Kamerdyner, Victor, powitał Rebeccę ze swoją zwyczajową formalnością, mówiąc: – Witaj w domu, pani Hanson.
Zarówno Jeffrey, jak i Andrea podnieśli wzrok na jej wejście. Kiedy Andrea zobaczyła Rebeccę, zawahała się przez chwilę, zanim zaoferowała ciche powitanie. – Cześć, Rebecco.
Rebecca ruszyła prosto w stronę schodów, nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem. Obawiała się, że patrzenie w ich stronę może spowodować, iż straci panowanie nad nerwami.
Głos Jeffreya zabrzmiał chłodno i z dystansem, gdy zapytał: – Nie słyszałaś, jak Andrea cię wita? Czy po prostu nie stać cię na podstawową uprzejmość, panno Jensen?
Rebecca zatrzymała się gwałtownie na dźwięk tego, jak ją nazwał.
Odwróciła się do nich z wyraźnym sarkazmem w głosie, mówiąc:
– Jawnie prowadzicie swój romans w naszym domu, a mimo to oczekujesz, że będę dla was miła?
Jeffrey odpowiedział z celowym spokojem: – To jest mój dom i będę się tu zachowywał tak, jak sobie życzę. Jeśli uważasz tę sytuację za nie do przyjęcia, możesz wyjść.
Dłonie Rebecci zacisnęły się mocno w pięści wzdłuż ciała, gdy usłyszała jego słowa.
Choć wiedziała, że jego serce należy do innej, usłyszenie od niego tych okrutnych słów było jak przekręcanie noża w piersi.
To on mówił jej, że to jest jej dom, że wszystko, co posiada, jest również jej.
– Jeffrey, ona wciąż jest twoją żoną – powiedziała Andrea, próbując mediować. – Nie sądzisz, że to zbyt surowe?
– Dałem jej szansę, ale ją odrzuciła – powiedział Jeffrey do Andrei, patrząc prosto na Rebeccę.
Rebecca odwzajemniła jego spojrzenie, a żadne z nich nie zamierzało ustąpić ani pójść na kompromis.
– Rebecco, dlaczego po prostu nie przeprosisz Jeffreya? – zasugerowała Andrea, subtelnie pogarszając sprawę. – Zależy mu na tobie zbyt mocno, by długo się gniewać.
– Nie potrzebuję, żebyś mówiła mi o wyprowadzce – warknęła Rebecca, całkowicie ignorując Andreę. – To miejsce cuchnie oszustem i jego wstrętną kochanką, a ja nie zostanę tu ani chwili dłużej niż to konieczne.
Po wypowiedzeniu tych słów odwróciła się i poszła szybko na górę. Jej tempo przyspieszało z każdym krokiem, jakby próbowała uciec od czegoś obrzydliwego.
Drzwi zatrzasnęły się z głośnym hukiem, który odbił się echem po domu.
Gdy znalazła się w pokoju, natychmiast wzięła walizkę i zaczęła pakować swoje rzeczy. Wiedziała, że słowa Jeffreya miały na celu bardziej sprowokowanie jej niż faktyczne wypędzenie, ale po prostu nie mogła dłużej tolerować tej sytuacji.
Po zebraniu ważnych dokumentów udała się do garderoby.
Zatrzymała się na chwilę, patrząc na niezliczone ubrania, torebki i biżuterię, po czym skierowała się prosto do sekcji z biżuterią.
Pilnie potrzebowała pieniędzy, a sprzedaż tych przedmiotów rozwiązałaby jej natychmiastowy problem.
Zanim zdążyła w ogóle wyciągnąć te rzeczy, do pokoju wszedł Jeffrey z Andreą.
– Rebecco, jak możesz tak nieostrożnie obchodzić się z tymi cennymi klejnotami? – zapytała Andrea, a jej oczy wypełniła zazdrość, gdy patrzyła na liczne limitowane edycje i egzemplarze robione na zamówienie. – Planujesz je sprzedać?
