Z popiołów do imperium: Powrót czworaczków

Z popiołów do imperium: Powrót czworaczków

Autor: Avelon Moreau

Gniew matki
Autor: Avelon Moreau
3 sie 2026
Nagły chlust wrzącej wody uderzył Dianę prosto w klatkę piersiową. Zszokowana oparzeniem, wrzasnęła z nagłego bólu, a gwałtowne szarpnięcie sprawiło, że jej uderzająca ręka o włos minęła pustą twarz Hazel. Para zasyczała, unosząc się z jej przemoczonych markowych ubrań, a parzące ciepło błyskawicznie przesiąkło przez materiał, boleśnie parząc jej skórę. Patrząc w dół w całkowitym oburzeniu, wściekła Diana dostrzegła czteroletniego Declana, który stał pewnie na samym środku korytarza. W swoich małych rączkach trzymał pustą szklankę, a jego knykcie były białe od mocnego chwytu. W jego ciemnych oczach płonęła opiekuńcza furia, nie mając zamiaru ustąpić choćby na centymetr przed górującą, wrzeszczącą dorosłą osobą. „Kto oblał mnie gorącą wodą?!” – ryknęła Diana. W chwili, gdy dotarła do niej niepokorna postawa Declana, odrzuciła wszelką ostrożność i dorosłą przyzwoitość na wiatr. Rzuciła się z maniakalną agresją, by chwycić małego chłopca za kołnierz, cofając ramię do tyłu, by powalić go z maksymalną siłą. Clara pokonała dystans w ułamku sekundy. Wskoczyła między nich i chwyciła opadające ramię Diany w locie z miażdżącą kości, nieustępliwą siłą. Obrzydliwe uderzenie zablokowania przez Clarę wysłało tępy sygnał uderzeniowy w górę przedramienia Diany, zatrzymując cios w martwym punkcie. „Uciekasz się do znęcania się nad dziećmi, gdy tylko odwrócę się plecami, Diano?” – zakpiła Clara. Jej głos ociekał zabójczą pogardą, a jej chłodne spojrzenie przeszywało starszą kobietę na wylot. Odepchnąwszy brutalnie swoją kuzynkę, Clara natychmiast przyciągnęła napiętego Declana i nieświadomą niczego Hazel do mocnego, zaciekle opiekuńczego uścisku. Stała twardo na swoim miejscu, rzucając mordercze spojrzenie kipiącej ze złości kobiecie, która zatoczyła się do tyłu. „Mimo lat rozłąki pozostajesz tak samo niecywilizowana i barbarzyńska jak zawsze”. Wściekła i trzymająca się za czerwoną, pokrytą pęcherzami klatkę piersiową, Diana wskazała drżącym palcem na Hazel. Zaryczała jak szalona, odrzucając wszelkie pozory gracji wyższych sfer. „Twoja niema córka uderzyła mojego ukochanego syna, Tate'a! Albo pozwolisz mi jej teraz oddać, albo sama to zrobisz!” Clara spojrzała w bok i dostrzegła bladoczerwony odcisk dłoni na zapłakanej twarzy Tate'a. Chłopiec chował się za pobliskim filarem, głośno pociągając nosem, by zwrócić na siebie uwagę. Zanim Clara w ogóle zdołała przetworzyć oskarżenie lub czerwoną plamę, odezwał się Declan. Jego młody głos był ciężki od ogromnego poczucia winy, a jego ramiona opadły. „Mamusiu, to w ogóle nie była wina Hazel” – Declan spojrzał na matkę i wyraźnie wyjaśnił sytuację. „Tate złośliwie nazwał ją niemową. A potem splunął prosto na nią”. Declan zacisnął swoje małe piąstki. Jego wujeczny dziadek zawołał go zaledwie chwilę temu, by zadać szybkie pytanie o mikrochip. Odszedł od Hazel na zaledwie kilka minut, ale to wystarczyło, by ktoś zapędził w kozi róg i nękał jego bezbronną siostrę. Obwiniał samego siebie za to, że zostawił ją bez ochrony. Zaciekłe, niekontrolowane piekło gniewu natychmiast zapłonęło w Clarze. Absolutnie nie tolerowała sytuacji, w których ktokolwiek obrzucał jej dzieci obraźliwymi wyzwiskami. Co więcej, naśmiewanie się z poważnej choroby Hazel było niewybaczalnym wykroczeniem, co w oczach Clary równało się gwarantowanemu wyrokowi śmierci. Bez najmniejszej chwili wahania Clara podniosła rękę i wymierzyła potężny, błyskawiczny policzek prosto w twarz Diany. Ostry trzask odbił się głośnym echem w ogromnym korytarzu, natychmiast uciszając dramatyczny szloch Tate'a. Głowa Diany gwałtownie odskoczyła w bok. Chwyciła się za szybko puchnący policzek, a jej oczy rozszerzyły się z szoku. „Ty wiedźmo, jak śmiesz mnie bić?!” – wrzasnęła. Całkowicie porzucając swój wizerunek damy z wyższych sfer, Diana rzuciła się do szaleńczego ataku. Jej wypielęgnowane paznokcie były obnażone jak pazury, wycelowane prosto w gardło Clary, by polać się krew. Clara, zaprawiona przez cztery lata