– Niech mnie bierze na cel, ile chce – zadrwił Ian. Nigdy się nikogo nie bał. – Nie roztrząsaj tego, po prostu żyj normalnie.
– Ian – Rebecca zmarszczyła brwi, martwiąc się, że jest lekkomyślny.
– Myślisz, że wróciłem tylko dla siebie? – Ian nie odrywał wzroku od drogi, jedną ręką lekko trzymając kierownicę. – Mam ścisłe rozkazy od Jessiki. Gdybym zostawił cię z tym samą, rzuciłaby się na mnie z n
