– To nie twoja sprawa – odpowiedziała chłodno Rebecca.
Andrea zerknęła na Jeffreya, po czym kontynuowała: – Ale Jeffrey ci to wszystko dał. Jak możesz to sprzedawać?
– To nie twój problem – odparowała Rebecca, a jej gniew wezbrał.
Słysząc to, Jeffrey w końcu przerwał milczenie chłodną uwagą. – Nigdy nie wziąłbym cię za złodziejkę, panno Jensen.
Dłonie Rebecci zamarły w połowie ruchu na słowo „złodziejka”.
Jeffrey utrzymywał wzrok utkwiony w Rebecce, gdy zapytał: – Gdybym wezwał policję, jak myślisz, ile lat spędziłabyś w więzieniu?
– Nawet nie jesteśmy jeszcze po rozwodzie – odcięła się Rebecca – a ty dałeś mi te rzeczy. Jak to w ogóle można uznać za kradzież?
Jeffrey podszedł bliżej, a jego głos był zwodniczo łagodny, gdy rzucił wyzwanie: – Jak dokładnie planujesz udowodnić, że były to prezenty, a nie po prostu przedmioty z mojej kolekcji?
Rebecca stała oszołomiona, gdy dotarła do niej prawda – on nie pozwoli jej zabrać niczego z tego domu i jest zdeterminowany, by pozostawić ją bez wyjścia.
– Weź na razie, co chcesz – powiedział Jeffrey, nie pozostawiając miejsca na kompromis – ale w dniu sfinalizowania rozwodu zgłoszę włamanie.
Jej serce czuło się całkowicie złamane, gdy wyszeptała przez drżące usta:
– Czy naprawdę musisz być taki okrutny?
– Chcę po prostu, żebyś zrozumiała, że twoje życie beze mnie się rozsypie – powiedział Jeffrey, górując nad nią, po czym dodał z zimną drwiną: – Chociaż jeśli jesteś tak zdesperowana, by coś sprzedać, żeby przeżyć, zawsze możesz poprosić Andreę o zgodę.
Andrea wskazała na siebie ze zdziwieniem i zapytała: – Mnie?
– To będzie twój dom, więc masz pełne prawo decydować, co tu zostaje – powiedział Jeffrey do Andrei, choć jego oczy pozostały utkwione w Rebecce, milcząco przekazując konsekwencje buntu.
Rebecca zacisnęła dłonie w pięści, gdy zalało ją głębokie poczucie upokorzenia.
– Byłoby w porządku, gdyby Rebecca chciała zatrzymać kilka sztuk na pamiątkę lepszych czasów – zauważyła Andrea, wprawnie dolewając oliwy do ognia. – Ale sprzedawanie twoich prezentów? To jak plucie na twoje uczucia. Osobiście wolałabym głodować, niż zdradzić czyjąś miłość w ten sposób.
Jeffrey przeniósł wzrok na Rebeccę i zapytał: – Słyszałaś to?
W odpowiedzi Rebecca rzuciła trzymaną w dłoniach biżuterię na podłogę, powodując głośny brzęk.
Następnie odwróciła się i odeszła, nie zaszczycając żadnego z nich kolejnym spojrzeniem.
– Dlaczego Rebecca tak się zdenerwowała? – zastanawiała się na głos Andrea, przygryzając wargę z udawanym poczuciem winy. – Czy coś, co powiedziałam, ją zdenerwowało? Powinnam iść przeprosić?
– To nie będzie konieczne – odparł Jeffrey.
Andrea zaczęła mówić, ale potem się zawahała. – Ale...
– Idź zobaczyć, czy jest coś, co ci się nie podoba, a każę to usunąć – powiedział czule Jeffrey, mierzwiąc jej włosy. – Od teraz wszystko tutaj należy do ciebie.
– Dziękuję, Jeffrey – powiedziała Andrea, obejmując go.
