Sprzedana jako rozpłodowa króla Alfy

Sprzedana jako rozpłodowa króla Alfy

Autor: Nova Blythe

Rozdział 3: Nigdy już nie wrócisz
Autor: Nova Blythe
24 lip 2025
"To niewinne dziewicze ciało wkrótce znajdzie się pod najbardziej bezlitosnym z Alf. Czy naprawdę myślisz, że spojrzy na ciebie jak na służącą i nie zapragnie cię przelecieć i usłyszeć twój krzyk? Ja już tego chcę i nie wiem, czy powinienem cię puścić bez spróbowania cię najpierw." Słowa Dereka wyrwały mnie ze wspomnień. Wciągnął zapach moich włosów i lekko jęknął. Łzy znów groziły spłynięciem po mojej twarzy. "Nie możesz," wyszeptałam ochryple. "Wpadniesz w kłopoty, a nie chcemy tego tutaj." Straciłam wszystko. Nie mogłam pozwolić mu zabrać mi i cnoty. "Kłopoty... Nie boję się go, Rosalie." Zaśmiał się w sadystyczny sposób, ale jego zachowanie zdradzało jego strach. Wpatrywał się we mnie, po czym brutalnie mnie odepchnął. "Teraz pospiesz się i spakuj swoje gówno." To nie tak, że miałam dużo do spakowania. Jedynymi ubraniami, jakie miałam, były te kilka roboczych mundurków, które dostałam do pracy, para legginsów od starej przyjaciółki i kilka t-shirtów z zespołami. Nie wystarczyło nawet, żeby wypełnić moją małą walizkę. "Jestem gotowa." Moje słowa były ledwo słyszalne, ale Derek obserwował mnie z progu i wiedziałam, że mnie zrozumiał. Musiałam znaleźć stąd wyjście. Derek obserwował mnie zbyt uważnie. Musiałam uciec. Ale Derek nie zadał sobie trudu, by cokolwiek więcej powiedzieć, gdy odsunął się i pozwolił mi przejść obok niego. Podniosłam torbę i ruszyłam w stronę schodów – ale nie zanim wykorzystał okazję, by klepnąć mnie w tyłek. Zamarłam w tym momencie i zaczęłam na wpół biec przed nim. "Dlaczego biegniesz? Tak bardzo chcesz zobaczyć swojego nowego pana, ty dziwko? Zwolnij." Derek również przyspieszył kroku, goniąc mnie. Wyciągnął rękę, próbując złapać mnie za ramię. Starałam się utrzymać dystans i zerknęłam kątem oka. "Derek... proszę, nie." Spojrzał na mnie zabójczym wzrokiem, od którego przeszły mnie ciarki. Zamierzał mnie uderzyć. "Śmiesz mi, kurwa, mówić, co mam robić?!" krzyknął. Skuliłam się, przygotowując się na cios, ale on nie nadszedł. Derek zacisnął pięści, ale z wielkim wysiłkiem powstrzymał się. Byłam ciekawa, co go powstrzymało, kiedy zauważyłam, że nasza rozmowa przyciągnęła uwagę tłumu na dole, w holu. W cieniach słabo oświetlonego holu stali mój ojciec, Isis i mężczyzna, którego nie mogłam dokładnie rozpoznać. Był bardzo wysoki, a uczucie, jakie wywoływał, mnie onieśmielało. Obok niego stało dwóch innych, ukrytych w cieniach. Nie poruszali się i wszystko, co widziałam, to sylwetki ich postaci. Gdy ogarnęłam wzrokiem tę scenę, usłyszałam beztroską melodię Isis: "Czyż ona nie wygląda pięknie? Długo się szykowała, żeby być idealną na twoje przybycie, Talon." Beta przede mną zdawał się nie dbać o to, co miała do powiedzenia moja macocha. Od momentu, gdy go zobaczyłam, jego oczy nie opuszczały moich. "Zrób, jak ona powiedziała." Przywódca grupy skierował swój rozkaz do Dereka. Nie był głośny ani niegrzeczny, ale wszyscy w pokoju usłyszeli go wyraźnie i miałam wrażenie, że nikt nie odważyłby się mu sprzeciwić. "Dlaczego ona ma siniaki?" Głos Talona był głęboki i wprawił mnie w nerwowość. "Spadła ze schodów wcześniej, mając na sobie te urocze nowe szpilki, prawda, Rosalie?" Spojrzałam na Isis i mojego ojca i zobaczyłam ich surowe spojrzenia. "Tak, schody. Przepraszam..." zająknęłam się, po czym spojrzałam z powrotem na Talona. Proszę, uwierz w to kłamstwo, pomyślałam. Proszę, uwierz w to. "Schody?" Nie wydawał się wierzyć w to, co mówiliśmy i, szczerze mówiąc, ja też bym w to nie uwierzyła, gdybym była na