Devon
Krążyłem po swoim pokoju jak zwierzę w klatce, a każdy krok podsycał moją rosnącą frustrację. Strażnicy rozstawieni na zewnątrz byli stałym przypomnieniem, że w gruncie rzeczy jestem więźniem. Ludzie Edwarda dali mi jasno do zrozumienia – nikt nie wchodzi, nikt nie wychodzi.
Mój telefon zawibrował w kieszeni. Jason.
– Znalazłeś coś? – zażądałem, nie bawiąc się w uprzejmości. Moja cierpliwość
















