~Punkt widzenia Avy~
– Co?!
Słowo wyleciało z moich ust, zanim zdążyłam je powstrzymać, w chwili gdy odzyskałam mowę, i zerwałam się na równe nogi tak szybko, że krzesło przewróciło się z głośnym hukiem. Serce waliło mi w piersi, każde uderzenie głośniejsze od poprzedniego, gdy próbowałam ogarnąć to, co właśnie powiedział Alfa Grayson.
Czelność – absolutna czelność tego człowieka.
– Jak śmiesz? – Mój głos drżał, gniew niemal mnie dławił. – Czy myślisz, że jestem jakąś tanią kobietą tylko dlatego, że ty…
Słowa uwięzły mi w gardle i nie mogłam nawet dokończyć zdania. Odwróciłam się od niego, pięści zacisnęły się wzdłuż moich boków. – Powinnam była wiedzieć… Wszyscy jesteście tacy sami. – Mój głos się załamał, ale wypchnęłam słowa. – Dzięki za uratowanie mnie przed Dylanem, ale wychodzę stąd.
Zaczęłam odchodzić, gdy jego głos przeciął pokój jak ostrze, spokojny i podszyty nutą irytacji. – Ava.
Zatrzymałam się, dźwięk mojego imienia zawisł w powietrzu. Nie chodziło tylko o sposób, w jaki to powiedział – chodziło o to, jak wsiąkło to w moje kości, rozkazująco, sprawiając, że zamarłam w miejscu. Nie podniósł głosu, nie krzyczał, a jednak autorytet w jego tonie był niezaprzeczalny.
– Odwróć się i usiądź.
Nie ruszyłam się.
Nie ufałam sobie, by na niego spojrzeć, wtedy powiedział to ponownie, tym razem tonem, który posłał dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa. – Ava. Odwróć się, podnieś krzesło i usiądź.
Moje ciało zareagowało, zanim umysł nadążył. Znalazłam się w sytuacji, w której odwracam się, schylam, by podnieść krzesło, i siadam z powrotem, jakby jego słowa były zaklęciem, którego nie mogłam złamać. Serce wciąż mi waliło, policzki płonęły, ale zmusiłam się, by na niego spojrzeć.
Jego oczy były na mnie, mieszanka znudzenia i czegoś jeszcze, czego nie potrafiłam do końca umiejscowić. Wydał z siebie małe westchnienie, a jego wyraz twarzy ledwo się zmienił. – Ostatnie kilka godzin kazało mi wierzyć, że jesteś bystrą kobietą – powiedział, a jego ton był niemal nonszalancki. – Byłbym wdzięczny, gdybyś nie zmieniała tego postrzegania.
Jego słowa zabolały bardziej, niż powinny, i odwróciłam wzrok, niezdolna sprostać intensywności jego spojrzenia.
Co tu się, do diabła, działo?
Dlaczego sprawiał, że czułam się w ten sposób, jakby każda moja emocja była na skraju wybuchu?
– Nie proszę cię, byś była moją kochanką – kontynuował, a jego głos był równy, niewzruszony chaosem, jaki właśnie rozpętał w moim umyśle. – I z całą pewnością nie mam żadnych intencji, by z tobą sypiać.
Moja głowa odskoczyła w górę i poczułam, jak całe moje ciało rozgrzewa się od bezpośredniości jego słów. Pokój wydawał się zbyt mały, powietrze zbyt gęste, a ja walczyłam o kontrolę nad oddechem.
– Więc po co ta oferta? – wypaliłam, nienawidząc tego, jak desperacko i zagubienie brzmiałam. Nie było mowy, by ten mężczyzna mógł mówić takie rzeczy i nie oczekiwać reakcji.
Jego spojrzenie ani razu nie drgnęło. – Dwa powody – westchnął, jakby omawiał najbardziej przyziemny z tematów. – Po pierwsze, to zdejmie mi z karku wysokich rangą członków watahy, którzy naciskają na znalezienie partnerki. – Jego oczy zwęziły się nieznacznie i poczułam ciężar jego wzroku. – Po drugie, będę potrzebował twojej wiedzy medycznej do czegoś.
Czekałam, aż będzie kontynuował, ale nie zrobił tego. Cisza rozciągnęła się między nami, ciężka i dusząca. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach, próbując poskładać w całość to, czego nie mówił.
Dlaczego potrzebował akurat mojej wiedzy medycznej?
A potem przerwał milczenie jednym, druzgocącym stwierdzeniem. – Mam problem z erekcją. Nie może mi stanąć.
Moje usta otworzyły się, ale żaden dźwięk się z nich nie wydobył. Byłam zbyt oszołomiona, zbyt zszokowana, by sformułować jakiekolwiek spójne myśli. Powiedział to tak swobodnie, jakby mówił o pogodzie, bez śladu zażenowania.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, kiedy znów przemówił: – Pewna wiedźma powiedziała, że ma to związek z klątwą, ale nie wierzę w te bzdury. – Przerwał na chwilę, obserwując mnie. – Wiem, że można to naprawić i dlatego tu jesteś, Avo. Potrzebuję, żebyś mnie leczyła.
Moje policzki zapłonęły, serce zgubiło rytm. Przez chwilę mogłam tylko siedzieć, gapiąc się na niego z niedowierzaniem. Mój umysł wirował, uwięziony między chęcią wybuchnięcia śmiechem z absurdu tej sytuacji a byciem całkowicie skonfundowaną.