jego miejscu. "Tak, schody. Może usiądziemy wszyscy i porozmawiamy o kilku sprawach." Mój ojciec próbował nawiązać rozmowę, ale sądząc po wyrazie twarzy mężczyzny przede mną, wątpiłam, czy będzie to długa rozmowa. "Nie, nie potrzebujemy dalszej dyskusji. Omówiliśmy już sytuację przez telefon." "Cóż, Isis przygotowała małą kolację dla ciebie i twoich wspólników. Musisz być wygłodzony po podróży..." "Nie. Nie będziemy jeść." Wtedy Talon skinął na mnie, gestem nakazując mi podejść bliżej. "Ruszaj się," warknął Derek za mną. Zawahałam się, zanim zrobiłam krok naprzód w kierunku nowo przybyłych. Starałam się ze wszystkich sił nie płakać i czułam się zamrożona w miejscu. Ale wiedziałam, że nie mam wyboru. Klepnięcie w tyłek spowodowało, że lekko podskoczyłam, a jednocześnie straciłam równowagę i zaczęłam spadać ze schodów. Wydałam okrzyk. Jaka byłam głupia, wydając takie odgłosy przed gośćmi... Byłam skończona. Nigdy jednak nie uderzyłam o podłogę. Zamiast tego znalazłam się w ramionach głównego gościa. Zanim zdążyłam przetworzyć to, co się stało, szybko postawił mnie na podłodze. Upewnił się, że odzyskałam równowagę, skinął mi głową i puścił mnie. Ocalił mnie? "Dzię... dziękuję!" Udało mi się uśmiechnąć. "Proszę bardzo, panno Rosalie..." Nie uśmiechnął się, ale po jego tonie poznałam, że nie ma złych zamiarów. Łup! Usłyszałam trzask, a po nim krzyk Dereka. "Arghhhhhhh!" Co się właśnie stało? Odwracając się, zobaczyłam Dereka na dole schodów. Jedna z ciemnych, enigmatycznych postaci biła go i wyglądało na to, że na śmierć. Krew pokrywała podłogę i usłyszałam kolejny zestaw krzyków dochodzących od Isis. "Proszę! Beta Talon, proszę, przestań!" zawołała, błagając mężczyznę obok mnie. Talon, Beta Drogomoru, pozostał niewzruszony. Cios za ciosem, Derek przyjmował bicie, które mu zadawano. Nie miał szans przeciwko tej osobie. Byli nieustępliwi. Krzyki Dereka stawały się coraz słabsze, podczas gdy Isis wciąż błagała Talona we łzach. Bez względu na to, jak bardzo Derek buntował się przeciwko Isis, wciąż był jej synem. Byłam przerażona. Nie lubiłam Dereka, ale jeśli będą kontynuować, może umrzeć. Spojrzałam w stronę Talona, niepewna, czy powinnam coś powiedzieć, żeby ich powstrzymać. Na szczęście, zanim zdążyłam się odezwać, Talon wydał rozkaz, obserwując rozwój wydarzeń. "Przestań." Postać zatrzymała się na chwilę, ale tylko po to, by czekać na dalsze instrukcje. "Weź jego rękę." "NIEEEE—!! Proszę! Nie róbcie mu tego. On nigdy więcej jej nie dotknie. Przysięgam!" Moja macocha klęczała, błagając Talona, by nie krzywdził Dereka dalej. Nie wydawał się dbać o to. A mój ojciec po prostu stał i patrzył. Mrożący krew w żyłach krzyk przyciągnął moje spojrzenie z powrotem do Dereka, a krew zgromadziła się wokół niego. Zdałam sobie sprawę, że jego ręka leżała na ziemi. Dopiero wtedy postać oddaliła się od Dereka i wróciła na swoje miejsce obok mężczyzny, który miał mnie zabrać. Odsunęłam się o krok od niego. Nie mogłam z nimi iść. Strach, który mnie ogarnął, nie był podobny do strachu, który odczuwałam, gdy chodziło o mojego ojca lub przyrodniego brata. Byłam przerażona o swoje życie. Nie ma mowy, żebym przetrwała tak bezlitosne okrucieństwo. Mój ojciec, on nie może mówić poważnie... Jak mógł mnie im wysłać? Isis upadła na ziemię, krzycząc. Następnie odwróciła się gwałtownie i ruszyła w moim kierunku. "To wszystko twoja wina, ty dziwko!! Zabiję cię!!!" Próbowała mnie złapać, ale Talon wystąpił naprzód i zagrodził jej drogę. Ona jednak nie przestała przeklinać. "Ty cipo! Gdyby nie to, że próbowałaś uwieść mojego syna, nic z tego by się nie wydarzyło!!" "Kontroluj swoją Lunę, Alfo," powiedział mężczyzna