wyczerpującej walki o przetrwanie w pojedynkę, chłodno uniknęła oszalałego, niezgrabnego ataku. Wykorzystując własny pęd Diany przeciwko niej, Clara chwyciła ją za ramię i popchnęła do przodu. Błyskawiczny kontratak sprawił, że Diana runęła twarzą w dół na twardą, marmurową podłogę. Złowrogi głuchy odgłos rozległ się, gdy kość uderzyła o kamień. Diana leżała w zakrwawionej, żałosnej kupce, jęcząc z bólu, gdy szkarłatna ciecz swobodnie popłynęła z jej nosa i poplamiła nieskazitelnie białe kafelki. Patrząc z góry na jęczącą kobietę, Clara chłodno oświadczyła: „Skoro twój syn ma tak niewyparzony język, ten policzek był zapłatą w jego imieniu”. Odwróciła się plecami od makabrycznego widoku i z czułością zgarnęła w ramiona całkowicie nieświadomą Hazel. Długie rzęsy jej córki zatrzepotały miękko, a dziewczynka nie miała najmniejszego pojęcia o brutalnym obezwładnieniu, które właśnie miało miejsce w jej obronie. Drżąca z czystej furii, Beatrice natychmiast wyszła z saloniku, by ślepo stanąć w obronie swojej powalonej córki. Zaciekle przeklęła Clarę, a jej twarz wykrzywiła się ze szpetnej złości. „Ty dziwko!” – wrzasnęła Beatrice. „Dopóki pozostaję Callahanem, nawet nie marz o tym, że zostaniesz w tej rezydencji!” Krzyki natychmiast ucichły, gdy Madame Callahan wyłoniła się z przyległego gabinetu. Z głośnym hukiem mocno wbiła swoją ciężką, drewnianą laskę w podłogę. Wystąpiła naprzód, fizycznie zasłaniając Clarę własnym ciałem, by zagrodzić Beatrice drogę. „Czy zamierzasz wyrzucić stąd również głowę rodziny?” – zapytała chłodno Madame Callahan, wbijając przeszywający wzrok w swoją synową. Beatrice gorączkowo się cofnęła, a kolory zniknęły z jej twarzy. Wyjąkała z siebie słabe wymówki, a jej głos drżał pod wnikliwym spojrzeniem matriarchyni. „Nie to miałam na myśli, mamo. Arogancja Clary przyniesie tylko niepokoje do naszej spokojnej rodziny...” „To ty jesteś tą, która przynosi niepokoje!” – ryknął Arthur, wpadając jak burza na korytarz. Natychmiast uciszył swoją żonę, przemawiając z bezprecedensowym autorytetem, od którego aż zadrżały szyby w oknach. Ostro rozkazał: „Jeśli nie potrafisz zaakceptować Clary w tym domu, możesz spakować walizki i wrócić do swojej rodziny!” Głęboko upokorzona i kipiąca z oburzenia, Beatrice zorientowała się, że nie ma żadnego punktu zaczepienia. Pośpiesznie pozbierała z podłogi krwawiącą, zapłakaną Dianę i chwyciła zawodzącego Tate'a za ramię. Wycofały się na górę w absolutnej hańbie, zostawiając za sobą szlak kropel krwi na wspaniałych schodach. Pomimo szybkiego i stanowczego zakończenia konfliktu, serce Clary pozostało niewyobrażalnie ciężkie. To był dopiero jej pierwszy dzień po powrocie do kraju, a już zdążyła wybuchnąć wściekła, krwawa fizyczna walka na korytarzu. Wiedząc, że nie może pilnować Hazel w każdej pojedynczej sekundzie dnia, była przerażona. Pełni urazy krewni bez wątpienia znaleźliby podstępny sposób na to, by jeszcze bardziej straumatyzować jej córkę i pogorszyć jej stan, gdy nie patrzyła. Wyczuwając głębokie wahanie Clary, czy zostać w tej toksycznej rezydencji, Madame Callahan wyciągnęła rękę i delikatnie poklepała ją po dłoni. Błagała ją, by została choć chwilę dłużej. „Mam wielki zamiar wydać dla ciebie ogromne przyjęcie urodzinowe” – ogłosiła starsza matriarchyni, a jej ton złagodniał z uczuciem. „Dopilnuję, by cała elita dowiedziała się, że najpiękniejsza kobieta w Bay City żyje i ma się świetnie. Będziesz mogła wyprowadzić się natychmiast potem. Proszę, po prostu zostań do tego czasu”. Nie chcąc rozczarować swojej ukochanej babci po tylu bolesnych latach rozłąki, Clara niechętnie zgodziła się zostać, dopóki przyjęcie się nie zakończy. Mimo to, jej intensywny niepokój dotyczący nieobliczalnej agresji Diany silnie się utrzymywał. Spojrzała w dół na pozostałą na podłodze plamę krwi. Stanowczo odmawiając zostawienia swoich wrażliwych dzieci samych w tym gnieździe żmij, Clara zabrała je ze sobą, gdy następnego dnia pojechała do Callahan Corporation.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Gniew matki – Z popiołów do imperium: Powrót czworaczków | Czytaj powieści online na beletrystyka