotknęło, zaczęło pulsować bólem. Spoglądając w dół, zobaczyłam mały czerwony ślad, który gwałtownie ciemniał. Potem, ku mojemu przerażeniu, cienkie czarne linie zaczęły rozchodzić się od miejsca kontaktu, tworząc pod moją skórą pajęczynowaty wzór. — Nie — wyszeptałam, a panika zaczęła narastać. — To nie tak... moja reakcja na srebro nie powinna być aż tak gwałtowna. Ból przybierał na sile z każdą mijającą sekundą. Krawędzie mojego pola widzenia zaczęły się rozmywać. Zatoczyłam się do przodu, ściskając torbę z zakupami w jednej dłoni i opierając się drugą o ścianę budynku, by nie upaść. Mój oddech rwał się w krótkich, ostrych charknięciach, a na czoło wystąpił zimny pot. Każdy nerw w moim ramieniu krzyczał w agonii; walczyłam z rosnącą falą strachu, która ściskała mnie za gardło. Czarne linie zdawały się żyć, pulsując mroczną energią, od której cierpła mi skóra. Próbowałam się uspokoić, zmuszając moje ciało, by wytrzymało jeszcze chwilę. Czarne linie wpełzały coraz wyżej wzdłuż mojego ramienia; każde uderzenie serca wpychało truciznę ze srebra głębiej do mojego krwiobiegu. Oddychanie stało się niezwykle trudne, a na moim czole perlił się pot, mimo chłodnego powietrza. Dotarłam zaledwie do parkingu, zanim nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Torba z zakupami wyślizgnęła mi się z palców, gdy chwyciłam się maski samochodu, by utrzymać się w pionie. Srebrna toksyna aktywowała moją uśpioną wilczą naturę, powodując bolesne skurcze w całym ciele. — Nie... nie tutaj — jęknęłam, walcząc z transformacją, która groziła przejęciem kontroli. — Nie mogę stracić kontroli... nie w miejscu publicznym... Gorączkowo szukałam telefonu, ale moje palce były zdrętwiałe i odmawiały współpracy. Przez trzy lata wygnania nigdy nie doświadczyłam tak intensywnej reakcji na srebro. Gdy moje kolana w końcu ugięły się, osunęłam się po samochodzie na zimny asfalt. Moja świadomość szybko gasła, a otaczający mnie świat stawał się odległy i stłumiony. Przez opary bólu mgliście zarejestrowałam zbliżające się kroki. Nie miałam siły podnieść głowy, by sprawdzić kto to, ale wyczułam, że ktoś klęka obok mnie. Ciepła dłoń dotknęła mojego zranionego ramienia, a męski głos zaklął. — Cholera, to rana od srebra! Chciałam odepchnąć nieznajomego, ale nie byłam w stanie uformować słów. Dotknięcie mojej rany posłało kolejną falę agonii przez moje ciało, w jakiś sposób potęgując działanie srebra. — Nie... — zdołałam wyszeptać. — Nie dotykaj mnie... Nieznajomy zignorował moje błaganie, badając rozprzestrzeniające się czarne linie z ewidentną troską. Kiedy nachylił się bliżej, wyłapałam potężny zapach – bez wątpienia wilkołak. Próbowałam się wyrywać, ale opuściły mnie wszelkie siły. Nieznajomy podniósł mnie bez wysiłku, ale gdy to zrobił, toksyna zdawała się gwałtownie reagować na jego dotyk, rozprzestrzeniając się po moim organizmie jeszcze szybciej. — To boli... — wydyszałam. — Dlaczego... jeszcze gorzej, gdy... dotykasz... Poczułam, jak układa mnie w samochodzie; głos nieznajomego był naglący, ale docierał do moich uszu fragmentarycznie. Ruch samochodu przyspieszył piekący ból, a ciemność coraz szczelniej spowijała moje zmysły. O dziwo, za każdym razem, gdy nieznajomy dotykał mnie, by poprawić moją pozycję lub sprawdzić tętno, pieczenie od srebra przybierało na sile, jakby jego obecność w jakiś sposób wzmacniała ten efekt. *Dlaczego jego... dotyk... sprawia, że srebro... jest silniejsze?* pomyślałam sennie, gdy świadomość wymykała mi się z rąk. Ostatnią rzeczą, jaką zarejestrowałam, zanim pochłonęła mnie całkowita ciemność, była otaczająca mnie potężna aura Alfy, znajoma z... Devona?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 11 – Zemsta Przeklętego Białego Wilka | Czytaj powieści online na beletrystyka