~Punkt widzenia Graysona~
Nigdy nie lubiłem wesel.
Wymuszone uśmiechy, puste obietnice, poczucie bajki wpychanej na siłę w rzeczywistość, gdy wszyscy wiedzieliśmy, że połowa tych małżeństw kończy się katastrofą. Idąc do ołtarza, skupiałem się wyłącznie na odliczaniu sekund do końca tej farsy, bym mógł wrócić do spraw o faktycznym znaczeniu.
Maria oczywiście wywoływała poruszenie samym swoim istnie
















