Tessa
Maisie biegała po moim pokoju przez cały wieczór, wyciągając sukienki z szafy i rzucając je na wielką stertę na podłodze. Była tak entuzjastycznie nastawiona, że nie miałam serca prosić jej, by przestała. W końcu zdawała się zdecydować na ciemnozieloną, szmaragdową suknię, której nie nosiłam od lat; jej oczy błyszczały, gdy podniosła ją, by mi pokazać.
— Ta, mamo! Jest taka śliczna i pasuje
















