Nyxine:
Zapach kości słoniowej, drzewa sandałowego i świerku wypełnił mrok, gdy moje ciało zapadło się jeszcze głębiej w ciemność, wyczuwając trzy potężne obecności, które mnie otulały.
Rześkie, chłodne powietrze zawirowało wokół mnie; czułam się tak, jakbym szybowała wysoko ponad ziemiami. Nurkowanie, wirowanie z naturalną płynnością niewidzialnego wiatru.
Nieważkość i jasne błyski światła przeskakiwały pomiędzy chaotycznymi obrazami ogromnych, człekopodobnych wilków a potężnymi, pokrytymi łuskami bestiami z irydescencyjnymi czarnymi łuskami i żółtawo-zielonymi kulami, które świeciły majestatycznym upiornym blaskiem.
Zostałam pchnięta w mroczną, wilgotną celę z dwoma białymi lisami; długa cicha postać rzucała mroczny cień – tajemniczy mężczyzna o przenikliwych, szarych oczach, zimnych jak lód.
Wzdrygnęłam się ze strachu, gdy wielkie zęby ostrzejsze niż brzytwa, z których skapywał karmazyn, kłapnęły w moim kierunku w ciemności; cofnęłam się w panice.
– CHOLERA! Jej tętno wybija poza skalę. – gładki, chrypliwy głos krzyknął w panice, podczas gdy ciepło zmieszane z ognistymi, elektrycznymi wstrząsami przeszyło moje ciało.
Kto to mówi i dlaczego czuję się taka spokojna?
– Nyxine, kochanie. Obudź się. – Inny, chrypliwy głos odezwał się z cichym, uspokajającym tonem, podczas gdy te same ogniste wstrząsy musnęły moją głowę.
Dwa niebezpiecznie, seksowne głosy.
– Kontynuuj mówienie do niej. Uspokaja się. – Trzeci głos odezwał się łagodnym, zachrypniętym szeptem przy moim uchu; poczułam przypływ ciepła wachlujący mój policzek w ekscytującej furii elektrycznych wyładowań.
Dlaczego czuję się taka znajoma?
– Prin. – Ciemny, twardy jak drewno głos echem odbił się w zawirowanej mieszaninie obrazów, rzucając panikę do wnętrza mojej istoty.
– Ona śni. – Odezwał się pierwszy chrypliwy głos, gdy delikatny palec wysłał prąd elektryczny wprost do mojego jądra, wyrywając mnie z upiornego, ciemnego głosu.
Przestańcie mnie dotykać.
Łapiąc głośno powietrze, moje ciało przebudziło się z drżeniem. Otworzyłam ociężałe powieki w delikatnie oświetlonym pokoju i zobaczyłam świecące żółtawo-zielone oczy, przyglądające mi się z paniką i podnieceniem.
Przerażona do granic możliwości na widok trzech identycznych, ale jednak innych "Przystojniaków Zbudowanych z Samych Mięśni", stojących nieruchomo ze strachu, wcisnęłam moje drżące ciało tyłem w wyściełane wezgłowie łóżka, przyciskając wypchanego smoka i wilka do piersi. Zamknęłam oczy w obawie przed nieznanym, czując, jak gorące strumienie łez swobodnie spływają mi po policzkach.
– Świetnie! Boi się nas. – chrypliwy głos po mojej prawej stronie załamał się z nerwów.
– Czego się spodziewałeś, Merrick? Cały czas tu spała, lecząc rany. – Odezwał się drugi głos skierowany do tego pierwszego, którym był Merrick.
Merrick. Podoba mi się to.
– Jezu, dzięki za "pieprzony serwis informacyjny", Dante. – odparował Merrick, a w jego tonie zabrzmiała dziwna, drwiąca nuta.
Dante.
– Wystarczy wam dwóm! – Trzeci głos przemówił z przerażającym pomrukiem, strasząc mnie jeszcze bardziej, a łzy płynęły jeszcze swobodniej, podczas gdy jeszcze mocniej zaciskałam dłonie na moich pluszakach.
