Zemsta Przeklętego Białego Wilka

Zemsta Przeklętego Białego Wilka

Autor: Katie

Rozdział 4
Autor: Katie
16 mar 2026
Evelyn Stałam przed Wydziałem Medycznym Uniwersytetu w Portland, patrząc, jak czarny Bentley Devona znika za rogiem. Moje serce wciąż biło szybko po naszym spotkaniu. Świetnie. Już wiedział, gdzie studiuję – nie minie dużo czasu, zanim zacznie regularnie się pojawiać, by mnie nękać. Po zeszłej nocy czułam przyciąganie jego obecności Alfy. To było jak stanie obok potężnego magnesu, gdy samemu jest się zrobionym z metalu – mimowolne przyciąganie, które przeczyło logice. „Jak, u licha, mam go teraz unikać?” – mruknęłam, poprawiając torbę na ramieniu. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam, był wilk Alfa interesujący się mną, a zwłaszcza taki, który stał bezczynnie, gdy mnie wygnano. Mój telefon zabrzęczał w kieszeni, przerywając moje myśli. Ekran wyświetlał: „Dziadek”. Mój palec zawisł nad przyciskiem odbierania. William Gray był jedynym członkiem rodziny, którego połączenia wciąż odbierałam. „Evelyn?” Jego ciepły, chrapliwy głos wypełnił moje ucho. „Wróciłem do Seattle”. „Dziadku” – powiedziałam, a mój głos odruchowo złagodniał. „Jak się czujesz?” „Lepiej, teraz gdy jestem w domu. Ale tęsknię za tobą, dziecko. Minęły trzy lata”. Nastąpiła pauza. „Wróć do nas”. Zamknęłam oczy, a w moim wnętrzu zakotłował się konflikt. „Nie wiem, czy to dobry pomysł”. „Proszę, Evelyn. Wataha cię potrzebuje”. Te słowa zabrzmiały tak ironicznie – po tym, jak trzy lata temu bezlitośnie mnie wyrzucili, nagle twierdzą, że mnie potrzebują. To było niemal śmieszne. Ale ze względu na Williama coś w jego tonie sprawiło, że moje postanowienie się zachwiało. Poza tym, wyjazd z Portland zapewniłby mi trochę dystansu od Devona. „W porządku” – powiedziałam w końcu. „W takim razie przyjadę”. „Dobra dziewczynka. Będę czekał”. --- Z powrotem w moim mieszkaniu w Moon Bay wrzuciłam do torby sportowej tych kilka rzeczy, na których mi zależało – głównie sprzęt medyczny, kilka ubrań na zmianę i laptopa. Z konieczności moje życie stało się przenośne. Zaszyfrowałam wiadomość do Organizacji Moonlight: [Aurora tymczasowo offline. Zmieniam lokalizację. Skontaktuję się, gdy będzie bezpiecznie.] Kluczyki do motocykla były chłodne w mojej dłoni, gdy rzuciłam ostatnie spojrzenie na surowe mieszkanie. Nic tutaj nie sprawiłoby, że poczułabym nostalgię. To nigdy nie był dom – po prostu miejsce do egzystowania. Gdy zeszłam po schodach, mój wzrok przykuł znajomy SUV. Jonathan Gray – mój ojciec – opierał się o niego, wyglądając niekomfortowo w swoim skrojonym na miarę garniturze. „Evelyn” – skinął sztywno głową. „Twój dziadek przysłał mnie, żebym cię przywiózł”. „Nie ma potrzeby, pojadę sama”. Przerzuciłam nogę przez siodełko motocykla. „Znam drogę do domu. Nie zapomniałam jej, chociaż wszyscy robiliście wszystko, co w waszej mocy, żeby mnie do tego zmusić”. Jego twarz stwardniała. „Twój dziadek to jedyny powód, dla którego pozwolono ci wrócić”. „Dobrze wiedzieć, na czym wszyscy stoją”. Zawyłam silnikiem, zagłuszając jakąkolwiek wymówkę, którą zamierzał przedstawić. Autostrada ciągnęła się przede mną, śliska od deszczu i szara jak niebo w górze. Znajomy zapach Seattle stawał się silniejszy z każdą milą – sosna, deszcz i subtelne piżmo terytorium wilkołaków. Trzy lata temu jechałam tą samą trasą w odwrotnym kierunku, a łzy zamarzały na mojej twarzy, gdy uciekałam z jedynego domu, jaki kiedykolwiek znałam. Przerażona osiemnastolatka, oskarżona o utratę kontroli podczas pierwszej transformacji i zaatakowanie człowieka. „Nie jestem już tym przerażonym szczeniakiem” – wyszeptałam wewnątrz kasku, podczas gdy wiatr smagał mnie z każdej strony. Ryk silnika był pocieszający – potężny i nieujarzmiony. Mój uścisk na kierownicy zacisnął się. „Tym razem nie uciekam”. --- Posiadłość rodziny Grayów wyłoniła się przede mną, a moje serce zamarło. To, co kiedyś było dumną wizytówką potęgi naszej rodziny, teraz wyglądało na zaniedbane. Pamiętałam, jak wspaniała była, gdy moja babcia wciąż była Alfą – rodzina kwitła pod jej przywództwem. Teraz ozdobne żelazne bramy były zmatowiałe. Niegdyś nieskazitelne ogrody zarosły, a główna fontanna była wyschnięta. Brakowało połowy wilków z ochrony, które powinny patrolować obwód, a ci obecni wyglądali na znudzonych i niezdyscyplinowanych. Podjechałam pod