Odkupienie Zakontraktowanej Luny

Odkupienie Zakontraktowanej Luny

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział trzeci
Autor: Aeliana Moreau
2 mar 2026
~Punkt widzenia Avy~ Mężczyzna, który przyprowadził Dylana, wrócił w chwili, gdy Alfa Grayson zniknął z pokoju, nie dając mi szansy na przetworzenie słów; jego surowa twarz nie zdradzała niczego. – Alfa Grayson nie lubi, gdy marnuje się jego czas. Zabieraj najpotrzebniejsze rzeczy. Wychodzimy. Już. Moje stopy poruszyły się na autopilocie, ponaglenie w jego tonie pchnęło mnie do przodu. Spojrzałam po raz ostatni na Dylana, który wpatrywał się we mnie z wściekłością, która mogłaby podpalić ten pokój. Czułam jego nienawiść, ale nie miałam na nią czasu. Odwróciłam się i pobiegłam po schodach, serce waliło mi przy każdym kroku. Otworzyłam drzwi, które miały mnie więzić, otwierając je szeroko. Pokój był rozmazanym obrazem nieładu, gdy chwytałam, co tylko mogłam – ubrania, kilka pamiątek i wszystko inne, co mogło mi być potrzebne. Mój umysł wirował. Nie pakowałam tylko swoich rzeczy; byłam o krok od porzucenia całego swojego życia i wejścia w nieznane z mężczyzną, którego nie znałam. Każde włókno mojego jestestwa chciało się zatrzymać, ostrożnie rozważyć kolejny ruch, ale nie było czasu. Musiałam zostawić Dylana i jego świat powierzchownej perfekcji za sobą. Rozczarowaniem rodziców mogłam zająć się później. Na razie biegłam ku czemuś, a raczej ku komuś, kto budził respekt u każdego Alfy. Torba ciążyła mi w dłoni, gdy wybiegłam z rezydencji, łapiąc powietrze w ostrych haustach, prosto do czekającego konwoju. Nie oglądałam się za siebie. Jedyną rzeczą, która się liczyła, było znalezienie się jak najdalej od Dylana i jego watahy. I tak nigdy nie czułam, że tam pasuję. Gdy samochód odjechał, świat na zewnątrz stał się rozmytą plamą świateł i cieni. Serce biło mi szybko, nie tylko od prędkości, ale z oczekiwania na to, co było przed nami. Samochód w końcu zwolnił, gdy zbliżyliśmy się do bram wielkiej posiadłości, a dech zaparło mi w piersi. Nie miałam pojęcia, że mieszkał w tym samym mieście. Rezydencja zapierała dech w piersiach – była bardziej wystawna, niż mogłam sobie wyobrazić nawet w najśmielszych snach. Samochód się zatrzymał, a drzwi otworzył mężczyzna w idealnie skrojonym garniturze, o pustym spojrzeniu. – Król Alfa chce cię widzieć w swoim gabinecie. Skinęłam głową tępo, a w mojej głowie kłębiły się dwa pytania. Czy nikt się tutaj nie uśmiechał? I jak Alfa Grayson znalazł się w swoim gabinecie tak szybko? Zapach, który uderzył we mnie w chwili wejścia do gabinetu, był mieszanką czekolady i drzewa różanego, bogaty i odurzający. Poruszył we mnie coś pierwotnego, sprawiając, że moja wilczyca zawierciła się niespokojnie. Wtedy go zobaczyłam. Siedział za dużym, imponującym biurkiem, a jego szare oczy zablokowały się na moich z intensywnością, która sprawiła, że moje kolana stały się miękkie. Wpatrywaliśmy się w siebie przez to, co wydawało się wiecznością, zanim spokojnie przeciągnął: – Usiądź, Avo. Rozkaz był prosty, ale było coś w jego tonie, co czyniło odmowę niemożliwą. Wzięłam głęboki oddech, próbując uspokoić pędzące serce, i opadłam na krzesło naprzeciwko niego. Jego wzrok ani drgnął, a mały, niemal