Nyxine:
Czułam, jak chłód kamiennej podłogi opuszcza moje ciało; z głuchym, trzaskającym hukiem uderzyłam w ścianę, lądując z dużą siłą na brzuchu.
Drżąc, przeniosłam wzrok na Zephyrina oblizującego wargi z niebezpiecznym błyskiem w oku.
– Szkoda, Prin. Jesteś taką piękną kobietą, a Vane rości sobie do ciebie prawa – warknął mrocznie Zephyrin, klękając u mego boku, z pogardliwym uśmiechem unosząc moje splątane włosy z zakrwawionej twarzy.
Jego ciemnoniebieskie oczy skanowały moje ciało z mrocznym pożądaniem, więżąc mnie w swoim mrocznym spojrzeniu, gdy jego wielka, zrogowaciała dłoń przesuwała się powoli po moim wpółnagim biodrze; czułam, jak jego długie, silne palce delikatnie ujmują moje ciało.
Ciężkie wirowanie w żołądku sprawiło, że doznanie to było jeszcze bardziej obrzydliwe, a moje serce gubiło rytm jak pieprzona skakanka.
– Ty.. jesteś.. naprawdę.. wyjątkowa. – Jego mroczny, głęboki, drewniany głos gwałtownie dźgnął mnie w serce, a wirowanie w brzuchu przybrało na sile.
Każdy palec poruszał się w zsynchronizowanym rytmie, gdy jego oczy stawały się ciemniejsze, bardziej wężowe; oblizywał wargi migoczącym, wężowym językiem z mrocznym pomrukiem w gardle. Pochylił się do przodu z gracją węża, kładąc dłoń o czarnych pazurach przed moją twarzą.
Panika i strach ulatywały z mojego drżącego ciała w chaotycznym rytmie krótkich oddechów, skupiłam się na długim, oślizgłym, rozwidlonym języku gładko migoczącym nad moim uchem z głośnym, syczącym szeptem.
Szalejące wirowanie w końcu wybuchło gorzką, piekącą w nozdrza, wyciskającą łzy białą, pastowatą pianą, połączoną z głośnym, gardłowym kaszlem.
SYYYYYYK!!!
Zephyrin odskoczył, gdy moje ciało wyrzuciło z siebie białą, pienistą wydzielinę o zgniłym zapachu, a ja dyszałam jeszcze ciężej, gdy moje ciało eksplodowało w ogniste inferno, przerywane falami lodowatych dreszczy.
Głośny krzyk odbił się głośnym echem, a ja uświadomiłam sobie, że pochodził ode mnie, gdy moje ciało szarpało się i wyginało w pozycjach, które można zobaczyć tylko w horrorach. Zephyrin uśmiechnął się ponuro, patrząc, jak moje ciało drży w gwałtownych spazmach. Vane wkroczył do celi z zaskoczoną miną i znieczulonym uśmieszkiem.
– Coś ty jej, do cholery, zrobił? – zaśmiał się mrocznie Vane, klękając obok mojego rzucającego się ciała i kładąc swój obrzydliwy palec na moim policzku.
– NIE DOTYKAJ MNIE!! – ryknęło z moich ust mrocznym warknięciem.
Cofnęłam się w szoku, że "to" właśnie ze mnie wyszło.
Vane stanął z tyłu w geście zwycięstwa, podczas gdy Zephyrin uniósł brwi z ciekawością po moim wybuchu.
– O-HO! Ona potrafi mówić. – Vane zaśmiał się jeszcze mroczniej, na co Zephyrin uśmiechnął się drwiąco, parskając śmiechem.
– Jakie jeszcze niespodzianki "mamy"? Humm… – Zephyrin oparł się plecami o ścianę, krzyżując swoje wielkie ramiona niczym pnie drzew na klatce piersiowej twardej jak głaz.
Vane zbliżył się ze złowieszczym uśmieszkiem, a jego oczy stały się czarniejsze niż onyks z jasnym, karmazynowym migotaniem. Źrenice jak u węża, gdy jego język przebijał powietrze, uśmiechał się półgębkiem, podczas gdy jego oczy wodziły po moim drżącym ciele.
Moje wnętrzności czuły się tak, jakbym została wrzucona do wrzącego garnka z wodą i okraszona soplami lodu zanurzonymi w kwasie.
– To jest "nowość". – Vane zaśmiał się z mrocznym sykiem, a jego palce powędrowały w górę moich zesztywniałych nóg, czując, jak wirowanie we mnie narasta w furii.
Zephyrin w ułamku sekundy złapał Vane'a za ramię, gdy z mojego ciała gwałtownie wytrysnęła biała, pienista wydzielina; słabo chwyciłam kamienną podłogę z każdym brutalnym atakiem kaszlu i dławienia.
