Trójca Srebrnego Kła: Przebudzenie Smoczęcia

Trójca Srebrnego Kła: Przebudzenie Smoczęcia

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 4: Gdzie ona jest?
Autor: Aeliana Moreau
17 cze 2026
Beckett: – Co ty planujesz? – zaśmiał się lekko Merrick, gdy wślizgnęliśmy się do naszego wspólnego pokoju, zrzucając z siebie przepocone ubrania, podczas gdy Dante odpalił prysznic, a w jego oku ponownie pojawiła się dawna iskra. – Myślałem o premii za to, że znosił nasze posępne tyłki przez te kilka ostatnich miesięcy. – Dante zaśmiał się mrocznie, a my wsunęliśmy się pod parującą wodę, czując, jak lód odrywa się od naszych zimnych serc, wydając głębokie westchnienia pełne oczekiwania. – Myślisz, że coś jest nie tak? – Merrick w końcu zadał to wiszące nad nami pytanie; dziwny ton w głosach mamy i taty wciąż unosił się w powietrzu niczym opadający liść. – Posprzątajmy się, a potem zajmiemy się tym, co się dzieje. – odezwałem się spokojnie, gdy brzytwa sunęła po moim jabłku Adama, pozostawiając gładką łatę oliwkowej skóry. Dante nucił dziwną wersję utworu "Feeling Good" Niny Simone, pospiesznie doprowadzając swój wygląd "włóczęgi" do ładu, z precyzyjnie przyciętą linią brody wycieniowaną aż do jego irokeza. Kończyliśmy naszą męską pielęgnację, gdy Balthazar zapukał do drzwi, po czym wszedł z uniesioną brwią. Merrick pokiwał głową ze sprytnym uśmieszkiem, przycinając włosy wysoko i krótko, cieniując boki aż do swojej starannie wypielęgnowanej koziej bródki prosto z magazynu GQ. – No dalej, wasza mama znowu dzwoniła. – zaśmiał się mrocznie Balthazar, podchodząc do toalety; zauważyliśmy, że zmienił ubranie z garnituru od Armaniego na dżinsy, t-shirt i czarne trampki. – Klasyka. – zaśmialiśmy się poprzez więź. – Tak. Tak. – Parsknęliśmy lekkim śmiechem, wyślizgując się z łazienki z ręcznikami owiniętymi wokół bioder i przechodząc do ogromnej garderoby. Chwytając dresy, zwykłe białe koszulki i sneakersy, pobiegliśmy z powrotem, aby umyć zęby i dodać ostatnie szlify w postaci Dior Sauvage i dezodorantu. – Jezu, nawet Leighton szykuje się szybciej niż wy we trzech, a ona ma bliźniaki przyklejone do bioder non stop. – zaśmiał się mrocznie Balthazar, opierając się o wyspę kuchenną i czytając maile na telefonie. – Wybacz, że chcemy dobrze wyglądać i dobrze pachnieć. – zripostował sarkastycznie Merrick, przykładając dłoń do klatki piersiowej z chytrym uśmieszkiem. – Tak, tak. Chodźmy już. – Dante sapnął z podekscytowaniem, chwycił swoją torbę na laptopa i przeszedł przez portal, spoglądając na uroczy dom mamy i taty, zlokalizowany w malowniczej kanadyjskiej Zatoce Ungava ze spektakularnym widokiem na nabrzeże. Trzypiętrowa chata z bali stała dumnie, a jej ogromne okna wychodzące na wodę rzucały piękną poświatę na żwirową ścieżkę prowadzącą do rozległej, obiegającej dom werandy. Z zapałem wbiegliśmy po schodach na taras, gdy północne wiatry z wściekłością omiotły nasze gorące ciała, wywołując u nas lekkie dreszcze. Zapukaliśmy dwukrotnie w przesuwne, szklane drzwi, po czym wtłoczyliśmy się przez nie do domu przepełnionego zapachem cynamonu, jabłek i świerku; poczuliśmy aromat świeżo upieczonych świątecznych ciasteczek. – Jezu! Czy ta choinka jest wystarczająco duża? – Zaśmiałem się mrocznie, spoglądając na białe migoczące światełka tańczące delikatnie na monstrualnym drzewku z dekoracjami w motywach Mardi Gras w kolorze fioletu, zieleni i złota. – Zamknij się. – zaśmiała się cicho mama, schodząc po otwartych schodach z ciemno bejcowanego cedru i balustrady z kutego żelaza. Pobiegła do nas, uderzając w