Zephyrin:
— Zephyrin. — Dlaczego ten głos brzmi tak znajomo?
— Zephyrin! — Znowu to samo.
Jedwabista ciemność uderzała gwałtownie w moją świadomość. Jęknąłem z bólu, gdy przez mrok przemykały obrazy tego niewdzięcznego bachora Becketta i jego lisicy, podczas gdy nasze plany obracały się w pył i dym.
— Do ciężkiej cholery!… ZEPHYRIN! — Nagły przypływ palącego żaru wyrwał mnie z ciemności. Ostrożnie
















