Evelyn
– Marcusie, proszę, wyprowadź stąd Emmę – powiedziałam cichym, lecz stanowczym głosem. – I daj jej jasno do zrozumienia, że nie ma więcej prawa postawić stopy na żadnej ziemi watahy.
W sali balowej zapadła cisza. Twarz Emmy wykrzywiła się z szoku i wściekłości, ale Marcus – lojalny beta mojego dziadka – natychmiast znalazł się u jej boku.
– Nie możesz tego zrobić! – wybełkotała Emma, wodząc
















