Ana, tak bardzo zmartwiona, nawet nie zauważyła, co czekało na nią tuż za drzwiami biura.
– Czyżby gołąbeczki się pokłóciły? – zaskrzeczała Carmen, mijając Anę.
Odwróciła się gwałtownie. – To nie twój pieprzony interes.
– No co ty. To nie moja wina, że przyszedł do mnie zaspokoić swoje potrzeby.
– Nie masz pojęcia, o czym mówisz – warknęła Ana. Powstrzymywała się ze wszystkich sił, żeby nie sprać
















