Tessa
Chmury na niebie przesunęły się nieco, rzucając w głąb pokoju bladobłękitną smugę światła księżyca, która ukazała stojącego w drzwiach Gideona.
Opierał się o futrynę, miał podwinięte rękawy i był bez krawata, co odsłaniało silne linie jego przedramion. Jego włosy były w nieładzie, jakby przeczesywał je palcami, a w dłoni luźno trzymał szklankę whisky.
Jego oczy były utkwione we mnie, ciemne
















