– Myślałem, że się wyprowadzasz – powiedział Jeffrey, wytrzymując spojrzenie Rebecci. – Co ty tu jeszcze robisz?
– Nie musisz mi tego mówić – odparowała Rebecca, chwytając walizkę. – To miejsce to dno. Nie mogę tu zostać ani sekundy dłużej. – Po czym wyszła bez słowa.
Widząc, jak bardzo była zdeterminowana, Jeffrey zmrużył oczy. – Czekaj.
Jego głos sprawił, że Rebecca zatrzymała się w pół kroku.
Zanim zdążyła się odezwać, zmierzył wzrokiem jej walizkę i powiedział do ochroniarza na zewnątrz: – Sprawdź walizkę pani Jensen. Upewnij się, że nie wynosi niczego, co nie należy do niej.
– Co masz na myśli? – zapytała Rebecca, instynktownie przyciągając walizkę bliżej siebie.
– Po tym, jak wcześniej próbowałaś zabrać biżuterię, mam powody do obaw, co jeszcze może znajdować się w twojej walizce – powiedział Jeffrey, wiedząc dokładnie, jak popchnąć ją do granic wytrzymałości. – Dla dobra wszystkich lepiej będzie, jeśli sprawdzimy jej zawartość.
– Czy naprawdę tak mnie postrzegasz? – zapytała Rebecca, a jej oczy wypełniły się zarówno rozczarowaniem, jak i gniewem.
Przez krótką chwilę Jeffrey poczuł, jak jego serce mięknie. Ale pamiętając jej zdeterminowany wyraz twarzy, gdy szykowała się do wyjścia, odpowiedział bez emocji:
– Tak.
Serce Rebecci zabolało ostrym, fizycznym bólem. Pogodziła się z brakiem miłości Jeffreya do niej, a nawet przyzwyczaiła do jego chłodnego dystansu.
Ale nie mogła znieść, że upokarza ją przed Andreą – to nie było tylko kwestionowanie jej charakteru, ale czuła to jak bezpośrednią zniewagę dla jej godności.
– Nie pozwolę ci tak naruszać mojej prywatności – powiedziała Rebecca, zaciskając mocniej dłoń na rączce walizki. – Jeśli chcesz ją przeszukać, wezwij policję. W przeciwnym razie będziesz musiał odciąć mi rękę, żeby dostać tę walizkę.
Napotkała jego wzrok z tym samym wyzywającym wyrazem twarzy, który widział wcześniej.
Jeffrey podszedł bliżej i zaczął odrywać jej palce od walizki jeden po drugim, ignorując jej uparty opór.
Choć trzymała się z całych sił, pokonał ją bez wysiłku.
Podał walizkę ochroniarzowi, a jego ton był całkowicie służbowy. – Przeszukajcie wszystko dokładnie. Nie pomińcie żadnego zakamarka.
– Tak jest – odpowiedział natychmiast ochroniarz.
– Jeffrey! – Łzy napłynęły do oczu Rebecci, gdy wyrwała walizkę z powrotem. Nigdy w całym swoim życiu nie czuła się tak upokorzona.
Wyraz twarzy Jeffreya pozostał zimny; wszelkie ślady ciepła i czułości, które kiedyś miał, zniknęły teraz z jego oczu.
– Czy naprawdę musisz deptać moją godność, żeby poczuć satysfakcję? – W tym momencie cała duma, którą Rebecca nosiła w sobie od dzieciństwa, została całkowicie zdruzgotana, pozostawiając jedynie pękniętą skorupę upadłej dziedziczki. – Wiesz cholernie dobrze, że nigdy bym niczego od ciebie nie wzięła!
Oczywiście, że Jeffrey to wiedział. Rozumiał charakter Rebecci lepiej niż ktokolwiek inny i był pewien, że nie weźmie niczego więcej. Chciał po prostu, by zrozumiała konsekwencje swoich złych wyborów.
– Może po prostu dajmy temu spokój – zasugerowała Andrea, rozpoznając wahanie Jeffreya po wyrazie jego twarzy i występując naprzód, by dać mu honorowe wyjście. – Ty i Rebecca byliście w końcu małżeństwem, więc nawet gdyby coś wzięła, byłoby to całkowicie zrozumiałe.
– Zamknęłabyś się wreszcie? – powiedziała Rebecca głosem przepełnionym tą samą pogardą, którą zawsze czuła do Andrei.
Jeffrey poczuł znajomą falę frustracji. "Jest tak impulsywna – zawsze mówi bez zastanowienia, gdy jest zdenerwowana. Ten jej cięty język doprowadzi ją tam na zewnątrz do zguby. Dlaczego nie może zrozumieć, że tutaj ze mną jest bezpieczniejsza?" – pomyślał.
– Po prostu wynoś się stąd. Przez wzgląd na Andreę, tym razem ci odpuszczę – powiedział, choć jego słowa sprawiły, że Rebecca poczuła się całkowicie zlekceważona.
Rebecca chwyciła walizkę i miała właśnie wygarnąć im, co o tym myśli.
W tym momencie wszedł Victor i oznajmił: – Panie Hanson, pani Jensen, pan Samuel Hanson wrócił.
