Do środka wkroczył młody mężczyzna w drogim garniturze, otoczony wianuszkiem towarzyszy. Z jedną ręką w kieszeni i wzrokiem leniwie błądzącym po sali, emanował pewnością siebie i poczuciem wyższości.
Idący za nim ludzie szczerzyli się do niego niczym gorliwe sługusy.
Jeden z nich powiedział: „Panie Kendall, tędy, proszę. Jesteśmy naprawdę zaszczyceni, że gościmy pana na naszej rocznicy. Pan Smith
