Nagle wstał, a moje oczy, niemal wbrew mojej woli, powędrowały w dół jego spodni – konkretnie w tamtą okolicę. Natychmiast tego pożałowałam, gdy zobaczyłam nikły cień uśmiechu na jego ustach. Przyłapał mnie na gapieniu się. Skurczyłam się, twarz płonęła mi ze wstydu.
– N-nie chciałam… – wyjąkałam, potykając się o własne słowa.
Co było ze mną nie tak? W moim zawodzie powinnam być do tego przyzwyczajona.
Dlaczego więc plątał mi się język?
– Ava – westchnął cicho, tak cicho, że zmusiło mnie to do ponownego spojrzenia mu w oczy. Jego głos był jak pieszczota, delikatny, ale władczy. – Nie ma potrzeby czuć się zażenowaną, bo ja nie jestem.
Odwrócił się wtedy, idąc w stronę okna swojego gabinetu ze spokojem, który wydawał się niemal surrealistyczny, biorąc pod uwagę rozmowę, którą prowadziliśmy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, od tego, jak się poruszał, od pewności siebie w każdym kroku.
Nie musiał nic mówić, by zawładnąć pokojem; po prostu to robił.
Mówił dalej, wciąż stojąc do mnie tyłem, bez cienia wstydu w głosie. – Wiem, że dużo od ciebie wymagam. Rozumiem, że uznasz tę sytuację za… niezręczną, ale nie planuję nie dać ci nic w zamian.
Odwrócił się z powrotem, by na mnie spojrzeć, i przysięgam, że moje płuca przestały pracować. Chwilę temu oddychałam normalnie, teraz wydawało się, że powietrze jest zbyt gęste, zbyt ciężkie. Posyłał mi to spojrzenie, to, które sprawiało, że czułam, jakby widział mnie na wylot, poza wszystkimi murami, które próbowałam zbudować.
– Gdybyś przejrzała kontrakt zamiast wyciągać pochopne wnioski, zobaczyłabyś, że to tylko na rok. Po tym czasie dam ci wystarczająco dużo pieniędzy, byś mogła zacząć od nowa, w dowolnym miejscu na świecie, jakie wybierzesz.
Te słowa potrzebowały chwili, by do mnie dotrzeć.
Dowolne miejsce na świecie.
Mogłabym być sobą, robić, co tylko zechcę. Koniec z udawaniem, koniec z perfekcyjną Avą.
– Więc byłabym twoją Luną… tylko na pokaz? – Mój głos zadrżał, gdy dodałam: – I muszę leczyć twoją…
– Dysfunkcję erekcji – dokończył za mnie, kąciki jego ust wygięły się w ten sam uwodzicielski uśmiech, który sprawił, że moja twarz zapłonęła jeszcze mocniej. Nie był ani trochę zawstydzony. Chciałabym móc powiedzieć to samo o sobie.
– A co, jeśli to nie zadziała? – szepnęłam.
Ruszył w moją stronę, utrzymując znaczący dystans między nami. Wciąż siedziałam, a różnica w naszym wzroście sprawiała, że jego obecność była przytłaczająca, pochłaniająca mnie całkowicie. Moja skóra mrowiła dziwnym, przyjemnym ciepłem, i właśnie wtedy, gdy myślałam, że już tego nie zniosę, cofnął się.
Uśmiech wciąż tam był, sprawiając, że miałam mu za złe wpływ, jaki na mnie wywierał. – Zgaduję, że nigdy się nie dowiemy, dopóki nie spróbujemy.
– A jeśli odmówię? – zapytałam, próbując brzmieć wyzywająco, ale mój głos się zachwiał.
Nie odpowiedział, po prostu wpatrywał się we mnie z nagle pustym wyrazem twarzy, który niczego nie zdradzał. Cisza się przeciągała, ciężka i napięta, aż nie mogłam tego dłużej znieść.
– Więc, to będzie tylko transakcja? – westchnęłam w końcu, słowa wypadły w pośpiechu.
Jego uśmiech powrócił, po czym zmienił się w uśmieszek. – Między nami nie będzie miłości, Avo.
Sposób, w jaki wypowiedział moje imię, posłał przeze mnie wstrząs, jakby prawdziwy ogień popłynął w moich żyłach. Przełknęłam ślinę, próbując zachować panowanie nad sobą.
– Tylko na rok – powiedziałam, bardziej do siebie niż do niego.
Coś błysnęło w jego oczach, ale zniknęło, zanim zdążyłam zorientować się, co to było. Kiwnął głową raz, prostym, ostatecznym gestem.
Zwróciłam uwagę na dokument, który wcześniej spadł na podłogę. Moje dłonie były roztrzęsione, gdy go podnosiłam, myśli galopowały.
Wiedziałam, że powinnam go przeczytać, ale coś mi mówiło, że Grayson Blackwood nie marnuje czasu na kłamstwa. Nie musiał. Z głębokim wdechem wzięłam do ręki długopis ze stołu, który wyglądał, jakby pojawił się tam magicznie.
Z ostatnim spojrzeniem na parę szarych oczu, o których jakoś wiedziałam, że będą moją zgubą, podpisałam kontrakt.
