niedostrzegalny uśmiech dotknął jego ust. – Skąd znasz moje imię? – wypaliłam, zanim zdążyłam się powstrzymać. Uśmiech się poszerzył, w jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Nie odpowiedział na pytanie, zmuszając mnie do wzięcia kolejnego głębokiego oddechu, by uspokoić burzę emocji wirującą we mnie. – Co planujesz ze mną zrobić? Jego brew drgnęła, w oczach pojawiła się nuta rozbawienia. – Zrobić z tobą w jakim sensie? – zapytał, a jego głos ociekał sugestywnym podtekstem, który sprawił, że wstrzymałam oddech. Oparł się wygodnie w fotelu, jego postawa była zrelaksowana, a jednocześnie władcza. – Twoi rodzice są na papierze najlepszymi lekarzami w kraju. Czy to prawda w rzeczywistości i czy odziedziczyłaś ich umiejętności? Pytanie było całkowicie niespodziewane, pozostawiając mnie na chwilę w osłupieniu. Nie odpowiedziałam, myśli mi galopowały. Skąd wiedział o moich rodzicach? Wydawał się wyczuwać moje zmieszanie. – Przybyłem skontrolować watahę Dylana ze względu na sojusz. Lubię być dobrze poinformowany o ludziach, z którymi się sprzymierzam. Stąd znam twoje imię. Wiem o tobie wszystko, co można wiedzieć, Avo. Ava. Moje imię nigdy nie brzmiało w moich uszach bardziej idealnie. Zobaczyłam, jak jego oczy błysnęły irytacją z powodu mojego milczenia, i poczułam dreszcz przebiegający po kręgosłupie pod jego intensywnym spojrzeniem. – Przepraszam – wydusiłam w końcu, mój głos drżał. – Nie chciałam milczeć. Alfa Grayson westchnął, bardziej zmęczony niż zirytowany. Przesunął dłonią po włosach, odgarniając kosmyki, które wpadły mu do oczu, ale one po prostu opadły z powrotem na miejsce. Ruch ten był zarówno nonszalancki, jak i władczy, i sprawił tylko, że jego uderzające rysy stały się bardziej wyraziste. Jego linia szczęki była ostra, oczy przeszywająco szare, jakby widziały mnie na wylot, a jego piękne usta zaciśnięte były w twardą, beznamiętną linię. Poczułam, jak moje policzki płoną, gorąco uderzyło mi do głowy, gdy zmusiłam się, by odwrócić wzrok i skupić na swoich drżących palcach. Był zbyt piękny na ten świat. Cisza się przeciągała i czułam ciężar jego spojrzenia na sobie. To było niekomfortowe i z kolejnym westchnieniem przerwał milczenie. – Wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Jego pytanie? Wróciłam do rzeczywistości, przypominając sobie jego wcześniejsze zapytanie. – Tak – wyrzuciłam z siebie pospiesznie – moi rodzice są rzeczywiście najlepsi w kraju. Nauczyli mnie swoich umiejętności, ale Dylan… on kazał mi przestać. Musiałam stać się jego trofeum, Luną. Alfa Grayson kiwnął powoli głową, jakby przetwarzał informację. Sięgnął po dokument, który leżał przed nim, niezauważony aż do teraz. Jego dłoń musnęła moją, gdy mi go podawał, a kontakt ten wysłał przeze mnie prąd, na który nie byłam przygotowana. Szybko cofnęłam rękę, próbując wyrównać oddech. Dokument drżał lekko w moich dłoniach, gdy próbowałam odzyskać panowanie nad sobą, ale zanim zdążyłam na niego spojrzeć, jego kolejne słowa uderzyły we mnie jak grom z jasnego nieba, pozostawiając mnie na chwilę w osłupieniu. – Chcę, abyś była moją kontraktową Luną.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział trzeci – Odkupienie Zakontraktowanej Luny | Czytaj powieści online na beletrystyka