– Nyxine. Kochanie, nie skrzywdzimy cię. Byliśmy zpanikowani i zmartwieni o ciebie. – Trzeci głos zabrzmiał delikatniej, podczas gdy materac ugiął się pod jego ciężarem i poczułam muskanie ciepła na policzku.
Najdelikatniejszy dotyk, wywołujący tak intensywną falę energii, uderzającą w moje ciało; zdezorientowana, odepchnęłam źródło prądu. Moje oczy otworzyły się gwałtownie, napotykając spojrzenie trzech przystojniaków, którzy ze smutkiem spuścili głowy. Skanowałam ostrożnie całą trójkę tych ciastek z pięknymi, czarnymi lokami i łagodnymi, jasnozielonymi oczami.
Dziwne mrowienie zawirowało mi w żołądku, gdy przyglądałam się każdemu z nich z ciekawością, zauważając te same czarne dresy i białe, eksponujące mięśnie koszulki. Odwracając
głowę, poczułam, jak na moje policzki wykwitają rumieńce, podczas gdy w cichym pokoju rozległy się gardłowe jęki.
– Gdzie Mam i Pap? – zamigałam szybko drżącymi rękami, nie patrząc na facetów gapiących się na mnie, jakby chcieli mnie pożreć.
– Świetnie! Zna Mam i Papa, ale własnych partnerów nie. – Ten, którego nazywano Merrickiem, wypuścił z mrokiem powietrze, a jego potężne dłonie uderzyły z niedowierzaniem w jego uda.
– Spokojnie, Merrick. Mam i Pap jako pierwsi ją zobaczyli. – Odezwał się łagodny, chrypliwy głos tuż przede mną, okraszony delikatnym uśmiechem.
– Nyxine, spójrz na mnie. – Jego głos był łagodny, lecz stanowczy; mój wzrok powoli powędrował w górę wzdłuż jego ubranej w biel klatki piersiowej, obserwując jak jego mięśnie drgają w uwodzicielskim tańcu, aż dotarł do gładko wygolonej twarzy.
Złapałam tchu na widok niesamowitych, zielonych kul, które wwiercały się w moją pierś, sprawiając, że moje serce zaczęło wariować, a maszyna medyczna głośno potwierdziła to podniecenie.
– Dobrze. Nyxine, jestem Beckett. – Jego gładki głos zabrzmiał, gdy gulka w gardle uniosła się i opadła; przyłożył dłoń do klatki piersiowej z miękkim uśmiechem.
To dziwne mrowienie urosło w siłę.
Zrobiło się tu trochę duszno.
– Ja jestem Merrick. – Ten stojący po prawej pomachał mi dłonią, unosząc kącik ust w półuśmiechu.
Jeszcze trochę duszniej, ale był taki uroczy.
– Dante. – Padło zza pleców Becketta u stóp łóżka, w komplecie z delikatnym mrugnięciem.
Zdecydowanie "Gorący".
Opuściłam wzrok na miękki, fioletowy koc przykrywający moje nogi, gdy do mojego brzucha wpłynęła gorąca fala.
– Co to znaczy "partner"? – zamigałam, zdezorientowana, obserwując, jak na twarzy Merricka pojawia się dziwny błysk w oku.
– Nie przejmuj się tym na razie. Wszystko z tobą w porządku? Potrzebujesz czegoś? – Dante przemówił z ciepłem, a jego oczy błysnęły jasnożółtawym odcieniem, co sprawiło, że moje serce znów zgubiło rytm; cholerna maszyna piknęła ponownie w podnieceniu.
– ZAMKNIJ SIĘ! – Przeklęłam bezgłośnie, warcząc mrocznie na tę maszynę, podczas gdy pokój wypełnił się głośnym śmiechem trzech mięśniaków; uśmiechali się z rozbawieniem.
