Vane:
Siedziałem na niegdyś nieskazitelnym ogrodowym tarasie Posiadłości Obsydianowej, patrząc na ponure chmury burzowe, które rzucały zimny, posępny całun nad dawną magiczną Dziczą Drakonii. Czując zapach dymnej papki z kopalni, dryfujący delikatnie w moich nozdrzach, podczas gdy dźwięki brzęczenia i szczęku wygrywały swoją mroczną melodię.
„Kopcie ten Smoczy Kamień” – zaśmiałem się mrocznie pod
