dłoń Dantego, który próbował dotknąć świeżo upieczonych cukrowych ciasteczek na kratkach do studzenia. Jej drobna sylwetka objęła nas ciepłym uściskiem i obsypała pocałunkami, po czym odsunęła się, by Balthazar mógł pocałować ją w policzek. – Leighton kazała mi wam przekazać, że ona i bliźniaki są w domku na polowaniu na choinkę. – mama uśmiechnęła się do Balthazara, podczas gdy na jego twarzy malowało się głębokie zakłopotanie. – Mamy już choinkę w rezydencji. – odpowiedział, powątpiewając we własne myśli. – Może chce mieć swoją własną w chatce. – zaśmiała się mama z diabelskim mrugnięciem, klepiąc go po ramieniu z chytrym uśmieszkiem. – Gdzie ona jest? – Przeszedłem od razu do rzeczy, zaskakując mamę, która wskazała gabinet taty. – Wasz ojciec jest w gabinecie. Porozmawiajcie z nim w pierwszej kolejności. – powiedziała łagodnie mama, podczas gdy Balthazar posłał jej pytające spojrzenie. Nie tracąc czasu, pospieszyliśmy do gabinetu taty, czując zapach płonącego drewna orzesznika unoszący się z wielkiego kominka obłożonego kamieniem. Tata siedział w swoim brązowym skórzanym fotelu typu uszak, popijając whiskey i obserwując tańczące płomienie w ich uwodzicielskim cieple, które miękko migotało na jego twarzy. – Chłopcy, Balthazarze, weźcie sobie po drinku. – odezwał się spokojnie, wskazując na cztery napełnione szklanki, które stały już na środkowym stoliku przed pasującą do wystroju sofą i fotelem. – Dlaczego czuję, że zostaliśmy w coś "wrobieni"? – rzucił przez więź Merrick, gdy wzrok ojca spoczął na nas z uniesioną brwią. – Posłuchajmy najpierw, co ma do powiedzenia. – odpowiedział Dante, gdy zajęliśmy miejsce na kanapie, a Balthazar usiadł w fotelu, biorąc łyk swojej whiskey. Otworzyłem usta, by zapytać o Nyxine, ale tata uniósł rękę z delikatnym uśmiechem. – Zanim skoczycie mi do gardła, wysłuchajcie mnie uważnie. – powiedział stanowczo tata, a my z uśmiechem kiwnęliśmy głowami na znak zgody; Balthazar oparł się w fotelu i rozkoszował swoją whiskey z ironicznym uśmieszkiem. – Dwa tygodnie temu Mam i Pap odebrali telefon z Pont Inlet z zapytaniem, czy znają dziewczynę, około czternastoletnią, z fioletowymi włosami. – tata przerwał, by napić się whiskey, a na jego twarzy zagościł łagodny wyraz. – Fioletowe włosy oznaczają Nyxine. – zaśmiał się lekko Merrick przez więź, pochylając się do przodu na tyle, by rzucić nam porozumiewawcze uśmieszki. – Ale czternastoletnią? – sprzeciwił się Dante z ciekawością, unosząc brew. – Z początku byli zmieszani, ale dokładnie wiedzieli, o kogo pytają. Najwyraźniej była w śpiączce przez dwa tygodnie przed tym telefonem, ponieważ musieli pozwolić jej ranom się zagoić, zanim w ogóle zaczęli ją myć. – tata urwał na sekundę, wręczając nam zdjęcie uroczej nastoletniej dziewczyny o fioletowych włosach. Złapaliśmy tchu na widok głębokich siniaków na jej twarzy i ciężkich gipsowych opatrunków na nodze oraz nadgarstku. Jej fioletowe loki były zmatowiałe i splątane w grube węzły, a rany na twarzy pokrywała zaschnięta krew. Twarz Balthazara wykrzywiła się w panice, gdy spojrzał na zdjęcie, a potem na naszego ojca, z lekkim kiwnięciem głowy potwierdzając swoje nieme pytanie. – Znaleźli wizytówkę, wplątaną w jej włosy na skórze głowy, jakby chciała ukryć ją przed znalezieniem. Poza wielokrotnymi złamaniami kości po lewej stronie, miała poważne siniaki i obrzęki na twarzy i ciele. – tata przerwał, pociągając solidny łyk swojej whiskey, a następnie szybko uzupełnił pustą szklankę. – Chcesz powiedzieć, że została pobita, a potem pozostawiona na śmierć? – Musiałem powstrzymać