Z popiołów do imperium: Powrót czworaczków

Z popiołów do imperium: Powrót czworaczków

Autor: Avelon Moreau

Zasadzka na cmentarzu
Autor: Avelon Moreau
3 sie 2026
Gryzący, zimny wiatr smagał tamtego wiosennego ranka dziedziniec rezydencji Callahanów. Clara stała w wielkim foyer, otulając się szczelniej wełnianym płaszczem, by osłonić się przed chłodem. Właśnie zostawiła swoje dzieci pod czujną opieką pani Callahan. Utrzymywała swój prawdziwy cel podróży w tajemnicy. Nie było mowy, by mogła powiedzieć komukolwiek w tym domu, że udaje się na odosobniony cmentarz. Istnienie jej zmarłych bliźniąt było bolesnym ciężarem, który dźwigała sama; sekretem, który zaciekle ukrywała przed rodziną. Gdy sięgnęła po kluczyki do samochodu, mała dłoń pociągnęła za rąbek jej płaszcza. Declan stał tam, a jego ostre rysy wykrzywiał głęboki grymas. Niewyraźne poczucie lęku wypełniło żołądek młodego chłopca. – Mamusiu – powiedział Declan głosem surowym i poważnym. Spojrzał na nią badawczym wzrokiem. – Musisz dzisiaj na siebie bardzo uważać. Clara zatrzymała się, a serce ścisnęło się jej na widok jego zmartwienia. Uklękła, obdarzając go łagodnym uśmiechem. – Będę uważać, Declanie. Obiecuję. Wrócę w chwili, gdy tylko skończę. – Złożyła miękki pocałunek na jego czole, wdychając jego kojący zapach, po czym delikatnie odczepiła jego palce od swojego płaszcza. Wstając, Clara wzięła kluczyki do pożyczonego samochodu. Wyszła na chłodne, poranne powietrze, uruchomiła silnik i wyjechała daleko poza granice tętniącego życiem miasta. Skierowała się na opustoszałe obrzeża Bay City. Jazda zajęła jej ponad godzinę, pozostawiając Clarę sam na sam z jej ciężkimi myślami. Kiedy w końcu dotarła na miejsce, ponure, spowite mgłą bramy cmentarza wyłoniły się przed nią niczym zły omen. Zaparkowała samochód na pustym, żwirowym parkingu i wysiadła. Chrzęst jej butów odbił się echem w upiornej ciszy. Prawie natychmiast zauważyła samotną sylwetkę, czekającą na nią w pobliżu wejścia. Sloane stała przy bramie, od stóp do głów ubrana w dramatyczną, czarną suknię. Miała na sobie przyprawiającą o mdłości maskę fałszywego żalu, a jej ramiona były opuszczone w żałosnym akcie żałoby. Kiedy Clara się zbliżyła, oczy Sloane rozbiegły się po pustym parkingu, skanując to ponure otoczenie. – Clara, wreszcie jesteś – powiedziała Sloane, a z jej głosu kapał żal. Zrobiła powolny krok do przodu. – Przyjechałaś całkiem sama? Clara skrzyżowała ramiona, wbijając w siostrę chłodne, sarkastyczne spojrzenie. – A kto niby według ciebie miałby ze mną przyjechać? – odparła ciętym tonem. – Doskonale wiesz, że straciłam wszystkie moje dawne kontakty towarzyskie podczas tej czteroletniej nieobecności. Jedyną osobą, która wciąż chce mnie chronić, jest moja babcia, a na pewno nie zamierzałam jej ciągnąć do takiego miejsca jak to. Sloane nie dała się wybić z rytmu. Kontynuowała udawanie głębokiego smutku, unosząc dłoń w rękawiczce, by osuszyć suche oczy. – Och, Claro. Naprawdę myśleliśmy, że nie żyjesz. Tata każdego dnia opłakiwał twoje odejście. Posunął się nawet do tego, że postawił ci drogi nagrobek, tuż obok twoich bliźniąt. Clara natychmiast przejrzała to absurdalne kłamstwo. Jej głos ociekał jadem, gdy podeszła bliżej. – Naprawdę? Skoro Victor tak bardzo ucieszył się z mojego powrotu, to dlaczego nie pofatygował się, żeby dzisiaj tu z tobą przyjechać i mnie zobaczyć? Sloane żałośnie miotała się, jąkając słabe wymówki. – Tata tak bardzo się wczoraj wzruszył, kiedy mu powiedziałam, że żyjesz. Podskoczyło mu ciśnienie. Musiał rano pojechać do szpitala na badania. Martwił się, że