Pamiętając to uczucie, gdy Draco i Lenore wywołali moją przemianę z… o nie.. nie, nie, nie. NIE!
– Ona się boi. – Zephyrin wziął głęboki wdech, a jego nozdrza rozszerzyły się z podniecenia, podczas gdy Vane uśmiechnął się mrocznie ze skrzyżowanymi ramionami na swojej szerokiej klatce piersiowej.
– No gówno prawda! – Krzyknęłam bezgłośnie, gdy moje ramiona szarpały się i wyginały wzdłuż tułowia, czując, jak moje kości i mięśnie przesuwają się i naciągają w ognistym przypływie wrzącego gorąca.
– Czekaj! Co się dzieje? – Zephyrin wskazał palcem z rozbawieniem, podczas gdy Vane z namysłem uniósł brew.
Gorąco stało się zbyt silne, a moja i tak już zamglona świadomość jeszcze bardziej się zagęściła.
– Kurwa! Nie jest gotowa. Zabierz ją stąd, zanim to się dokona. – warknął Vane, a jego pięść uderzyła w kamienną ścianę, zrzucając z sufitu kurz i drobne kamyki na podłogę.
Zephyrin kiwnął zdecydowanie głową, zgarniając mnie w ramiona na swoją spoconą klatkę piersiową i przerzucając mój na wpół przytomny tyłek przez ramię. Vane pomachał kpiąco, a moja świadomość ulatywała z każdym jego krokiem.
Silne uczucie mrowienia eksplodowało w moim ciele, ogarnięte ścianą lodowatego wiatru; poczułam rześkość górskiego powietrza.
– Na razie, Prin. – Zephyrin zaśmiał się mrocznie, gdy moje ciało poleciało do przodu w powietrze; czułam się nieważka, a zamarzający wiatr omiatał moje ciało.
Otworzyłam oczy na tyle, by dostrzec oddalające się gwiazdy, mrugające drwiąco, podczas gdy moje ramiona bezwładnie dryfowały w niewidzialnym wietrze. Uderzyłam w litą, stalową ścianę, a wszystko spowił mrok i silny uścisk przejmującego zimna.
~~~
– O mój Boże! Czy ona żyje? – cichy kobiecy głos przebił się przez gęstą ciemność, poczułam ciepło kojące moją zamarzniętą skórę na policzkach i czole.
– SZYBKO! ODPALAJCIE ŚMIGŁOWIEC! – Silne ramiona delikatnie pieściły moje wiotkie ciało, gdy mrok ponownie mnie ogarnął.
– Ile ona ma lat? Czternaście? – Zdalny głos odezwał się spokojnie, a przez moje ramię przeszył mnie ostry ból od ukłucia; poczułam rozgrzewającą stróżkę pełznącą po moim ramieniu… mrok.
Ciche pikanie, buczenie dziwnych maszyn, wirowanie z powrotem w dziwnym kocu ciemności.
– Biedactwo. Co ci się stało? – Cichy, delikatny głos przemówił do mnie, podczas gdy ciepły płyn delikatnie spływał po moim ciele; miękkie pociągnięcia za moje włosy, gdy ciepły płyn powoli mnie obejmował.
– Co to jest? – odezwał się kolejny, młodszy, cichy głos pełen ciekawości.
– To wizytówka. Jak ona znalazła się w jej włosach? – Starszy, delikatny głos odezwał się z cichym chichotem.
– Może oni ją znają? – Młodszy głos przemówił z jeszcze większą łagodnością.
– Może. Obsidian-Prime. – Starszy głos odezwał się, gdy na moim ciele ułożono miękką bawełnę; czułam się "przytulnie jak robaczek".
Ciemność…
Łapiąc powietrze…
– O MÓJ BOŻE! NYXINE! – Głos silnej kobiety zabrzmiał niczym krzykliwy szept, gdy ciepłe dłonie przesunęły się po mojej twarzy, ujmując mój policzek, podczas gdy pociągające nosem, mokre krople spływały po moim policzku.
– Draco, co jej się stało? – Głos kobiety załamał się ciężko pod wpływem emocji.
– Lekarz powiedział, że znaleziono ją u podnóża Summit-Apex na Ziemi Baffina, była mocno posiniaczona, miała kilka złamanych kości i była prawie martwa z powodu hipotermii. – głęboki, barytonowy głos odezwał się cicho, a ogromna fala ciepła spoczęła na moim ramieniu z łagodnym uściskiem.
– Nyxine, skarbie. Co się stało? – Głos kobiety przemówił miękko do mojego ucha, a jej palce przeczesały moje loki.