Wszyscy zamarli. Zanim zdążyli w ogóle zareagować, Samuel wpadł do środka za Victorem, wyglądając uroczo w swoich malutkich ogrodniczkach.
Oczy Samuela omiotły pokój, zanim wylądowały na walizce w dłoni Rebecci. – Mamusiu – zapytał w ten swój słodki, ale poważny sposób – dlaczego wyciągnęłaś walizkę?
Rebecca próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła wymyślić dobrego wyjaśnienia.
– To moja walizka, kolego – wtrącił się Jeffrey, kucając do poziomu Samuela. – Tatuś musi wyjechać w delegację na kilka dni. Będziesz grzeczny dla mamusi, kiedy mnie nie będzie, dobrze?
Samuel pokiwał posłusznie głową i powiedział: – Dobrze.
Jeffrey zmierzwił mu włosy i odparł: – To mój grzeczny chłopiec.
Samuel spojrzał w stronę Andrei i zapytał: – Kto to jest?
– To asystentka tatusia – powiedział gładko Jeffrey bez wahania – i jedzie ze mną w podróż służbową.
Uścisk Rebecci na rączce walizki zacisnął się bezwiednie, choć jej wyraz twarzy pozostał idealnie opanowany.
Jeffrey wstał i naturalnym ruchem wziął od niej walizkę, całując ją w usta w swój zwyczajny sposób. – Wychodzę teraz. Zadzwoń, jeśli będziesz tęsknić, dobrze?
Zwalczając dyskomfort, Rebecca zdobyła się na sztywną odpowiedź: – Zrozumiałam.
– Bądź grzeczna – mruknął Jeffrey, zakładając jej kosmyk włosów za ucho. Jego palce przesunęły się wzdłuż jej szczęki, zanim zatrzymały się na płatku ucha. – Czekaj na mnie.
– Powinieneś się pospieszyć i już iść, bo spóźnisz się na samolot – ponagliła go Rebecca.
Nie mogła znieść bycia blisko niego ani sekundy dłużej. Chciała tylko, żeby zniknął.
Zauważając jej dyskomfort, Jeffrey pochylił się i ponownie dał jej szybki, celowy pocałunek, po czym odsunął się – zbyt szybko, by zdążyła zareagować.
Zanim podniosła wzrok z gniewem w oczach, on już wychodził z jej walizką, a Andrea podążała tuż za nim.
– Mamusiu – powiedział cicho Samuel, gdy wychodzili.
Rebecca odsunęła swoje uczucia na bok i zwróciła się do niego spokojnie. – O co chodzi, kochanie?
Samuel zaczął coś mówić, ale potem zawahał się, zanim odezwał się ponownie. – Jest pora lunchu. Powinniśmy iść coś zjeść?
– Oczywiście – odpowiedziała Rebecca z łagodnym uśmiechem.
Podczas posiłku myśli Rebecci wciąż wracały do tego, co właśnie się wydarzyło.
"Okłamał Samuela bez mrugnięcia okiem. Czy on naprawdę nie martwi się, że powiem Samuelowi o jego romansie? I dlaczego całował mnie w ten sposób, skoro ewidentnie spotyka się z kimś innym?" – pomyślała.
Wtedy coś ją tknęło – zabrał jej walizkę ze wszystkimi ważnymi dokumentami w środku, w tym paszportem i prawem jazdy, których stale używała.
Chwyciła telefon i napisała do niego: [Kiedy zamierzasz zwrócić moją walizkę?]
Jeffrey zobaczył wiadomość, ale nie odpowiedział. Prawie godzinę później przyszła kolejna wiadomość.
Spodziewał się, że to znowu Rebecca go ponagla, ale była to wiadomość głosowa od Samuela.
– Tatusiu, ta pani z wcześniej... ona nie była tak naprawdę twoją sekretarką, prawda? – powiedział Samuel.
Jeffrey zamarł na to niespodziewane pytanie. Jego palce poruszyły się, by odpisać, ale potem się zawahał. Powiedział Samuelowi, że wyjeżdża w delegację, co oznaczało, że jego syn spodziewał się, iż będzie w samolocie, daleko poza zasięgiem.
Samuel czekał w swoim pokoju, z oczami przyklejonymi do telefonu. Odpowiedź od Jeffreya byłaby wszystkim, czego potrzebował jako dowodu – jego ojciec wciąż był w mieście, a podróż służbowa była kłamstwem.
Ale Jeffrey był w końcu jego ojcem, zbyt sprytnym, by popełnić tak prosty błąd.
Tymczasem, po odczekaniu kilku godzin bez żadnej odpowiedzi, Rebecca w końcu zdecydowała się do niego zadzwonić.
W chwili, gdy połączenie zostało odebrane, zanim zdążyła w ogóle przemówić, rozległ się głos Andrei: – Jeffrey, skończyłam brać prysznic.
– Idź i odpocznij. Muszę odebrać – powiedział Jeffrey do Andrei, a jego ton złagodniał w sposób, który wydał się Rebecce niezwykle czuły.
