się przed roztrzaskaniem szklanki, którą trzymałem w dłoni, podczas gdy moja druga dłoń zaciśnięta była mocno na udzie. – Gdzie dokładnie ją znaleźli? – zapytał Dante, przesuwając wzrokiem po drewnianej podłodze z mrocznym wyrazem wyrytym na twarzy. – Summit-Apex, u wybrzeży Ziemi Baffina. – odpowiedział tata z przerażającym grymasem na twarzy, wstając i stając na tle migoczącego ciepła kominka. Kiwnął głową, byśmy poszli za nim; błyskawicznie wstaliśmy, odstawiając szklanki na stół. Pocałował mamę w policzek, a ona w tym czasie rozwieszała nasze świąteczne skarpety na gzymsie głównego kominka i posłała nam ciepły uśmiech. – Cokolwiek się z nią stało, powróciła do postaci czternastoletniej dziewczynki i ma "amnezję". – tata przemówił ze smutkiem w głosie, powoli wchodząc po schodach i skręcając w prawo w skrzydło gościnne. – AMNEZJĘ! – wykrzyknęliśmy potężnym szeptem, żeby jej nie przestraszyć, doskonale wiedząc, że leży tu i odpoczywa. Tata pokiwał głową, zatrzymując się na końcu korytarza, przed drugim apartamentem głównym. Balthazar wyglądał na głęboko zamyślonego, gdy drzwi otworzyły się na zapach imbirowych ciasteczek i kremu maślanego zmieszanych z obrzydliwym zapachem środków dezynfekujących. Ciche pikanie aparatury kroplówkowej i monitora pracy serca ugodziło mnie w same włókna mojego serca. Staliśmy w szoku, wpatrując się w drobną, kruchą dziewczynę, śpiącą głęboko w wielkim łóżku, z pluszowym smokiem i wilkiem wsuniętymi pod ramię. – Morfina. – powiedział cicho tata za naszymi plecami, spoglądając na nią z łagodnością w oczach. – Nyxine. – Odezwaliśmy się bezgłośnie, zbliżając się do łóżka ostrożnie, żeby jej nie wystraszyć, gdyby przypadkiem obudziła się i zobaczyła czterech potężnych facetów stojących nad nią. Balthazar warknął lekko w gardle, ujmując jej dłoń z cichym westchnieniem. – Jezu, Nyxine. Co ci zrobili? – Przemówił ze smutkiem, klękając, by delikatnie ucałować jej policzek, tak jak zrobiłby to brat. Palący ból przeszył mocno mój znak, podczas gdy Dante i Merrick przyłożyli dłonie do tego samego miejsca na klatkach piersiowych. Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia, gdy Balthazar podszedł do nas z łagodnym uśmiechem. – Chrońcie ją. Pomóżcie jej we wszystkim, czego będzie potrzebować. – Opuścił głowę z bólem, a w jego oczach błysnął morderczy wyraz. – Leighton będzie załamana. – Spojrzał z powrotem na Nyxine; kroplówki były przymocowane do jej przedramienia, a ciężkie, białe gipsy stabilizowały jej gojące się kości. – Zadbajcie o nią. Sprowadzę Leighton i szczenięta jutro. – Poklepał nas po ramionach i wyszedł razem z tatą, po cichu zamykając za sobą drzwi. Zawahaliśmy się ze strachem, ale po cichu się go otrząsnęliśmy i wpełzliśmy do łóżka razem z nią, upewniając się, by było jej wygodnie. Ostatnie pięć miesięcy nas zniszczyło, a samo przebywanie w jej obecności dało nam poczucie równowagi. – Nyxine, kochanie, to Beckett. – powiedziałem cicho do jej ucha, zakładając jej kosmyk włosów za ucho i delikatnie całując jej miękki, porcelanowy policzek. – Nyxine, aniołku, to ja, Merrick. – szepnął miękko, całując jej wolną dłoń z delikatnym westchnieniem, wdychając jej przepyszny zapach. – Obudź się, ślicznotko. Tu Dante. – Pocałował ją w czoło z pełnym bólu wyrazem twarzy. – Partnerzy. – Przesłaliśmy to słowo w więzi do siebie nawzajem, kładąc się na łóżku; poczuliśmy, jak jej ciało coraz bardziej się rozluźnia, a miękki rytm jej oddechu wprawia nas w trans; zasnęliśmy z ekstremalnego wyczerpania.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki