"Alpha!" Talon powitał mężczyznę z szacunkiem.
Olbrzymi, przepiękny mężczyzna odpowiedział mu prostym skinieniem głowy, emanując aurą, która krzyczała władzą.
Spojrzał w stronę Estrelli, która natychmiast wyciągnęła swój raport. "Alpha, panna Rosalie wciąż jest dość słaba, ale przy odpowiedniej opiece, powinna być w lepszej formie za dwa tygodnie."
Jego wyraz twarzy nie zmienił się, ale poruszył się, gdy mówiła.
On idzie w moją stronę!
Nigdy nie widziałam takiego ruchu—pełnego gracji i szybkiego, szybszego niż jakikolwiek wilk, jakiego kiedykolwiek spotkałam.
Tak szybkiego, że w mgnieniu oka znalazł się przy moim łóżku.
Lekki zapach piżma mnie otoczył. Ten ziemisty aromat przypominał mi las w deszczowy dzień i zastąpił zapach sterylnych chemikaliów na oddziale. Był chłodny, ale niemal psychodeliczny, zupełnie jak on.
Nie mogłam powstrzymać się od opuszczenia głowy. Przez szparę we włosach zobaczyłam jego czarne, skórzane buty, które zatrzymały się tuż obok mojego łóżka, z czubkiem buta skierowanym w moim kierunku.
Na pewno się na mnie gapi! Nie musiałam widzieć, żeby to wiedzieć.
"Podnieś wzrok," rozkazał.
Jego głos był głęboki, bardzo głęboki. Uderzył mnie i przesłał dreszcze przez całe moje ciało. Zatrzymawszy się na moment, zebrałam się w sobie.
W moim polu widzenia pojawiło się chłodne odbicie od jego metalowych spinek do mankietów. Jego dłoń już wyciągnęła się w stronę mojej twarzy. Jego palce były długie, ani masywne, ani zbyt szczupłe—po prostu idealne i pełne mocy.
O czym ja myślę? Rosalie, przestań skupiać się na niewłaściwych rzeczach!
W ciągu sekundy jego dłoń zacisnęła się na mojej brodzie, jego palce mocne i gorące, mocno naciskając—zmuszając moją głowę do podniesienia się.
Oczywiście nie był cierpliwym człowiekiem.
Czułam, jak moja twarz płonie, i byłam wdzięczna, że moje długie, luźne włosy wciąż w połowie zakrywały moją twarz.
"Spójrz na mnie," rozkazał ponownie.
Z lekkim wahaniem podniosłam oczy, żeby na niego spojrzeć.
Nie odważyłam się odmówić—nikt nie odważył się sprzeciwić jego rozkazowi.
Chłodne, białe światło oddziału rzucało wokół niego miękki blask i nie mogłam powstrzymać się od myśli, że wyglądał jak książę—królewski i przystojny.
Pomiędzy jego wyraźnie zarysowanymi, kruczoczarnymi brwiami widniała zmarszczka. Marszczył się, jakby był pełen niechęci do tego świata.
Gdy się pochylił, jego przeszywające, błękitne oczy wbiły się we mnie, jak sokół wpatrujący się w swoją ofiarę. Ja byłam tą ofiarą, drżącą, zastanawiającą się, czy w następnej sekundzie po prostu sięgnie po mnie i pochwyci, albo zabierze mnie prosto w pochmurne niebo, albo rzuci mnie na skaliste klify.
Drżąc w jego dłoniach, zapomniałam, jak oddychać. Jedynym dźwiękiem, jaki słyszałam, był szum spowodowany napływem krwi do moich bębenków usznych.
Kącikiem oka zobaczyłam, jak jego prawa ręka się poruszyła. Niemal instynktownie moje ciało napięło się i lekko się cofnęłam—spodziewałam się, że na mojej twarzy wyląduje policzek, tak jak zrobiłby to mój ojciec—ale powstrzymałam się, ponieważ wciąż pamiętałam jego rozkaz, żeby nie zamykać oczu.
Nie sprzeciwię mu się. Z trudem udało mi się utrzymać otwarte oczy.
Jednak policzek nigdy nie nadszedł.
Zamiast tego jego dłoń sięgnęła w górę, odgarniając włosy z mojej twarzy. Moje włosy łaskotały mnie w policzki i znów poczułam delikatny zapach jego piżma, który otaczał mnie jak kokon.
Obserwowałam, jak jego przeszywające, błękitne oczy skanują moje własne, jakby zapamiętywał każdy szczegół mojej twarzy.
