Gideon
Śmiech Maisie niósł się po domu, gdy czmychnęła za kanapę. W jednej rączce kurczowo ściskała swojego pluszowego misia, świeżo ochrzczonego Panem Przytulanką. Jeśli o mnie chodzi, powierzono mi zadanie „polowania” – jej słowa, nie moje – i mimo ostrego bólu w kolanach od czołgania się po podłodze przez dobre dwadzieścia minut, bawiłem się lepiej, niż chciałbym to przyznać.
Rzadko miałem okaz
















