Soren zjawił się punktualnie z wielkim bukietem przepięknych, fioletowych bzów. – Już jestem! – powiedział, gdy otworzyłam drzwi. – Człowieku, jak dobrze cię widzieć! Pocałował mnie w policzek, a ja go przytuliłam, dziękując za kwiaty.
Zjedliśmy razem cudowną kolację, ale byłam rozkojarzona i wiedziałam, że to widzi.
Starałam się skupić na tym, co mówił, a on robił, co mógł, żeby mnie zabawić. Śmi
















