**Perspektywa Rosalie**
Deszcz znów się wzmógł, gdy Damian i ja biegliśmy wokół murów stolicy. Lało tak mocno, że ledwo widziałam, dokąd zmierzamy, ale nie spuszczałam go z oczu i zmuszałam nogi, by posuwały się naprzód.
Zawahanie się w tym momencie nie wchodziło w grę. Musiałam iść dalej dla dobra mojego dziecka i dla siebie.
Zgodnie z planem, najpierw musieliśmy wydostać się z Mirażu.
– Tędy – p
















