Beckett:
Pot leje się ze mnie strumieniami; wypuszczam powietrze z mrocznym wydechem, gdy moje mięśnie drgają i napinają się z każdym uniesieniem pięćdziesięciokilogramowych hantli. Obserwuję swoje spocone, zaczerwienione odbicie w lustrze od podłogi do sufitu, a Nyxine nawiedza każdą myśl, którą próbuję ukoić, doprowadzając moje ciało do ostatecznych granic.
– Panie Argent-Loom, pan Tempest czeka w biurze. – odezwał się spokojnie Erin od drzwi, lekko pochylając głowę szybkim ruchem, po czym skierował się z powrotem do swojej recepcji na wyższym piętrze.
Chrząknąłem ponuro, a ciężary zadźwięczały głośno o siebie, gdy usiadłem na ławce, wycierając pot z twarzy z ciężkim wydechem i patrząc na ten rozczochrany bałagan.
Minęło pięć pieprzonych miesięcy, odkąd Nyxine wyruszyła na poszukiwanie "Zaginionej Domeny Wiwern", i nie mamy ani jednej "pieprzonej" wskazówki, gdzie ona jest, ani czy w ogóle to miejsce znalazła.
Czy ona w ogóle żyje?
Zła myśl. KURWA!!!
Merrick zanurza się w depresyjnej muzyce albo snuje się po biurze, unikając ludzkiego wzroku. Dante przesiaduje na dachu penthouse'u, godzinami nasłuchując "nieba" w poszukiwaniu jakiegokolwiek znaku od niej, z butelką burbona w dłoni.
Tracimy od tego zmysły, nie wiedząc, gdzie ona jest.
– Tak myślałem, że znajdę cię tutaj. – Balthazar przemówił z opanowanym brzmieniem w głosie, wkraczając do prywatnej siłowni w jasnoszarym garniturze w prążki od Armaniego i czarnych oksfordach.
– Balthazar, dobrze cię widzieć. Jak ci leci życie rodzinne? – Zaśmiałem się cicho, bo Mam i mama ciągle rozmawiają z Leighton i dziewczynami.
Co ja w ogóle plotę, dobudowali do swoich domów pokoiki dziecięce i pokoje zabaw, by szczenięta miały gdzie przyjeżdżać. A wpadają właściwie co drugi dzień. Kobiety miały nawet oznaczony kolorami harmonogram opieki nad dziećmi, ułożony wokół wydarzeń biznesowych i klanowych.
– Chaos. Zara i Zarek eksplorują każdy cal domu, a my musieliśmy wymienić już trzy lodówki, bo wybuchły. – Balthazar zaśmiał się ponuro, szczypiąc nasadę nosa i opierając się o ścianę.
– Jak się trzymasz? – Balthazar spojrzał na mnie, pokrytego grubą warstwą potu, z włosami potarganymi w spocony zlepek i mięśniami drgającymi z wysiłku.
– Nie sypiam dłużej niż dwie godziny, jestem zły, wkurwiony, zmartwiony, przerażony. Moim największym strachem jest to, że ona nigdy nie wróci, a my dosłownie "kompletnie oszalejemy". – wypuściłem ciężko powietrze, wykonując kilka szybkich ciosów w powietrze z krótkimi wydechami przy każdym uderzeniu.
Balthazar z ciekawością uniósł brew, wskazując gestem, bym poszedł za nim z powrotem do biura, a na jego twarz wpełzł przebiegły uśmieszek. Owinąłem ręcznik wokół szyi, gdy w milczeniu wracaliśmy na wyższe piętro; to były dwa piętra w górę, ale zdecydowaliśmy się pójść po schodach.
Większość pracowników na dwóch najwyższych piętrach stanowiły istoty męskie, ale te nieliczne samice, które tu pracowały, dostały niezły pokaz.
Biała, przepocona koszulka na ramiączkach przykleiła się do mojego rzeźbionego torsu jak na pieprzonych zawodach mokrego podkoszulka. Delikatny wzór mojego znaku partnera prześwitywał przez przemoczony, cienki materiał.
Pojawiły się na polu bitwy, kiedy Nyxine zdominowała Aerosa i jego zaczarowane płomienie.
Trzy smoki od głowy do ogona w okręgu nad naszym lewym mięśniem piersiowym, tuż nad sercem, co oznaczało, że nasze serca połączyły się z naszą partnerką i staliśmy się Jednością.
