W Willowcrest jesteś albo biedny, albo bogaty, panem albo sługą. Rodzina Mii Turner cieszyła się złą sławą – nie z powodu bogactwa, ale z samej niesławy. Jej matka, Mary Turner, była znaną karierowiczką i oszustką, znaną z poślubiania bogatych mężczyzn i rozwodzenia się z nimi, gdy tylko skończyły się ich pieniądze. Jej najstarsza siostra, Lily Turner, i druga siostra, Anna Turner, spędzały dnie w strojach pokojówek, a noce otwierając nogi dla bogatych bachorów z Willowcrest. A potem był Ethan Turner, jej brat, który dostarczał narkotyki zepsutej elicie z sąsiedztwa. Turner. To nazwisko podążało za Mią jak cień, wciągając każdą odrobinę szacunku, na który mogła kiedykolwiek mieć nadzieję, prosto do rynsztoka. To było nazwisko, które wiązało się ze wszystkimi złymi skojarzeniami, od którego pragnęła uciec. „Jesteś Turnerem. Nie masz nic do powiedzenia.” „Och, jesteś Turnerem? Nieważne.” „Dziewczyno, jesteś Turnerem.” „Nie Turner to mówi.” Mia tego nienawidziła. Chciała innego życia, innej drogi i niczego więcej, jak tylko zaoszczędzić wystarczająco dużo pieniędzy, dostać się na studia i opuścić to przeklęte sąsiedztwo na dobre. Zdobycie pracy w Casa Lounge było jej pierwszym krokiem w kierunku tego marzenia. Casa Lounge to najbardziej ekskluzywne miejsce relaksu w Willowcrest, gdzie bogaci przychodzili, by obnosić się swoimi pieniędzmi, a biedni, by im służyć. To tam złoci chłopcy z sąsiedztwa spędzali wieczory, udając, że rządzą światem. A co najważniejsze, dobrze płaciło. Wszystko wydawało się w końcu układać na swoim miejscu – aż jej życie stanęło na głowie. Zaczęło się tej nocy, gdy Alexander Blackwell, najbogatszy chłopak w Willowcrest, wszedł w jej życie z propozycją. „M-m-masz d-d-dziewczynę” – wydukała, nie mogąc uwierzyć w to, o co ją prosi. Okay, tak, Mia kiedyś podkochiwała się w Alexandrze. Kto nie? Chłopak miał twarz wyrzeźbioną przez samych bogów – wysoki, przystojny, z przeszywającymi oczami, które zdawały się patrzeć na wylot. Jego tajemnicza, ponura postawa i niezaprzeczalny urok sprawiały, że był marzeniem każdej dziewczyny w Willowcrest. Ale Mia dawno zaakceptowała rzeczywistość: miała większe szanse zostać prezydentem niż kiedykolwiek zostać przez niego zauważoną. „Ile?” – zapytał, jego głos był spokojny, prawie znudzony. „Słucham?” – Mia zamrugała, a w jej wnętrzu wirowało pomieszanie i niedowierzanie. „Ile za chodzenie ze mną na randki?”

Pierwszy Rozdział

Mia Turner stanęła jak wryta w wejściu do salonu, kurczowo ściskając pasek swojej torby do pracy. Jej siostra, Lily, przerwała jej przygotowania do wyjścia, upierając się, że matka ma do omówienia coś ważnego. – Mia, siadaj – rozkazała matka, Mary Turner, rozłożona na zniszczonej kanapie niczym królowa przyjmująca audiencję. Jej jaskrawoczerwona szminka gryzła się z wyblakłym różem na policzkach, a wypielęgnowane paznokcie stukały o kieliszek z winem. – Czy to nie może poczekać? Mam pracę – odpowiedziała Mia, a jej głos był napięty. – Nie mogę sobie pozwolić na kolejne spóźnienie. Matka uniosła brew. – Pracę? Masz na myśli zabawę w służącą dla tych bogatych snobów w Casa Lounge? Błagam cię. Mia ugryzła się w język. Wiedziała, że nie powinna dawać się sprowokować. Potrzebowała tej pracy. Casa Lounge to nie była tylko wypłata; to była jej deska ratunku, pierwszy krok w planie zaoszczędzenia wystarczającej kwoty, by opuścić Willowcrest i zostawić za sobą piętno bycia Turnerówną. Ethan, jej starszy brat, siedział zgarbiony w kącie, przewijając coś na telefonie. Jego obojętność wobec rodzinnego chaosu była niemal godna podziwu. Przynajmniej trzymał się z dala od niekończących się kłótni. – O co chodzi, mamo? – zapytała Mia, tracąc cierpliwość. Usta Mary wygięły się w uśmiechu. – Mamy dobre wieści. Mia zamrugała sceptycznie. – Dobre wieści? – Tak! – wtrąciła się Lily, najstarsza z sióstr, dosłownie promieniejąc z ekscytacji. – Dostałam złote zaproszenie na Przyjęcie Jednorożca w Willowcrest! Mia zamrugała ponownie, tym razem wolniej, próbując przetworzyć, w jaki sposób ma to być dobrą wiadomością. Przyjęcie Jednorożca – najbardziej ekskluzywne, przesadzone wydarzenie dla bogatych i wpływowych – było dla niej tak odległe jak księżyc. – I to jest dobra wiadomość… w jaki sposób? – zapytała Mia, szczerze zdumiona. – Chociaż udział w nim będzie miły – mruknął Ethan, nie odrywając wzroku od telefonu. – Miły?! – głos Lily wzniósł się o oktawę. – Masz pojęcie, co to oznacza? Będą tam najbogatsi kawalerowie świata! To jest to! – A jak twoje nazwisko znalazło się na liście? – zapytała Mia tonem ostrzejszym, niż zamierzała. – Znajomości – powiedziała Mary z samozadowoleniem, kręcąc winem w kieliszku. Mia nie chciała wnikać, o jakiego rodzaju „znajomości” chodziło jej matce. Wiedziała, że odpowiedź nie byłaby przyjemna. – Dobra, więc Lily idzie na jakąś wytworną imprezę. Co to ma wspólnego ze mną? – zapytała Mia, sprawdzając godzinę na telefonie. Naprawdę nie mogła się spóźnić. Mary pochyliła się do przodu, zniżając głos do spiskowego szeptu. – To nasza szansa, Mia. Lily musi tylko wpaść w oko odpowiedniemu mężczyźnie. Miliarderowi. Komuś, kto może odmienić życie nas wszystkich. Mia powstrzymała chęć przewrócenia oczami. Oczywiście, to był kolejny z planów matki. Wszystko w życiu Mary Turner kręciło się wokół uganiania się za bogatymi mężczyznami, a jej córki nie były tu wyjątkiem. – Cieszę się szczęściem Lily – powiedziała Mia beznamiętnie, wstając do wyjścia. – Gratulacje i powodzenia na przyjęciu. Muszę iść. – Siadaj, Mia – warknęła Mary, a jej ton stał się ostry. – Nie mogę się spóźnić… – Siadaj! Niechętnie Mia opadła z powrotem na kanapę, zerkając na zegar na ścianie. Już miała bardzo mało czasu. – Słuchajcie, wszyscy wiecie, jak bardzo cierpimy i co straciliśmy po tym, jak ten stary bydlak wpakował mnie do więzienia. To jedyna w życiu okazja, która na zawsze odmieni nasz los. – Co mnie to w ogóle obchodzi? Czy zaproszono całą rodzinę? – Chciałabyś… – prychnęła Lily. – Nikt nie zaprosi cię na taką imprezę z taką twarzą. Ethan zachichotał, ściągając na siebie spojrzenia. – Lily, przestań udawać, jakby Mia nie była najładniejsza w tej rodzinie – powiedział Ethan, wciąż wpatrzony w telefon. – Fuj, nie mów tak, jesteś moim bratem – uśmiechnęła się Mia, zawsze próbując zaleźć bratu za skórę. – Czy wspomniałem, że jest też najgłupsza? – Staram się. – Wystarczy, oboje – skarciła ich Mary. – Mamo, naprawdę muszę iść do pracy, cokolwiek to jest, mnie najwyraźniej nie dotyczy. – Zawsze mówisz o tym z taką dumą, jakby to była prawdziwa praca? – rzuciła Anna, średnia siostra, ze złośliwym śmiechem. – Przynajmniej coś robię! – warknęła Mia. Zanim kłótnia zdążyła się zaognić, telefon Mary zawibrował. Sprawdziła ekran, a na jej twarzy pojawił się chytry uśmieszek. – Ta sama pora, to samo miejsce, Barry? Będę – powiedziała do słuchawki głosem ociekającym uwodzicielstwem. Mia poczuła falę obrzydzenia. Nie musiała zgadywać, o co chodziło. To były typowe interesy jej matki – zabawianie jakiegoś zamożnego mężczyzny w zamian za gotówkę, prezenty lub przysługi. Rozłączywszy się, Mary ponownie skupiła uwagę na Mii. – Chodzi o to, że wszyscy musimy się dołożyć, żeby zapewnić twojej siostrze wszystko, czego potrzebuje na to przyjęcie. Ty również. – To niedorzeczne, mamo! Nie liczcie na mnie – powiedziała Mia stalowym głosem. Oczy Mary zwęziły się. – Nie bądź samolubna, Mia. To dla dobra rodziny. – Nie mam pieniędzy. – Masz – pospieszyła z odpowiedzią Anna. – Odkładasz mnóstwo kasy na studia. – Jak powiedziałaś: na studia. – To ważniejsze niż studia, a mówiłam ci tysiąc razy, że jesteś Turnerówną i studia to nie twoja sprawa – rzuciła Mary, sprawdzając telefon. – A ja mówiłam milion razy, że nie jestem taka jak ty! Nie chcę być taka jak ty, nie chcę siedzieć i czekać, aż jakiś bogaty facet przyjdzie odmienić moje życie. – Więc myślisz, że jesteś od nas lepsza? – O mój Boże! Wychodzę. Lily, jestem pewna, że sama sobie poradzisz, a jeśli już zdobędziesz tego swojego miliardera, chłopaka czy męża, pamiętaj, żeby nie dawać mi ani grosza z jego pieniędzy. Mia chwyciła torebkę i ruszyła do drzwi. Studia w innym kraju były jej drogą ucieczki; nikt nie zrujnuje jej tego planu. Nie pragnęła niczego bardziej, niż opuścić to miasto i wymazać ze swojej egzystencji przeklęte nazwisko, które nosiła. – Och, jesteś Turnerówną, nieważne. – Jesteś Turnerówną, nie masz nic do gadania. – Dziewczyno, jesteś Turnerówną. – Jesteś Turnerówną, zamknij się i rozkładaj nogi. – Nie zgrywaj skromnisi, będąc Turnerówną.

Odkryj więcej niesamowitych treści