Ostry ból przeszył mój brzuch, kurcząc się boleśnie, aż ta trójka drgnęła z niepokoju. Kolejny ból połączony z głośnym, burczącym warknięciem rozbrzmiał w "zbyt" cichym pokoju z krótkim chichotem.
– Poczekaj Aniołku, przyniesiemy ci coś do jedzenia. – Zaśmiał się lekko Merrick, po czym opuścili w pośpiechu pokój z miękkimi uśmiechami, cicho domykając za sobą drzwi.
Wypuściłam głośno powietrze, a moja głowa z powrotem oparła się o miękkie wezgłowie; czułam ciężkie pulsowanie w czaszce tuż za oczami. Odrzuciłam koc, gdy gorąco znów zawirowało w moich trzewiach, spoglądając na duży t-shirt opadający na moją drobną sylwetkę. Zarzuciłam nogi na krawędź łóżka i poczułam, jak swędzący biały gips z siłą ociera się o moje obolałe udo.
Warknęłam, stawiając miękko stopy na ciepłej, drewnianej podłodze; odetchnęłam głęboko, próbując wstać, ale z głośnym, jękliwym stęknięciem opadłam twardo na tyłek. Uderzyłam sfrustrowana dłonią o podłogę; łzy płynęły strumieniami.
– Nyxine! – Trzy zszokowane głosy zabrzmiały jednocześnie, gdy Beckett podbiegł do mnie, w pośpiechu rzucając się na kolana, podczas gdy Merrick i Dante odstawili tace z jedzeniem, klękając po bokach.
Ich oczy rozszerzyły się, a nozdrza zafalowały, gdy spojrzeli w dół, zdając sobie sprawę, że podkoszulek się podwinął, obnażając moją kobiecość; naciągnęłam materiał w dół z głośnym wciągnięciem powietrza.
– ZBOCZEŃCY! – Zamigałam siłą, uderzając Becketta w twarz, i od razu poczułam nagły ból w sercu, gdy zobaczyłam, że w jego oczach maluje się głęboki smutek.
Merrick i Dante uśmiechnęli się mrocznie; wydawało się, że między tą trójką właśnie zachodzi jakiegoś rodzaju bezgłośna konwersacja.
Beckett pokręcił głową, spoglądając na mnie z uniesioną brwią, po czym jego wielkie, ciepłe dłonie chwyciły mnie pewnie, acz delikatnie pod pachy, podnosząc w górę, a z moich ust wyrwał się krótki pisk. Poczułam miękkie łóżko uginające się pod moim tyłkiem, podczas gdy moją dłonią wciąż trzymałam koszulkę na udach.
– Czy musisz skorzystać z toalety? – zapytał łagodnie Merrick, gdy Beckett podszedł do aparatury medycznej; wyłączył monitor pracy serca, ale ten na moim ramieniu pozostawił podłączony.
Stuknęłam w potworny gips na mojej nodze z wykrzywioną w złości miną.
– Swędzi. – Zamigałam, prychając głośno, gdy dotarł do mnie cudownie apetyczny zapach jedzenia.
– Znam pewien trik. – Dante zaśmiał się cicho; zszedł z pola widzenia i wrócił z drucianym wieszakiem, rozgiął go do prostej linii i owinął koniec odrobiną taśmy medycznej.
– Gdzie cię swędzi? – zaśmiał się łagodnie, podczas gdy Beckett i Merrick unieśli pytająco brwi w jego stronę.
– Co? Ma "swędzenie", które należy podrapać. – Dante wzruszył niewinnie ramionami i posłał diabelski uśmieszek tamtej dwójce.
Skrzyżowałam ramiona z uniesioną brwią i palcem wskazałam na moje górne udo i dolną część łydki. Dante podszedł do mnie, udając mojego wybawcę, po czym szybko wyrwałam mu wieszak z ręki.
– Niedoczekanie. – Zamigałam, biorąc się do roboty i radząc sobie ze swędzeniem z głośnym jękiem ulgi.
















