Rebecca odwróciła się w stronę głosu.
Stanley, w idealnie skrojonym garniturze, posłał jej przepraszający uśmiech, który sięgał oczu, a cała jego postać promieniowała przyjaznym ciepłem.
– Proszę wybaczyć moim ochroniarzom, bywają nadopiekuńczy – powiedział Stanley, zajmując miejsce i nalewając kawę dla Rebeki. – Proszę usiąść. Porozmawiajmy o pani pierścionku.
– Zmieniłam zdanie co do sprzedaży –
