główny dom, gasząc silnik. Cisza, która zapadła potem, wydawała się ciężka. Victoria i Kate Gray – moja matka i siostra – stały przy wejściu, obie z wyrazem twarzy, jakby poczuły coś zgniłego. „Proszę, kto wrócił” – zadrwiła Kate. „Mała, niekontrolowana hańba naszej rodziny”. Zimne spojrzenie mojej matki omiotło moją skórzaną kurtkę i podarte dżinsy. „Twój dziadek czeka w gabinecie”. Zdjęłam kask, otrzepując włosy. „Miło was widzieć. Nic a nic się nie zmieniłyście”. Potem poszłam do gabinetu Williama. Gabinet dziadka pozostał dokładnie taki, jak go zapamiętałam – ściany wyłożone starożytnymi księgami o historii wilkołaków, zapach tytoniu fajkowego i starej skóry unoszący się w powietrzu. William Gray siedział w swoim rzeźbionym dębowym fotelu, wyglądając na mniejszego niż pamiętałam. Jego srebrne włosy przerzedziły się, a twarz pokryła gęstsza siatka zmarszczek. Ale jego oczy – te jasnosrebrne oczy tak bardzo podobne do moich – rozbłysły, gdy weszłam. „Wreszcie!” Wstał z rozłożonymi ramionami. „Moja dziewczynka wróciła do domu”. Przeszłam przez pokój i objęłam go, wdychając jego znajomy zapach. „Schudłeś, dziadku”. „A ty stałaś się silniejsza” – odpowiedział, trzymając mnie na wyciągnięcie ramion, by mi się przyjrzeć. „Widzę to w twoich oczach”. Podniesione głosy dobiegły z korytarza. Kate i moja matka kłóciły się o mój powrót. „Ona jest niebezpieczna!” Głos Kate wzniósł się ostro. „Prawie kogoś zabiła podczas swojej pierwszej pełni!” „Jej powrót niszczy naszą reputację” – dodała moja matka. „Wataha będzie kwestionować twój osąd, Williamie”. Twarz dziadka pociemniała. Podszedł do drzwi i otworzył je z rozmachem. „Wystarczy!” Jego głos wciąż niósł ze sobą autorytet człowieka, który zbudował Watahę Grayów od zera. „Evelyn jest moją wnuczką i z krwi należy do Grayów. To terytorium jest w równym stopniu jej, co każdego innego!” Spojrzał na nie gniewnie, a jego srebrne oczy ciskały błyskawice. „Spójrzcie, co zrobiłyście z naszymi ziemiami w ciągu trzech lat! Nasza ochrona to śmiech na sali, nasze inwestycje upadają, a wy śmiecie traktować własną krew w ten sposób?” Victoria wzdrygnęła się. Kate odwróciła wzrok. „Teraz” – kontynuował dziadek – „skoro Evelyn jest w domu, wznowi studia na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Crescent Moon”. „Żadna przyzwoita szkoła jej nie przyjmie” – zaprotestowała Victoria. „Została wyrzucona za agresywne zachowanie!” Kate prychnęła. „Poza tym nie było jej przez trzy lata. Nie miałaby szans nadrobić zaległości”. Wystąpiłam naprzód. „Tak się składa, że ukończyłam trzy lata kursów medycznych w Portland. Przeniesienie się nie będzie dla mnie problemem”. Dziadek uśmiechnął się dumnie. „Jutro osobiście odprowadzę cię na rejestrację. Nie odważą się odmówić Grayowi”. Gdy wychodziłam z gabinetu, Kate i Victoria zagoniły mnie w róg na korytarzu. „W jakąkolwiek grę pogrywasz, wracając tutaj” – syknęła Kate – „nigdy nie będziesz Alfą tej rodziny. Upewniłam się co do tego”. Usta mojej matki wykrzywiły się w chłodnym uśmiechu. „Żadna Wataha nigdy nie zaakceptuje w pełni wybryku natury, jakim jest biały wilk, takiego jak ty”. Coś we mnie pękło. Trzy lata gniewu, bólu i samotności skrystalizowały się w niebezpieczny spokój. Poczułam, jak moje oczy błyskają srebrem, gdy zrobiłam krok w ich stronę. „Nie jestem tą samą dziewczyną, którą wrobiłyście i wygnałyście” – powiedziłam, a mój głos opadł do niebezpiecznego szeptu. „Spróbujcie jeszcze raz czegokolwiek przeciwko mnie, a obiecuję wam, że będziecie tego żałować”. Ku mojej satysfakcji, obie kobiety instynktownie cofnęły się. Nawet przy moim stłumionym wilku mogły wyczuć, że coś się we mnie zmieniło – coś potężnego i nieznającego strachu. Z okna mojej sypialni obserwowałam zaniedbaną posiadłość Grayów. Trzy lata temu zmuszono mnie do ucieczki z tego miejsca, przypinając mi łatkę niebezpiecznej i niestabilnej. Teraz wyraźnie widziałam, co wydarzyło się pod moją nieobecność: rodzina Grayów się rozpadała. Wzięłam głęboki oddech, a chłodne nocne powietrze wypełniło moje płuca. Moje odbicie patrzyło na mnie z okna – srebrne oczy błyszczały determinacją. „Nie pozwolę im zniszczyć tego, co zostawiła babcia” – wyszeptałam. „Tym razem odbieram to, co moje”.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 – Zemsta Przeklętego Białego Wilka | Czytaj powieści online na beletrystyka