Evelyn
Przeszywający dzwonek telefonu wyrwał mnie ze snu. Jęknęłam, po omacku sięgając po niego na szafkę nocną. Oczy mnie piekły, gdy mrużąc je, spojrzałam na ekran – siódma rano. Ponieważ pakowałam się do trzeciej nad ranem, byłam absolutnie wyczerpana.
– Halo? – wymamrotałam zaspanym głosem.
– Aurora! Ten system szyfrujący, który wczoraj zbudowałaś, był genialny! – Entuzjastyczny głos Aidena dobiegł z głośnika.
Skrzywiłam się, odsuwając telefon od ucha. – Aiden, jest siódma rano. Nie spałam do trzeciej...
– Wybacz, ale musiałem ci powiedzieć! Sposób, w jaki zablokowałaś tamte ataki, to był czysty geniusz. Zespół bezpieczeństwa Korporacji Hall wciąż próbuje rozgryźć, jak tego dokonałaś.
Usiadłam, nagle o wiele bardziej rozbudzona. – Słucham? Powiedziałeś im o mnie?
– Oczywiście, że nie! Poufność klienta to rzecz święta. Właśnie dlatego dzwonię – Korporacja Hall chce się spotkać z Aurorą. Właściwie to o to błagają.
Moje myśli pędziły jak szalone. Devon Hall chciał się ze mną spotkać – a raczej z moim alter ego. Ta ironia wcale nie umknęła mojej uwadze.
– Powiedz im, że Aurora robi sobie przerwę. Potrzebuję trochę odpoczynku. – Przeczesałam dłonią splątane włosy. – I Aiden? Ani słowa o mnie, rozumiesz? Ani mojego imienia, ani tego, gdzie mieszkam, niczego.
– Zrozumiałem. Twój sekret jest u mnie bezpieczny. Prześpij się trochę, zasłużyłaś na to.
Po rozłączeniu się opadłam z powrotem na poduszkę, ale sen nie nadchodził. Moje ciało było niespokojne, spięte. Z westchnieniem zmusiłam się do wstania z łóżka i wejścia pod prysznic.
Jako że słabo spałam, przedsypiałam wszystkie poranne zajęcia, aż do tenisa po południu.
– W porządku, dobierzcie się w pary na trening siatkówki! – Głos trenera Millera poniósł się echem po sali gimnastycznej.
Uczniowie rzucili się na poszukiwanie partnerów, w kilka sekund dobierając się w pary. Ja stałam sama, obserwując znajomą scenę. Nikt nie chciał być w parze z wyrzutkiem.
Tara Johnson, najlepsza przyjaciółka Jessiki, stała z dłońmi opartymi na biodrach, głośno deklarując: – Nikt nie chce być w drużynie z kimś, kto puszcza się na prawo i lewo. – Jej oczy spoczęły na mnie, rzucając mi wyzwanie do odpowiedzi.
Jessica zachichotała obok niej, ale ja wzruszyłam ramionami, udając obojętność. Trzy lata izolacji nauczyły mnie nosić samotność jak zbroję.
– Hej, Evelyn! Jestem Lily Pike. Chcesz być ze mną w drużynie?
Odwróciłam się, zaskoczona widokiem zbliżającej się do mnie z promiennym uśmiechem dziewczyny. Widziałam ją na kampusie, ale nigdy z nią nie rozmawiałam.
– Dlaczego? – zapytałam ostrożnie, badawczo jej się przyglądając. – Nie sądzę, żebyśmy miały ze sobą cokolwiek wspólnego.
Uśmiech Lily nie zniknął. – Ponieważ nie wydajesz się osobą, za jaką cię mają. A poza tym, obie jesteśmy tu outsiderkami. – Przysunęła się bliżej, zniżając głos. – Na dodatek nienawidzę tych zadufanych w sobie suk równie mocno jak ty.
Wyłapałam słabą, lecz niewątpliwą woń emanującą od niej – charakterystyczny zapach szlachetnego wilka. Moje oczy nieco się rozszerzyły. – Jesteś wilkiem?
Lily wyglądała na zaskoczoną. – Skąd wiedziałaś? Czekaj, ty też jesteś? – Przysunęła się bliżej, dyskretnie wciągając powietrze. – Ale ja nic od ciebie nie czuję...
Jej zmieszanie było zrozumiałe. Mój zapach zmienił się po latach izolacji, stając się niemal nieodczuwalny dla innych wilków.
– Będzie lepiej, jeśli będziesz trzymać się ode mnie z daleka – ostrzegłam ją. – Utożsamianie cię ze mną nie przyniesie ci tu żadnych korzyści.
Lily uparcie skrzyżowała ramiona. – Nie obchodzi mnie, co mówią ludzie. Sama wybieram sobie przyjaciół. – Zerknęła na trenera, który zaczynał się niecierpliwić. – No chodź, tylko jeden mecz siatkówki. Co najgorszego może się stać?
