Metaliczny posmak krwi i środka odkażającego przywrócił mnie do świadomości. Ogień pulsował w mojej klatce piersiowej, jakby stopione srebro zostało wlane prosto do moich żył. Uchyliłem powieki, mrużąc oczy przed ostrym fluorescencyjnym światłem w czymś, co wyglądało na laboratorium medyczne.
„Panie Hall! Dzięki Bogu, obudził się pan”. Głos Jasona przebił się przez mgłę spowijającą moje myśli. Mój szef ochrony wyglądał koszmarnie – jego zazwyczaj nienaganny wygląd zastąpiły zmarszczki zmartwienia i krawat wiszący luźno na szyi.
Spróbowałem się podnieść, sycząc, gdy ból przeszył mój tułów. Trzy zabandażowane rany, z których każda była opatrzona z chirurgiczną precyzją.
„Kule?” Mój głos przypominał zgrzyt żwiru.
„Zniknęły”. Jason skinął głową w stronę metalowego naczynia, w którym leżały trzy srebrne pociski. „Ktoś przeprowadził pilną operację prosto w tym laboratorium. Zanim namierzyliśmy pański telefon, był pan sam”.
Fragmenty wspomnień zamigotały – srebrne oczy, niemożliwe poczucie bezpieczeństwa i coś jeszcze... białe futro? Ale bardziej niż to, to był zapach. Słaby, niemal upiorny, ale wzywał coś pierwotnego głęboko w mojej klatce piersiowej. Coś, czego nie potrafiłem nazwać ani zrozumieć.
Zamknąłem oczy, goniąc nieuchwytny obraz. „Kobieta. Srebrne oczy. Jej zapach był ledwo wyczuwalny, jak dym”. Gwałtownie otworzyłem oczy. „Znajdź ją, Jason. Chcę wiedzieć wszystko”.
„Sir, czy nie powinniśmy najpierw skupić się na tym, kto próbował położyć pana do piachu?”
Posłałem mu spojrzenie, które mogło zmrozić krew w żyłach. „Czy wyglądam, jakbym potrzebował przypomnienia o śledztwie w sprawie mojego własnego zabójstwa? Dwa priorytety, Jason – znajdźcie tego, kto próbował mnie zabić I tę, która mnie uratowała. Jedno i drugie. Natychmiast”.
Jason wyprostował się, jakby dostał w twarz. „Oczywiście, sir. Zespoły już tropią strzelców”.
„Dobrze”. Spuściłem nogi ze stołu, ignorując protesty mojego ciała. „Zabierz mnie do Centrum. Michael musi to zobaczyć”.
Centrum Medyczne Silver Moon było ukryte pod niepozorną kliniką odnowy biologicznej na obrzeżach Seattle. Jason pomógł mi przejść przez prywatne wejście, gdzie czekał już dr Michael, uprzednio poinformowany o moim stanie.
„Alfo Hall” – powiedział z pełnym szacunku skinieniem głowy. „Zajrzyjmy tam”.
W sterylnym gabinecie zabiegowym Michael odkleił bandaże. Jego brwi powędrowały w górę, gdy studiował równe szwy.
„Niesamowite” – wyszeptał, pochylając się bliżej. „Ta technika chirurgiczna... Nie widziałem tak czystej roboty, odkąd żyła Alfa Isabel”.
„Co masz na myśli?” Obserwowałem uważnie jego wyraz twarzy.
„Ekstrakcja srebra jest bezbłędna – zero szczątkowej toksyczności w otaczającej tkance”. Michael pokręcił głową ze zdumieniem. „Ktokolwiek to zrobił, posiada niezwykłe umiejętności i specjalistyczną wiedzę. Dokładnie rozumiał, jak przeciwdziałać wpływowi srebra na naszą fizjologię”.
Coś jeszcze nie dawało mi spokoju – to, w jaki sposób mój wilk uspokoił się podczas operacji, jakby sama jej obecność była... czym? Uzdrawiająca? Pocieszająca? Nigdy nie czułem czegoś podobnego, a wspomnienie to pozostawiło mnie w niepokoju.
„Czy w Seattle są wilki z takim poziomem wiedzy eksperckiej?”
Michael spojrzał mi w oczy. „Nie od czasu śmierci Alfy watahy Moonheal przed laty. Ich tradycje uzdrowicielskie umarły razem z nim”. Jego wyraz twarzy pociemniał. „Właśnie dlatego nasze ostatnie spory terytorialne były tak krwawe. Brakuje nam wykwalifikowanych uzdrowicieli”.
Odłożyłem tę informację do pamięci. Utalentowany uzdrowiciel powiązany z watahą Moonheal. Biały wilk. Kawałki układanki jeszcze do siebie nie pasowały.
