– Czy możemy ci coś podać, kochanie? – zapytała pielęgniarka, wchodząc do sali.
Anastazja pokręciła głową. – Nie… Zadzwoniłam do rodziców. Mama powinna być za parę godzin. Nie jestem pewna, czy już wystartowała – przyznała.
Pielęgniarka popatrzyła na nią przez chwilę ze smutkiem, po czym szybko się opanowała. – W porządku. Rozgośćmy cię więc i upewnijmy się, że jest ci wygodnie.
Skinęła głową i skrzywiła się, gdy dopadło ją kolejne skurcze. Wciągnęła drżący oddech i przestała iść. Ból sprawił, że się zgięła, a pielęgniarka pospieszyła, by ją podtrzymać, aż skurcz minął.
– Pomogę ci się przebrać, a potem sprawdzimy twój stan, dobrze? – zapewniła.
– Dziękuję.
Pielęgniarka pomogła jej zdjąć ciążowe spodnie do jogi i bluzę, a następnie włożyła ją w szpitalną koszulę, która była wiązana z przodu. Dzięki Bogu, jej tyłek nie wisiał na wierzchu, jak sobie wyobrażała.
Jej brzuch wybrzuszał się i był w pełni widoczny, ale gdy dopadł ją kolejny silny skurcz, naprawdę nic ją to nie obchodziło. Pielęgniarka pomogła jej wejść do szpitalnego łóżka i przypięła elastyczną opaskę na brzuchu. Niemal natychmiast usłyszała bicie serca dziecka w małym monitorze obok jej głowy.
Pielęgniarka pomacała ją po brzuchu. – Wiesz, jakiej płci jest dziecko? – zapytała.
Anastazja pokręciła głową. – Nie chciałam wiedzieć. Chcę poznać moje dziecko i być zaskoczoną.
Pielęgniarka zachichotała. – To brzmi zabawnie. Osobiście uwielbiam ogłaszać płeć rodzicom i widzieć ich autentyczną reakcję. – Jej oczy rozszerzyły się i zamilkła, gdy zdała sobie sprawę, co powiedziała. Anastazji zrobiło się jej tak żal, że postanowiła pomóc kobiecie wyjść z poczucia winy.
– Nie martw się, nie mam kontaktu z ojcem dziecka. I tak jest lepiej – powiedziała z lekkim uśmiechem. Było jej smutno, ale ten uśmiech pojawił się mimowolnie.
Pielęgniarka skinęła głową ze zrozumieniem. Przez lata widziała już wiele. – Dobrze, kochanie. Możesz podnieść kolana i ułożyć się na strzemionach?
Anastazja zrobiła, jak ją poproszono, i skrzywiła się, gdy kobieta zbadała ją na dole. Wzięła głębokie oddechy, których nauczyła się na tych kursach online. Ana próbowała ukryć, jak bardzo się boi. Rodziła. Miała dziecko i nie miała pojęcia, jak wychowa dziecko, jednocześnie zajmując wysokie stanowisko w pracy. Nie było tak, że miała dumnego partnera, który pomagałby jej w porodzie i mówił, jak dobrze sobie radzi. Nie, sama zawiozła się do szpitala, gdy poczuła częste skurcze.
Kupiła już łóżeczko, fotelik samochodowy oraz kilka pieluch i ubranek, ale to wszystko. Nie miała baby shower i nie zarejestrowała się na listę prezentów. I tak nie miałby kto jej tego kupić. Nie miała żadnych przyjaciół poza życzliwym sąsiadem, ale on był bardzo zapracowany. Nie mogła prosić sąsiada o towarzystwo, prawda?
Większość jej kolegów z pracy patrzyła na nią ze współczuciem. "Biedna dziewczyna. Nie możemy jej zapraszać na imprezy… jest w ciąży". Picie drinków po stresującym dniu pracy było powszechne, a Ana w ogóle nie mogła pić.
Rodzice nic jej nie dali, ponieważ nie wiedzieli, że jest w ciąży, dopóki nie zadzwoniła tego ranka, aby powiedzieć im, że zaczęła rodzić. Tak bardzo się wstydziła, a z upływem czasu udawała, że nic jej nie dolega. Ale teraz miała sama zostać matką i nie mogła po prostu trzymać swojego dziecka w tajemnicy.