Zawahawszy się, niechętnie skinęłam głową. Trener zagwizdał, dając nam sygnał do zajęcia pozycji.
Ledwie zaczęłyśmy ćwiczyć, gdy piłka do siatkówki pomknęła z zatrważającą prędkością prosto w głowę Lily. Zareagowałam błyskawicznie, a moja ręka wystrzeliła w górę, by ją zablokować, zanim zdążyła uderzyć.
– Niezły refleks – rzuciła sarkastycznie Tara. – Zawsze taka opiekuńcza, co, Gray?
Kilku uczniów się zaśmiało, a ja poczułam, jak wzbiera we mnie gniew. Wzięłam głęboki oddech, tłumiąc moją wilczycę.
– Dzięki – szepnęła Lily z szeroko otwartymi oczami. – Ta piłka nieźle by mnie urządziła.
Tara podeszła dumnym krokiem w otoczeniu Jessiki i dwóch innych dziewczyn. – Słyszałam, że zaatakowałaś kogoś w Portland. Czy to prawda?
Sala gimnastyczna ucichła, gdy uczniowie wytężyli słuch.
– Zamknij się i ćwicz siatkówkę – odpowiedziałam chłodno.
Tara postąpiła krok do przodu, a jej fałszywa pewność siebie była podsycana przez widownię. – Co się stało? Boisz się, że prawda wyjdzie na jaw?
Lily stanęła obok mnie. – Odpuść sobie, Tara. To nie jest konieczne.
– O proszę, znalazłaś sobie przyjaciółkę – zakpiła Tara. – Bądź ostrożna, Pike. Ona ma w zwyczaju ranić ludzi.
Poczułam, jak wyczerpuje się moja cierpliwość. Moja wilczyca napierała na moje bariery samokontroli, wściekła na to wyzwanie. Zacisnęłam pięści, skupiając się na zachowaniu spokoju.
Tara popchnęła mnie na tyle mocno, że zatoczyłam się o krok w tył. – Co jest? Nie potrafisz zapanować nad swoim temperamentem?
Odzyskałam równowagę i rzuciłam się do przodu; moja powściągliwość zaczęła pękać. Lily złapała mnie za ramię, a jej zmartwione oczy spotkały się z moimi. Powstrzymałam się w samą porę.
Tara popchnęła mnie ponownie, ale tym razem zrobiłam unik, przez co straciła równowagę i upadła.
– Popchnęła mnie! – wrzasnęła Tara, przyciągając uwagę całej sali. – Spójrzcie, ona jest nienormalna!
Uczniowie zgromadzili się wokół, a wielu z nich wyciągnęło telefony, by nagrywać. Poczułam, jak moje oczy się zmieniają, grożąc ukazaniem srebrzystego blasku. Zamrugałam szybko, walcząc o utrzymanie kontroli.
– Evelyn? – szepnęła z troską w głosie Lily. – Twoje oczy...
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, do sali wpadła profesor Laura Bennett – matka Tary i prodziekan.
– Co tu się dzieje? – zażądała wyjaśnień, pomagając Tarze wstać.
Tara natychmiast wybuchnęła płaczem. – Mamo, ona zaatakowała mnie bez powodu! Przecież tylko z nią rozmawiałam!
Profesor Bennett posłała mi chłodne spojrzenie. – Evelyn Gray, dlaczego zaatakowałaś moją córkę?
– Nie zrobiłam tego – odpowiedziałam równym tonem. – Ona pierwsza mnie popchnęła. Ja po prostu zeszłam jej z drogi.
– Kłamczucha! – krzyknęła Tara. – Wszyscy widzieli, co się stało!
Wargi profesor Bennett zwęziły się. – Takie zachowanie tak krótko po tym, jak się tu pojawiłaś, jest nie do zaakceptowania. Zarekomenduję dziekanowi wydalenie cię z uczelni.
Przez tłum przetoczyła się fala szeptów. – Zupełnie jak w plotkach... – Ona jest niebezpieczna... – Słyszałem, że o mało kogoś nie zabiła...
Kiedy profesor Bennett kazała mi pójść za sobą do biura, zauważyłam, jak Lily odsuwa się na bok, wyciąga telefon i gorączkowo wybiera numer. Udało mi się wychwycić tylko fragmenty jej rozmowy.
– Wujku Devon? Potrzebuję pomocy... Nie, nie dla mnie... Chodzi o moją przyjaciółkę... Próbują ją bezpodstawnie wyrzucić ze szkoły...
Wujek Devon? Krew zmroziła mi się w żyłach, gdy wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Devon Hall był wujkiem Lily?
