– Panie Argent-Loom. – wysoka brunetka, wampirza czarownica, przywitała się z nami, a jej oczy z głodem pożerały dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn zbliżających się na najwyższe piętro.
Balthazar parsknął cicho, po czym obaj przewróciliśmy oczami z obrzydzeniem.
Kiwnęliśmy jej chłodno głowami, zbliżając się do podwójnych, matowych szklanych drzwi z delikatnie wyrytym w szkle herbem rodziny; usłyszeliśmy niesławną, mroczną harmonię z II części VII Symfonii A-dur Beethovena.
– Merrick, błagam cię, bracie. – warknął z irytacją Dante ze swojego biurka ze stali i czarnego szkła, pociągając z butelki burbona; miał pod oczami ciemne wory i nieogolony zarost na całej twarzy.
– Powiedział ten, co wygląda jak "włóczęga", pijąc burbona prosto z butelki. Prawdziwa klasa. – odparował Merrick zza swojego ramienia; luźne dresy opadały z jego bioder, gdy leżał na kanapie, leniwie wirując palcem w powietrzu, jakby dyrygował orkiestrą.
– Przestańcie obaj. Merrick, wyłącz to depresyjne gówno, weź prysznic i się przebierz. Dante, zrób to samo i odłóż tę "pieprzoną" butelkę. – wypuściłem mrocznie powietrze, z wyczerpaniem przecierając twarz dłońmi.
– Hah. Powiedział ten, który praktycznie mieszka na siłowni. – Dante rzucił mi boczne spojrzenie, wskazując na mój spocony tors, luźne dresy i zwichrowane włosy.
– Wy trzej wyglądacie jak gówno. – Balthazar wypuścił mrocznie powietrze, stojąc w drzwiach, podczas gdy Merrick i Dante wystrzelili ze swoich miejsc, ściskając mu dłoń i obejmując go z wykrzywionymi minami.
– Czekaj, myślałem, że nasze spotkanie było zaplanowane na jutro. – Dante przekartkował stos dokumentów na swoim biurku, wyciągnął telefon, po czym pacnął się w czoło.
– Spokojnie. Przyjechałem dzień wcześniej, biorąc pod uwagę, że święta są za dwa tygodnie. – Balthazar zaśmiał się z krótkim prychnięciem, chwytając butelkę burbona, którą Dante jeszcze przed chwilą z pasją wysysał; wytarł szyjkę szmatką i nalał sobie sporą porcję trunku.
– Święta. – Merrick, Dante i ja wypuściliśmy powietrze w przygnębieniu, zwieszając głowy w geście porażki.
– No dalej, chłopcy. Nyxine wróci, po prostu miejcie w to wiarę. – Balthazar uśmiechnął się łagodnie, wsuwając się w pluszowy, biały skórzany fotel; rozpiął marynarkę, tak że rozchyliła się, odsłaniając klasyczną białą koszulę na guziki i głęboko fioletowy jedwabny krawat.
– Właściwie prawdziwym powodem mojego wcześniejszego przyjazdu było to, że otrzymałem wiadomość od moich strażników barier, iż wystąpił dziwny, potężny skok energii duchowej. Tuż na północ od terytorium kontynentalnego Prowincji Nunavut, na jednej z zewnętrznych wysp. – Balthazar pochylił się do przodu, przesuwając poły marynarki na biodra, a łokcie opierając na kolanach.
– Myślisz, że to może być Nyxine? – Merrick ożywił się, podczas gdy Dante rozlał nam uczciwe porcje burbona; z pośpieszną determinacją zajęliśmy miejsca na dwóch równoległych sofach.
– Nie jestem pewien, co to było, ale wystarczyło, by zwrócić uwagę moich wojowników barier. – Balthazar westchnął ciężko, popijając burbona z delikatnym błyskiem w oku.
Pukanie przyciągnęło nasz wzrok do szklanych drzwi, gdy do środka wszedł Erin, kłaniając się uprzejmie.
– Wybaczcie, że przeszkadzam, ale wasza matka jest na linii pierwszej. – Erin uśmiechnął się z politowaniem, a my ze stęknięciem sprzeciwu przetarliśmy twarze dłońmi, głośno wydychając powietrze.
– Powiedz jej, że oddzwonimy. – Dante spojrzał przez ramię na Erina, który przecząco pokręcił głową w odpowiedzi.
– Powiedziała, i tu cytuję: "NATYCHMIAST!". – Erin pokazał cudzysłów palcami, cofając się w stronę wyjścia, a drzwi zamknęły się za nim z delikatnym szumem.