nie będzie w stanie zapanować nad emocjami, kiedy cię zobaczy, i dlatego nie przyjechał. Później zabiorę cię do szpitala, żebyś mogła się z nim zobaczyć. Clara skwitowała tę wymówkę lodowatym milczeniem. Nie zaszczyciła Sloane godnością odpowiedzi. Przełykając z trudem ślinę pod ciężarem tej ciszy, Sloane dała Clarze znak, by ta poszła za nią. Sloane prowadziła, ale całkowicie ominęła zadbane tereny głównego cmentarza. Zamiast tego ostro skręciła z utwardzonej ścieżki, kierując się w głąb porośniętego chwastami, odosobnionego zakątka. – Dlaczego idziemy w tę stronę? – zażądała odpowiedzi Clara. Sloane szła dalej, ściszając głos. – Zgodnie z przepisami Bay City, przedwcześnie urodzone, nieochrzczone dzieci nie mogą być zgodnie z prawem chowane w głównym sektorze. Tata musiał pociągnąć za kilka sznurków, żeby załatwić bliźniętom miejsce. To tam, w rogu. Po prostu idź za mną. Gdy mijały oficjalne granice cmentarza, cisza stawała się przytłaczająca. Starannie utrzymane trawniki ustąpiły miejsca przerośniętym zaroślom i opuszczonym nagrobkom. Clara nagle się zatrzymała. Jej wyostrzony instynkt krzyczał, że coś jest bardzo nie tak. Parsknęła głośno, a jej spojrzenie stało się zimne jak lód, gdy wpatrywała się w plecy swojej siostry. – Zatrzymaj się – rozkazała Clara. – Gdzie ty mnie właściwie prowadzisz? Sloane odwróciła się, przyklejając do twarzy kruchy uśmiech. – Odwiedzić bliźnięta, oczywiście. – Jesteśmy już poza właściwym cmentarzem – rzuciła jej prosto w twarz Clara, robiąc krok do przodu. – Przestań grać w te gierki i po prostu powiedz dokładnie, czego chcesz. Nie mam czasu wędrować po tym odludnym pustkowiu z morderczynią. Sloane wyjątkowo marnie udawała zmieszanie. – Niczego nie chcę. Po prostu minęło sporo czasu, odkąd tu byłam. Musiałam zapomnieć drogi. Bądź po prostu cierpliwa, Claro. Znajdziemy to miejsce, jeśli będziemy szukać powoli. Cierpliwość Clary wyparowała. Nie była już tą delikatną, naiwną panienką z rodziny Ashfordów. Natychmiast rozpoznała złowrogi motyw kryjący się za tym odosobnieniem. To była pułapka. – Nie potrzebuję twojej pomocy – zdecydowała chłodno Clara. Odwróciła się ostro na pięcie, by odejść. Była więcej niż zdolna do samodzielnego znalezienia ukrytego grobu swoich dzieci bez narażania się na chore gierki siostry. – Clara, zaczekaj! Dokąd idziesz? – wpadła w panikę Sloane, rozpaczliwie nie chcąc pozwolić, by jej zaplanowana zasadzka poszła na marne. Rzuciła się do przodu. – Teraz sobie przypomniałam! Nagrobek jest tuż przed nami! Są oddalone o mniej niż sto metrów! Clara nie zwolniła kroku. Szła dalej. Widząc, jak ofiara wymyka jej się z rąk, Sloane natychmiast porzuciła akt zbolałej żałobnicy. Uniosła rękę i machnęła nią chłodno w powietrzu. Z otaczających ich gęstych zarośli dobiegł nagły, głośny szelest. Dźwięk ciężkich kroków odbił się echem w zagajniku. Ponad tuzin ciężko uzbrojonych, ukrytych postaci zaczęło gwałtownie zbliżać się ze wszystkich stron. Krew zmroziła się w żyłach Clary. Natychmiast zdała sobie sprawę, że Sloane organizuje kolejną próbę morderstwa, dokładnie taką samą jak ten niszczycielski pożar w magazynie przed czterema laty. Sloane zwabiła ją tutaj, by dokończyć dzieła. Jej instynkt przetrwania zaczął działać na najwyższych obrotach. Nie było czasu na myślenie. Clara odwróciła się z oślepiającą prędkością, doskoczyła kilkoma szybkimi, wykalkulowanymi krokami i złapała Sloane za cienką szyję.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zasadzka na cmentarzu – Z popiołów do imperium: Powrót czworaczków | Czytaj powieści online na beletrystyka