Na tylnym siedzeniu mojego Bentleya, Jason podał mi tablet. „Sprawdziłem logi dostępu laboratorium i nagrania z kamer z okolicy, sir”.
Przewinąłem raport i zamarłem. Ekran wypełniało zdjęcie – młoda kobieta o porcelanowej cerze, uderzających, srebrno-szarych oczach i wyrazie twarzy, który był jednocześnie zdystansowany i drapieżny.
„Evelyn Gray” – wyjaśnił Jason. „Dwadzieścia jeden lat. Genialna studentka medycyny na Uniwersytecie w Portland”.
„Gray?” Moja krew stężała. „Wataha Moonheal?”
„Tak, sir. Wnuczka Williama Graya”. Jason zawahał się. „Została wygnana trzy lata temu w wieku osiemnastu lat. Tuż po swojej pierwszej przemianie”.
Rewelacja ta uderzyła we mnie niczym fizyczny cios. „Wygnanie Grayów... dlaczego nie mam wyraźnych wspomnień z tego wydarzenia? Jakiekolwiek oficjalne usunięcie z watahy powinno przejść przez moje biurko”.
„Zgodnie z zapisami, rodzina zgłosiła Radzie, że straciła kontrolę podczas swojej pierwszej transformacji i zaatakowała człowieka. Twierdzili również, że współpracowała z wrogami”.
Wpatrywałem się w jej zdjęcie, czując, jak coś nurtuje mnie na obrzeżach pamięci.
Następnego ranka znaleźliśmy się na Uniwersytecie w Portland.
Przez przyciemniane szyby obserwowałem studentów włóczących się po kampusie. Wtedy ją dostrzegłem – szła sama, srebrne oczy patrzyły przed siebie, poruszała się z pełnym gracji, ale ostrożnym krokiem. W przeciwieństwie do innych emanowała tą hiperczujną energią, którą widziałem u wilków uczących się oglądać za siebie.
„To ona” – powiedziałem cicho. „Przyprowadź ją do mnie”.
Kilka minut później Jason odprowadził ją do samochodu. Wślizgnęła się na siedzenie naprzeciwko mnie, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
„Panie Hall” – powiedziała chłodno, bez cienia zaskoczenia w głosie.
Studiowałem ją, szukając jakiejkolwiek aluzji do wilka, którego dostrzegłem. Z bliska jej zapach był faktycznie słaby – wilkołak, którego natura w jakiś sposób została przytłumiona.
„Panno Gray” – odpowiedziałem, wyciągając moją wizytówkę. „Chciałbym zaproponować pani stanowisko w dziale badań medycznych Hall Enterprises”.
Jedna brew uniosła się nieznacznie. „A dlaczego miałby pan to robić?”
„Pani umiejętności medyczne są wyjątkowe. Potrzebujemy uzdrowicieli pani pokroju”.
„Ma pan na myśli, że pańska wataha potrzebuje uzdrowicieli” – poprawiła, a jej ton był płaski. „Nie interesuje mnie polityka watahy”.
„To okazja, za którą większość ludzi oddałaby życie” – naciskałem, nieprzyzwyczajony do odmowy.
Srebrne oczy Evelyn spojrzały prosto w moje – rzucając wyzwanie, na które nie odważyłby się żaden wilk wobec Alfy. „Jestem całkowicie zadowolona z mojego obecnego życia. Nauczyłam się przetrwać bez watahy”.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, sięgnęła do klamki. „Następnym razem, gdy postrzelą cię srebrem, znajdź kogoś innego do łatania”.
Patrzyłem, jak odchodzi, a potem od niechcenia wrzuca moją wizytówkę do kosza na śmieci, nawet nie oglądając się za siebie.
„Sir...” – zaczął Jason po chwili pełnej napięcia ciszy. „Ona jest... inna niż reszta wilków”.
Nie odpowiedziałem, wbijając wzrok w jej oddalającą się sylwetkę. Co to za uczucie? Przez wszystkie moje lata nigdy nie czułem tego dziwnego przyciągania, tej magnetycznej więzi.
„Odkop wszystko na temat rodziny Grayów sprzed trzech lat” – wydałem w końcu rozkaz. „Każdy szczegół”.
Jason skinął głową w zamyśleniu. „Myśli pan, że została wrobiona?”
Nadal gapiłem się za okno, a w mojej piersi rozprzestrzeniał się ból, który nie miał nic wspólnego z ranami po kulach. Mój wilk był niespokojny, wzburzony jej nieobecnością w sposób, który nie miał najmniejszego sensu.
„Nie wiem” – przyznałem, a mój wilk niespokojnie zakotłował się pod skórą. „Ale zamierzam się tego dowiedzieć”.
