– Przysięgam, ona uważa, że wszystko to sytuacja z cyklu "NATYCHMIAST!" – Merrick z mrocznym westchnieniem wstał, podszedł do biurka i wcisnął przycisk głośnika, a następnie pierwszą linię.
– Mamo, Balthazar jest u nas. Czy możemy oddzwonić? – Merrick wziął łyk burbona, przeczesując ręką swoje potargane, niechlujne włosy.
– Balthazar, witaj skarbie, i nie! nie oddzwonicie do mnie. – Słodki ton mamy zabrzmiał ostro przez telefon.
– Cześć Leona. – odpowiedział uprzejmie Balthazar, słuchając, jak kobieta bierze kilka głębokich wdechów.
– Włączyliście mnie na głośnomówiący, więc nie muszę pytać, czy twoi bracia są w pobliżu. Rozmawialiście z Papem i Mam? – zapytała mama z dziwnym napięciem w głosie.
– Od dwóch tygodni nie, odkąd mieli tę sprawę biznesową w Pont Inlet. – Odchyliłem się do tyłu, opierając głowę o chłodne skórzane oparcie.
– Właśnie. Um… chodzi o Nyxine. – odpowiedziała cicho mama, a Dante i ja wystrzeliliśmy z sof, potykając się o stoliki końcowe, by dotrzeć do telefonu.
– Masz od niej jakieś wieści? – krzyknąłem w ekscytacji, a Dante jednym haustem opróżnił swoją szklankę, odstawiając ją na blat z uniesioną brwią.
– To skomplikowane, ale ona wróciła. – Mama zaśmiała się cicho, a w tle dało się słyszeć zniekształcony głos taty.
– Chłopcy, jak szybko możecie przyjechać do domu? – zapytał tata z poważnym tonem, podczas gdy mama powiedziała coś niezrozumiale, czemu towarzyszyło głuche brzękanie w tle.
– Balthazar jest z nami, więc możemy ruszać w tej chwili. – zaśmiał się Merrick, patrząc na Balthazara ze złośliwym uśmiechem, pokazując nam bezgłośnie środkowy palec.
– Dobrze, ale wejdźcie po cichu. Wyjaśnimy więcej, jak przyjedziecie. – powiedział spokojnie tata, a linia zamilkła, ustępując miejsca naszym głośnym westchnieniom niedowierzania.
Wszyscy trzej klasnęliśmy w dłonie, jakbyśmy rozchodzili się z narady, spoglądając na Balthazara z uniesionymi brwiami.
– Chwila, Tygrysy. Prysznic, golenie i przebranie. – Wskazał na nasz niechlujny wygląd z rozczarowaną miną.
– ERIN! – ryknąłem głośno, przechodząc za swoje biurko; chwyciłem laptopa i kilka teczek z dokumentami, wpychając je do torby.
– Tak, szefie. – Erin stał już sztywno w drzwiach.
– Przekieruj wszystkie połączenia na nasze komórki i przenieś wszystkie konferencje na wideo. Sprawa rodzinna. – Wydawałem polecenia Erinowi, wiedząc, że to bardzo kompetentny młody człowiek, którego obdarzyliśmy naszym zaufaniem.
– Jasne. Większość waszych konferencji i tak została przełożona na czas po nowym roku, a wszystkie obecne kontrakty są realizowane, więc jedźcie. Mam to pod kontrolą. – Erin wskazał gestem na penthouse, po czym spojrzał na nas z uniesionymi brwiami.
Unieśliśmy w górę ręce w geście poddania się, gdy wpadliśmy do przyległego penthouse'u z Balthazarem tuż za nami.
– Erin? – krzyknął Dante tuż przed zamknięciem drzwi.
– Tak, szefie? – odpowiedział gładko Erin, przechodząc przez biuro, gasząc światła i zbierając rozrzucone na naszych biurkach dokumenty.
– Kiedy twoja żona ma termin porodu? – zapytał spokojnie Dante z delikatnym uśmieszkiem wyrytym na twarzy.
– Niedługo, bardzo niedługo. – zaśmiał się cicho Erin, kończąc układanie dokumentów zebranych z naszych biurek.
– W porządku, spodziewaj się prezentu. – Dante uśmiechnął się promiennie, zamykając drzwi, pozostawiając Erina w lekkim szoku.
Zaśmiałem się lekko, widząc ten jasny błysk w jego oku.
