– Lenore, "Trojaczki". Nie mogą się dowiedzieć w taki sposób. – mężczyzna, Draco, odezwał się cicho z nutą smutku w swoim ciepłym, barytonowym głosie.
– I tak są już wrakami. To by ich zdewastowało. – kobieta, Lenore, przemówiła z ciężkim wybuchem łkań.
– Musi odpocząć, załatwmy tu wszystko. Przyniosę kawę. – Draco odezwał się spokojnie, gdy jego ciepło zsunęło się delikatnie w dół mojego ramienia, chwytając moją dłoń w miękkim uścisku.
Ciemność… ciepło kołyszące moją dłoń, podczas gdy ciche nucenie wypełniało mrok.
– Nyxine, skarbie. Obudź się dla Lenore. – odezwała się cicho, a odgłos otwieranych drzwi zabrzmiał łagodnie z cichymi stukotami podeszew o solidną podłogę.
– Doktorze, jak się miewa? – Draco odezwał się z mojej prawej strony, a jego wielka, ciepła dłoń gładziła mnie po ramieniu.
– Ładnie się goi. Lewy nadgarstek, lewe górne żebra i lewa kość udowa wykazują silną odbudowę. O ile sama się obudzi, powinno być dobrze. – Cichy męski głos odezwał się, podczas gdy Lenore i Draco delikatnie gładzili mnie po policzkach.
– Czy można ją przenieść? – zapytał cicho Draco, a jego palce prześlizgnęły się przez moje delikatne włosy.
– Tak. Jest na tyle stabilna, by ją przenieść. – odpowiedział cicho mężczyzna z westchnieniem.
Ciche kroki zbliżyły się z lewej strony; poczułam zimne, zdezynfekowane palce przesuwające się po mojej szczęce, w dół po szyi, lekko naciskające na mój obojczyk. Jasne, błyskające światło przebiegło po ciemności z ciężkim jękiem.
– Co to było? – wykrzyknęła z ekscytacją Lenore spomiędzy moich stóp.
– Myślę, że ktoś ma zamiar się obudzić. – Cichy głos mężczyzny odezwał się ponownie, a jasne błyski obmyły mrok, sprawiając, że moja dłoń wyrzuciła się do góry, odtrącając światło z warczeniem.
– JEZU CHRYSTE! Co to było? – Cichy głos krzyknął w panice, podczas gdy Lenore i Draco zaśmiali się cicho; poczułam, jak ciepło gładzi moje ramię.
– Nyxine, kochanie. Obudź się. – Draco odezwał się miękko do mojego ucha, a ja poczułam impuls, by otworzyć oczy.
Jęknęłam z ciężkim chrypieniem, podczas gdy ciężkie powieki uniosły się z mroku, rzucając oślepiająco rozmyte światło; zarzuciłam ramię na oczy, by lepiej skupić się w obliczu szaleńczego dudnienia w głowie.
– Światła! Zgaście światła! – krzyknęła panicznie Lenore, a oślepiające światło przygasło wobec rozmytych kolorów.
Odpędziłam mruganiem ciężkość, a trzy cienie powoli ukształtowały się w mężczyznę z szeroką klatką piersiową, srebrzystobiałymi włosami i jasnymi zielonymi oczami, które zdawały się świecić w słabo oświetlonym pokoju. Kobieta nieco niższa z długimi srebrnymi lokami i takimi samymi jaskrawozielonymi oczami.
– Nyxine skarbie, czy nas znasz? – Lenore przemówiła do mnie dłońmi, a ja zrozumiałam jej gesty.
Pokręciłam przecząco głową. Jej twarz posmutniała, gdy spojrzała na wysokiego mężczyznę z żałosnym błyskiem w oku.
– Może mieć "amnezję" po takim upadku. Ma szczęście, że wylądowała w świeżym śniegu, który pomógł zamortyzować uderzenie. – niższy mężczyzna odezwał się; miał na sobie biały fartuch narzucony na flanelową koszulę, a cienkie, srebrne okulary oprawiały jego łagodne, brązowe oczy.
– Nyxine. To jest Pap Draco, a ja jestem Mam Lenore. Jesteśmy twoją rodzi… twoją rodziną. – Lenore zająknęła się, ujmując moją wolną dłoń w swoje z łagodnym uśmiechem.
– Gdzie ja jestem? – Zamigałam dłonią, nie wiedząc, skąd znam język migowy.
Próbowałam coś powiedzieć, ale przez moje usta wydobył się jedynie ochrypły, drapiący dźwięk, jakby moje gardło zostało poparzone gorącym pogrzebaczem.
