W obliczu opresyjnej aury, te błękitne oczy były jak rozgniewane morze, gotowe w każdej chwili pochłonąć życie. Ale teraz, kiedy patrzył na mnie uważnie, fale gniewu opadły i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak piękną i czystą parę oczu miał.
Zatopiłam się w jego spojrzeniu. Cały strach i niepokój zniknęły—tylko czysty błękit w jego oczach był prawdziwy.
Przypomniało mi to czyste niebo, które widziałam, gdy byłam wysoko na huśtawce na moim podwórku. Miałam wtedy siedem lat, a śmiech mojej mamy i nieodstraszające nagany mojego ojca rozbrzmiewały w tle. Pamiętałam zapach trawy zabarwionej ziemią po porannej rosie…
Wszystko przepadło. Dawno przepadło.
Jednak kiedy wpatrywałam się w jego oczy… zobaczyłam swoje własne odbicie—bezradną dziewczynę, siedzącą na szpitalnym łóżku, ubraną w białą sukienkę, którą podarowała jej matka jako symbol szczęścia, zmuszoną do patrzenia w górę na swojego nowego pana, który kupił ją od jej ojca.
Chciałam płakać, ale nie mogłam.
Gdy jego skóra ponownie dotknęła mojej, musiałam stłumić jęk, który chciał ze mnie uciec. Nigdy wcześniej nie czułam tego uczucia w sobie.
Potem, jakby był czegoś pewien, puścił moją twarz i cofnął się o krok, po czym odwrócił się i odszedł.
Gdy się cofnął, zapach jego piżma opuścił mnie i wyciągnął z powrotem ze wspomnień, które przeżywałam.
"Alpha!"
To może być moja jedyna szansa, żeby go zapytać... Rosalie, powiedziałam sobie, musisz go zapytać!
Zebrałam całą swoją odwagę i zadałam pytanie, które mogło kosztować mnie życie.
"Alpha, czy pozwolisz mi odejść, kiedy odpracuję wystarczająco dużo, żeby spłacić pieniądze, które dałeś mojemu ojcu?" szybko wydukałam. "Będę ciężko pracować jako twoja służąca, albo przy każdym zadaniu, które mi zlecisz... Mogę..."
Byłam tak zaniepokojona, że klęczałam na szpitalnym łóżku, gotowa wybiec za nim za drzwi, jeśli będzie trzeba.
Na szczęście jednak zatrzymał się i odwrócił, unosząc brew. Wydawało się, że przetwarza to, co powiedziałam.
Nie musiałam się rozglądać, żeby wiedzieć, że wszyscy patrzyli na mnie, jakbym straciła rozum.
"Służąca?" Powtórzył do siebie.
Wpatrywał się we mnie przez chwilę, po czym wrócił. Poczułam, jak powietrze przesuwa się między nami, zanim usiadł obok mnie.
Wgniecenie od jego ciężaru na materacu sprawiło, że mimowolnie przesunęłam się nieco bliżej niego, a bliskość jego ciała sprawiła, że moje ciało zadrżało... ze strachu i pożądania.
To było takie dziwne—gdy odległość między nami się skróciła, chciałam być bliżej niego.
Chciałam, żeby został!
Moje serce biło jak szalone, a oddech stawał się szybszy. Strach, pociąg, niepewność, pożądanie... Wszystkie te emocje zmieszały się i zamgliły mój umysł.
"Czy twój ojciec ci nie powiedział?" wyszeptał. Jego głos był kojący, prawie łagodny.
Jednak, jakkolwiek łagodnie to mogło brzmieć… mój instynkt podpowiadał mi, że nie jest zadowolony.
"Powiedzieć co?" zapytałam niepewnie, nie wiedząc, czy chcę usłyszeć to, co zamierzał powiedzieć.
Głęboko w moim wnętrzu pojawiło się uczucie, które mówiło mi, że coś jest nie tak.
Nie wiedziałam wtedy, że to, co powie za chwilę, odbierze mi ostatnią nadzieję i marzenie.
"Jedyną pracą, jaką tu masz, jest urodzenie dziecka," odpowiedział.
Poczułam, jak moje ciało i moje emocje zamarzają.
Wpatrywał się we mnie, jego palce ponownie odgarnęły włosy z moich policzków, odsłaniając całą moją twarz.
"Będziesz hodowczynią... moją hodowczynią."
Hodowczyni. Słowo przetoczyło się przez mój umysł i próbowałam je zrozumieć.
Teraz rozumiałam jego spojrzenie - to, które zdawało się chcieć zapamiętać wszystkie moje szczegóły. Nie wynikało to z pożądania ani zainteresowania.
On badał towar, który właśnie kupił.
