– Kochanie, masz sześć centymetrów rozwarcia i 80% zgładzenia szyjki macicy. To może pójść stosunkowo szybko lub wolno. Ale jeśli chcesz znieczulenie zewnątrzoponowe, powinniśmy to zrobić wkrótce.
Anastazja pokręciła głową. – Nie. Chcę rodzić bez.
– Jasne. – Pielęgniarka uśmiechnęła się.
Kolejne kilka godzin mijało powoli. Bez leków ból każdego skurczu przeszywał ją na wskroś. Jęczała i przeklinała pod nosem, czując już potrzebę parcia. Musiała jak najszybciej wydostać to dziecko z siebie, to dziecko już dwa tygodnie po terminie.
Jej lekarz wszedł nonszalancko. Był w fartuchu i odkażał się. W końcu usadowił się między jej nogami i w końcu pozwolił jej przeć.
Walczyła przez trzydzieści minut, zanim poczuła coś na dole. Choć bardzo bolało, natychmiastowa ulga od ucisku sprawiła, że zaszlochała z ulgą.
– To chłopiec – powiedziała pielęgniarka z uśmiechem.
– Chłopiec? – wyszeptała.
Położyła malucha na jej piersi, a Ana wpatrywała się. Chłopiec był pomarszczony i zakrwawiony, cały pokryty białą mazią, ale był absolutnie idealnym małym kosmitą, jakiego kiedykolwiek widziała.
– Umyję małego Reida, a ty urodzisz łożysko. Musimy też coś pozszywać, dobrze? Zaraz przyprowadzę małego Reida z powrotem.
– Pozszywać? – jęknęła.
Lekarz spojrzał na nią i poklepał ją po wewnętrznej stronie kolana. – Twoje dziecko było duże i spowodowało poważne pęknięcie.
Ana nie wiedziała, jak zareagować. – W takim razie zostawiam to panu. Proszę się upewnić, że będę świeża i napięta, dobrze? – zażartowała na pół gwizdka. Całkowicie nieszczęśliwa.
– Jasne, panno Reid – odpowiedział natychmiast lekarz z chichotem. Ton wystarczył, by dać jej znać, że próbuje ją uspokoić.
Ana oparła się i poczuła kolejne skurcze. Nie obchodziło jej to, bo miała już syna. Ogromnego, ważącego ponad cztery kilogramy.
Godzinę później leżała w szpitalnym łóżku, a jej matka wbiegła przez drzwi. Miała małą torbę przewieszoną przez ramię i bukiet kwiatów w ręku.
– Tak mi przykro, Ana. Lot był opóźniony z powodu upartego pasażera. Zapłaciłam dobre pieniądze, żeby szybko dostać się do szpitala, tak mi przykro, kochanie…
Ana uśmiechnęła się do matki, gdy jej wzrok padł na mały pakunek radości w ramionach córki. Podeszła po cichu i wpatrywała się w dół. Ana odsunęła niebieski kocyk od twarzy dziecka, aby jej matka mogła się lepiej przyjrzeć.
– Piękne dziecko – westchnęła matka Any. – Choć jestem zła, że dopiero się dowiedziałam, nie będę cię karcić przy twoim synu.
– Uratowana przez małego aniołka – zażartowała Ana.
– Aniołka, i to jakiego. Ale nie tak małego. – Jej matka zawahała się. – Wszystko w porządku?
– Tylko małe pęknięcie. Będzie dobrze – zapewniła Ana.
– Jak ma na imię? – wyszeptała.
– Alan Reid.
Jej matka westchnęła. Kendra wiedziała, że jej wnuk został nazwany na cześć swojego dziadka. Dotknęła paluszka małego Alana, a chłopiec natychmiast go uchwycił. Łza spłynęła po policzku starszej kobiety i uśmiechnęła się ze łzami w oczach.
– Witaj w rodzinie, maluszku. Nigdy nie pozwolimy ci cierpieć.
Anastazja wzmocniła swoje serce. Nieważne, kim był ojciec Alana… nieważne, jak potężny lub obojętny był wobec niej, nie pozwoli mu skrzywdzić swojego synka.