Rebecca zauważyła tę scenę kątem oka.
Mimo że wiedziała, iż ta dwójka jest w związku i będzie dzielić intymne chwile, widok jego traktującego Andreę z taką czułością i afektem wciąż sprawiał, że jej serce bolało.
Zwykł mawiać, że ona jest tą, którą kocha najbardziej, że jest jego wyjątkiem i ulubioną osobą. Ale teraz to wszystko zniknęło.
– Wciąż nie skończyłaś się pakować? Czyżbyś nie chciała wyjeżdżać? – zapytał Jeffrey, podchodząc do niej i patrząc na nią z góry.
Rebecca zamknęła stanowczo walizkę i powiedziała:
– Po prostu zastanawiałam się, jak idealnie dobry człowiek może zmienić się w śmiecia.
– Znalazłaś odpowiedź, której szukałaś? – zapytał.
– Znalazłam – odpowiedziała.
Jeffrey rzekł chłodno: – W takim razie muszę cię prosić o opuszczenie domu. Nie jesteś tu już mile widziana.
Rebeccę kusiło, by zapytać, czy nie martwi się, że ona zostanie i nigdy nie da mu rozwodu, zmuszając Andreę do pozostania jego sekretną kochanką na zawsze, ale wtedy zdała sobie sprawę, że dokładnie tego on chciał.
Jeffrey powiedział w swoim typowo prowokującym stylu: – Nie ma potrzeby pakować rzeczy Samuela. Każę je dostarczyć, gdy znajdziesz nowe miejsce. Miejmy nadzieję, że do tego czasu nie uciekniesz się do ich sprzedaży, by pokryć koszty leczenia matki.
– Nie każdy działa bez zasad tak jak ty – odparowała Rebecca.
Jeffrey podszedł bliżej, pochylając się, aż została uwięziona pod ścianą, i powiedział: – W takim razie będę obserwował, jak dobrze radzisz sobie sama.
Rebecca odpowiedziała mu wściekłym spojrzeniem i miała go właśnie odepchnąć, gdy Andrea wyszła z garderoby.
Uśmiech Andrei natychmiast zniknął, gdy zobaczyła, jak blisko siebie stoją. Zmartwiona, że Jeffrey może zauważyć jej zazdrość, wymusiła swobodny ton. – Jeffrey.
– O co chodzi? – zapytał Jeffrey, zerkając na Andreę.
– Naprawdę podoba mi się tam wszystko. Masz coś przeciwko, żebym zatrzymała to w całości? – zapytała Andrea, a jej oczy na krótko powędrowały w stronę Rebecci.
Jeffrey wyprostował się, wyglądając na całkowicie niewzruszonego. – Jeśli ci się podoba, jest twoje. Nie musisz mnie pytać o zgodę.
– Ale pierwotnie kupiłeś to wszystko dla Rebecci. Czy to nie trochę nie w porządku, żebym to brała? – zapytała Andrea, wyglądając na szczerze rozdartą.
– Gdybyś naprawdę uważała, że to nie w porządku, nie powinnaś w ogóle o to pytać. Nie zgrywaj teraz niewiniątka – warknęła Rebecca, a jej twarz poczerwieniała z gniewu. – Już jesteś tą drugą. Przestań udawać, że obchodzi cię to, co wypada.
Oczy Andrei zaszkliły się łzami. – Jeffrey – szepnęła, próbując uzyskać od niego pocieszenie.
Postawa Jeffreya w jednej chwili stała się lodowata. Zrobił krok w stronę Rebecci, zmniejszając dystans, aż oddychali tym samym powietrzem. – Czy nikt ci nigdy nie powiedział, że to ta, której się nie kocha, jest w rzeczywistości tą trzecią?
Rebecca spojrzała w górę, oszołomiona, jakby nigdy nie słyszała czegoś tak popieprzonego.
