powoli, kierując wzrok na mojego ojca. "Isis, zabierz go do szpitala w watasze," to jedyne słowa, które wydobył z siebie mój ojciec. "Derek jest twoim synem, zrób coś... Harlandzie, nie możesz po prostu pozwolić, żeby go tak traktowali!!" Nigdy nie widziałam mojej macochy tak zdesperowanej. "DOSYĆ!" Mój ojciec jej przerwał. "Zabierz go do szpitala w watasze. Nie każ mi powtarzać tego po raz trzeci." Widziałam, jak twarz Isis zmieniła się z zaskoczonej na czerwoną, a potem bladą. Spojrzała na mojego ojca z niedowierzaniem. Kilka sekund później wstała, podniosła nieprzytomnego Dereka i jego rękę i wyszła z pokoju z dwoma wojownikami mojego ojca, nie mówiąc ani słowa więcej. Jej oczy, gdy mnie mijała, mówiły wszystko, bez słów opuszczających jej usta. Chciała mojej śmierci. "Przepraszam za kłopoty, Talon. Wygląda na to, że mój przybrany syn musi poznać swoje miejsce. Upewnię się, że to zostanie załatwione." Głos mojego ojca był teraz zupełnie inny. Wydawał się beztroski, a jednocześnie autorytatywny. "Rosalie!" Zawołał moje imię. Uwaga tłumu skupiła się z powrotem na mnie. Opuściłam głowę i nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Czy on naprawdę był moim ojcem? Myślałam, że mnie nie lubi, ponieważ przypominam mu moją matkę, ale co z Isis i Derekiem? Usłyszałam, jak mój ojciec kontynuuje: "Jak widzisz, Talon, ona jest piękna i bardzo uległa. Sprawia tyle radości. Aż boli patrzeć, jak moja córeczka odchodzi, ale ona tak bardzo tego chce." Skłamał! Ugryzłam wargi i zacisnęłam pięści. "Bardzo dobrze. Musimy już iść. Zapłata nadejdzie za kilka dni, gdy Alfa ją zobaczy." "Przepraszam... Myślałem, że otrzymamy ją po waszym przybyciu?" Spojrzałam na mojego ojca i poznałam, że się złości. Ale coś w nim się bało, zwłaszcza gdy zirytowane spojrzenie Talona zwróciło się ku niemu. Próbował pozostać uprzejmy wobec Talona. Nie pamiętałam, żeby mój ojciec Alfa kiedykolwiek był uprzejmy. "Tak, dla mojej watachy. Czy próbujesz renegocjować z Alfą?" powiedział Talon stanowczo. Mój ojciec szybko potrząsnął głową. "Nie, oczywiście, że nie. Tylko nieporozumienie. Zaufaj mi, rozumiem, jak to jest być Alfą. Upewnienie się, że umowa jest warta zachodu, jest zawsze ważne." "Tak. Tylko przypomnienie, Hartlandzie... Ona jest teraz własnością Alfy Ethana. Już do ciebie nie należy i nigdy nie będzie. Nigdy tu nie wróci, nigdy. Żywa czy martwa, należy do naszej watachy." Żywa czy martwa. Spojrzałam na mojego ojca, a jego oczy skierowały się ku mnie z lekkim wahaniem, zanim się uśmiechnął. "W porządku." Słowa mojego ojca odebrały mi jedyną nadzieję. "Dobrze. Musimy iść, już." Talon odwrócił się w moją stronę. "Potrzebujesz czegoś jeszcze? Czy to wszystko, co masz ze sobą zabrać?" Wiedziałam, że nie mam wyboru, jak tylko skinąć głową. "Bardzo dobrze. Chodźmy. Czeka nas długa podróż." Talon nie tracił czasu, odwracając się, by iść w kierunku samochodu. Dwa cienie obok niego przesunęły się na moje boki. Jeden krok, dwa kroki... Ruszyłam w stronę ich samochodu, ale z każdym krokiem stawałam się coraz bardziej przerażona i niepewna co do swojej przyszłości. Oglądając się na dom watachy z zewnątrz, próbowałam zachować obraz domu, którego kiedyś częścią była moja matka. Wstydziłaby się mojego ojca. "Nigdy tu nie wrócisz," powiedział Talon. Nie miałam jednak nic do powiedzenia. Nic, co mogłabym powiedzieć, niczego by nie zmieniło, więc jaki był sens? Zamilkłam i poszłam za nim do jego samochodu. Moje życie nie było już moje – ani nigdy nie będzie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3: Nigdy już nie wrócisz – Sprzedana jako rozpłodowa króla Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka